Karol Sienkiewicz

radca prawny

Doradzam wierzycielom, którzy chcą podać dłużnika do sądu i odzyskać swoje pieniądze. Pomagam też w innych postępowaniach przeciwko nieuczciwym dłużnikom. [Więcej >>>]

Te przepisy obowiązują już wiele lat, ale ciągle widzę, że się nie przyjęły. Ba, nawet zawodowi pełnomocnicy często o nich zapominają.

A chodzi mi o odsetki ustawowe za opóźnienie w transakcjach handlowych. Ten rodzaj odsetek został uregulowany w ustawie o terminach zapłaty w transakcjach handlowych i dotyczy co do zasady przedsiębiorców, którzy zawierają transakcję handlowe. Taką transakcją jest umowa, której przedmiotem jest odpłatna dostawa towaru lub odpłatne świadczenie usługi, jeżeli strony zawierają ją w związku z wykonywaną działalnością gospodarczą. Czyli sprzedaż, umowa o dzieło czy zlecenie w relacji firma-firma (B2B).

Mówiąc inaczej, odsetki ustawowe za opóźnienie w transakcjach handlowych to „rekompensata” za opóźnienie w spłacie długu firmowego.

A czym one różnią się od „zwykłych” odsetek? Oczywiście, wysokością.

Odsetki ustawowe za opóźnienie (które reguluje Kodeks cywilny) wynoszą obecnie 7%.

Odsetki ustawowe za opóźnienie w transakcjach handlowych wynoszą 9,5%. Nietrudno więc zauważyć, że odsetki ustawowe za opóźnienie w transakcjach handlowych są korzystniejsze dla przedsiębiorcy.

Powyższe rozróżnienie ma istotne znaczenie przy formułowaniu treści żądania pozwu. Od tego jakich odsetek zażądamy zależy treść orzeczenia sądu. Pamiętaj, że sąd orzeka w granicach żądania powoda. Jak nie poprosisz to nie dostaniesz, proste.

Dlatego w pozwie pisz wyraźnie: wraz z odsetkami za opóźnienie w transakcjach handlowych. Jeżeli tego nie zrobisz, litościwy sąd wezwie Cię do wyjaśnienia (stracisz miesiąc czasu) albo od razu zasądzi odsetki „zwykłe”. A przy dużych kwotach to może być niepotrzebna strata.

Znowu muszę jechać do sądu w Zakopanem. Dlatego postanowiłem również Wam przypomnieć, że w postępowaniu przed sądem ważną kwestią są koszty ponoszone przez stronę. Na koszty te składają się koszty sądowe oraz koszty profesjonalnego zastępstwa przed sądem. W dzisiejszym wpisie chciałbym zająć się „tymi drugimi” tj. kosztami zastępstwa.

Koszty te obejmują wynagrodzenie oraz dodatkowe wydatki poniesione przez pełnomocnika strony.

Wyobraź sobie sytuację, w której spółka ma siedzibę w Toruniu i tam korzysta ze stałej obsługi prawnej np. mojej kancelarii. Ale spółka została pozwana i według właściwości miejscowej ogólnej sprawa rozpoznawana jest przez sąd w Zakopanem. Rozprawa wyznaczona na godz. 9tą, 18 grudnia. Pełnomocnik (np. ja) musi więc ponieść koszty podróży z Torunia do stolicy Tatr oraz koszty noclegu przed rozprawą. Jazda np. zimą w nocy nie należy do przyjemnych rzeczy (wiem coś o tym…).

W takim przypadku klient kancelarii musi oczywiście pokryć te koszty. Ale nie ma się czym martwić na zapas. Koszty te bowiem mogą zostać zwrócone stronie, która wygrała proces, o czym niedawno postanowił Sąd Apelacyjny w Katowicach (sygnatura akt V ACa 542/16). Sąd ten uznał wydatki pełnomocnika w postaci kosztów podróży oraz noclegu przed rozprawą za niezbędne koszty procesu, bowiem służą one celowej obronie. Tak więc strona przegrywająca sprawę obowiązana jest zwrócić przeciwnikowi wszelkie koszty zastępstwa, w tym wydatki związane z podróżą oraz noclegiem pełnomocnika przed rozprawą.

Oczywiście nie zawsze tak jest, czasami trzeba wybrać prawnika „lokalnego”. Tutaj jednak chodziło o udzielenie pełnomocnictwa „swojemu” radcy prawnemu zorientowanemu w sprawie. Sąd Apelacyjny uznał także, że główny pełnomocnik nie miał obowiązku wyznaczania substytuta, gdyż substytucja służy zastępstwu pełnomocnika, gdy ten nie może uczestniczyć w rozprawie.

Działanie takie jest racjonalne z punktu widzenia wierzyciela, który ma prawo oczekiwać, iż to niezachowujący się zgodnie z prawem dłużnik pokryje wszystkie koszty konieczne do przymusowego dochodzenia roszczenia.

Poniesione przez pełnomocnika koszty i wydatki muszą zostać udokumentowane i przedstawione w sądzie w postaci spisu kosztów z żądaniem ich zasądzenia.

Nie rezygnuj zatem z żądania pokrycia kosztów i nie poprzestawaj na zwyczajowym „wg norm przepisanych”. Dzięki temu Twój mecenas spokojnie, wieczorem dotrze na miejsce i wypoczęty stawi się w sądzie.

Właśnie zaczyna się sezon grzybowy, ale ja nie zapominam o swoich obietnicach. W maju zapowiedziałem, że niedługo przygotujemy nowy poradnik o wyjawieniu majątku. Przepisy nieco się zmieniły, zatem warto być na bieżąco.

I oto słowo stało się ciałem … poradnik powstał. Na razie poradnik dostępny jest dla czytelników naszego Biuletynu. Jeżeli nie jesteś na niego zapisany, to zapisz się koniecznie – w „prezencie” powitalnym otrzymasz poradnik. Link do zapisów tutaj.

A jeżeli jesteś już naszym Szanownym Czytelnikiem, to poczekaj jeszcze kilka dni a poradnik w najbliższy wtorek trafi do Twojej skrzynki wraz z kolejnym numerem Biuletynu.

 

Wyznam szczerze, że akurat o tym nie miałem ochoty pisać. Temat w sumie mało ciekawy, a do tego nie ma kosztów zastępstwa. Ale z drugiej strony często stosuję to rozwiązanie i uważam, że jest skuteczne. A o czym mowa?

Ano o tytule egzekucyjnym w postaci aktu notarialnego. Nie będę dzisiaj pisać o tym jak go uzyskać (zrobiłem to tutaj), ale chciałbym podzielić się z Tobą bardzo ważną informacją na ten temat.

Otóż w jednej ze spraw naszego klienta złożyliśmy niedawno wniosek o nadanie klauzuli wykonalności na akt notarialny. Akt ten zabezpieczał dużą transakcję sprzedaży paliw, w której kredyt kupiecki ustalono na 1.000.000,- zł. Dłużnik nie zapłacił, więc szybko złożyliśmy do Sądu wniosek o nadanie aktowi klauzuli wykonalności.

Kiedy przyszła do nas koperta z Sądu byliśmy przekonani, że zawiera już ona tytuł wykonawczy, na podstawie którego będziemy mogli wszcząć egzekucję.

Jakie było nasze zdziwienie, kiedy zobaczyliśmy, że Sąd… oddalił nasz wniosek.

Zdaniem Sądu, przedłożony przez nas akt notarialny nie spełniał wymogów wskazanych w art. 777 § 1 pkt 6 KPC i nie jest żadnym tytułem egzekucyjnym.

Sądowi chodziło o to, że akt powinien obejmować obowiązek zapłaty sumy pieniężnej do wysokości w akcie wprost określonej albo oznaczonej za pomocą klauzuli waloryzacyjnej. I właśnie na ten wymóg zwrócił uwagę Sąd. W uzasadnieniu postanowienia stwierdził on bowiem, że „kwota zobowiązania nie została wskazana w sposób konkretny i precyzyjny, ponieważ określenie jej wysokości odwołuje się do przyszłych wierzytelności”.

Sąd uznał więc, że odwołanie się w treści aktu notarialnego do wierzytelności, które dopiero powstaną w przyszłości powoduje, że taki akt notarialny nie określa żadnych konkretnych kwot i niemożliwe jest nadanie mu klauzuli wykonalności. Taki wniosek zaś prowadziłby do tego, że złożenie przez dłużnika oświadczenia o poddaniu się egzekucji w formie aktu notarialnego miałoby sens jedynie w przypadku wierzytelności już istniejących. A to przecież mija się z celem takiego aktu.

Oczywiście, złożyliśmy zażalenie na powyższe postanowienie. W naszej ocenie akt notarialny spełniał wymóg oznaczenia kwoty, ponieważ w jego treści dłużnik wyraźnie zobowiązał się do zapłaty kwoty „do wysokości 1.000.000 zł”.

Sąd drugiej instancji uznał nasze stanowisko za prawidłowe i uchylił zaskarżone postanowienie. Jak wskazano w uzasadnieniu:

W akcie notarialnym dłużnik poddał się egzekucji do kwoty 1.000.000 zł, a wierzyciel domagając się nadania temu aktowi klauzuli wykonalności wykazał, że spełnił wymogi przewidziane w akcie. W rozpoznawanej sprawie rację ma zatem skarżący, że akt notarialny stanowi tytuł egzekucyjny, o którym mowa w art. 777 § 1 pkt 6 KPC i zachodzą podstawy do nadania jemu klauzuli wykonalności w zakresie obowiązku zapłaty kwot wskazanych precyzyjnie we wniosku.

Tak więc koniec końców, sprawa zakończyła się dla naszego klienta pomyślnie i udało się uzyskać klauzulę wykonalności. Przykład ten pokazuje jednak, że przy uzyskiwaniu klauzuli na akt notarialny należy uważać. Niedoświadczona osoba mogłaby bowiem uznać, że nie ma możliwości uzyskania klauzuli na taki akt, ponieważ jest on źle sformułowany.

Dlatego zawsze warto korzystać z pomocy osób, które mają już w takich sprawach doświadczenie.

RDN (czyli tytułowy Rejestr) nie jest dobrym rozwiązaniem. Tzn. jest, ale źle funkcjonuje. Właśnie przeczytałem, że Ministerstwo Sprawiedliwości postanowiło coś z tym zrobić i RDN zlikwidować. Wiceminister Łukasz Piebiak tak mówił w wywiadzie prasowym o tym projekcie:

Chcemy również zlikwidować Rejestr Dłużników Niewypłacalnych, gdyż nie spełnia on swojej funkcji i pracujemy nad kompleksową regulacją odnoszącą się do ujawniania dłużników – także tych z postępowań restrukturyzacyjnych i upadłościowych w postaci Krajowego Rejestru Zadłużonych.

Jestem całym sercem za sensowną reformą tego Rejestru. Obecnie uzyskanie wiedzy z RDN jest czasochłonne i prawie nikt tego nie robi. A tam wpisuje się np. osoby, które zostały zobowiązane do złożenia wykazu majątku w postępowaniu o wyjawienie. To ważny sygnał dla potencjalnego kontrahenta – uwaga, ta osoba w przeszłości miała problemy z płaceniem długów. Ale sygnał ten nie dociera do wierzycieli i potem wszyscy się dziwią, że pieniędzy nie można odzyskać.

Jestem ciekaw, na czym ten nowy Krajowy Rejestr Zadłużonych (KRZ) będzie polegał. Rozumiem, że będzie to nowy rejestr, obok KRS czy rejestru zastawów (obecnie to część KRS). Dla mnie najważniejsze jest to, żeby informacje tam zawarte były szybko, łatwo i nieodpłatnie dostępne dla każdego i aby były automatycznie powielane w KRS i CEIDG.

A jak MS postanowi, to wykona i to pewnie szybko. Wiemy, jak sprawnie powstają tam nowe przepisy.