Na innych blogach pojawiły się już wpisy studentek, które zaprosiliśmy do odbycia praktyk w naszej Kancelarii. Dzisiejszy, ostatni z tych wpisów, przygotowała p. Oliwia Radlak. Nie ukrywam, że temat sam jej „narzuciłem”, a związany jest on z bardzo „świeżymi” uchwałami Sądu Najwyższego sprzed kilku dni, które dotyczyły odpowiedzialności za długi. Zapraszam do lektury.

Odpowiedzialność dłużnika po przekształceniu działalności w spółkę (III CZP 113/16 oraz III CZP 98/16)

W dniu 9 lutego 2017 roku Sąd Najwyższy podjął dwie ważne uchwały dotyczące odpowiedzialności przedsiębiorców, którzy przekształcili swoją działalność w jednoosobową spółkę kapitałową (sprawy III CZP 113/16 oraz III CZP 98/16).

Zagadnienie, którym zajął się Sąd Najwyższy, ma istotny wymiar praktyczny i dotyczy kwestii przekształceń, ciągle popularnych w naszej rzeczywistości i często nadużywanych do ucieczki przed odpowiedzialnością. Znaczenie mają tutaj dwa przepisy ksh – art. 551 § 5 oraz art. 584(13).

Pierwszy z nich stanowi, że

Przedsiębiorca będący osobą fizyczną wykonującą we własnym imieniu działalność gospodarczą w rozumieniu ustawy z dnia 2 lipca 2004 r. o swobodzie działalności gospodarczej (…) może przekształcić formę prowadzonej działalności w jednoosobową spółkę kapitałową (…).

Inaczej mówiąc – z „firmy jednoosobowej” w spółkę z o.o. lub spółką akcyjną (częściej oczywiście z o.o., bo taniej i szybciej).

Drugi zaś przepis mówi, że

Osoba fizyczna, o której mowa w art. 551 § 5, odpowiada solidarnie ze spółką przekształconą za zobowiązania przedsiębiorcy przekształcanego związane z prowadzoną działalnością gospodarczą powstałe przed dniem przekształcenia, przez okres trzech lat, licząc od dnia przekształcenia.

A na czym polegał problem prawny, który przedstawiono Sądowi Najwyższemu?

Chodziło o to, czy upływ owych trzech lat od przekształcenia chroni przedsiębiorcę przed odpowiedzialnością nawet w przypadku, gdy pozew wierzyciela zostanie złożony wcześniej. Co dzieje się w sytuacji, gdy sprawa trwa w sądzie 5 lat, co jest dość częste? Wystarczy przedłużać proces by uniknąć odpowiedzialności? A może termin się przerywa?

Na szczęście nie wystarczy. Sąd Najwyższy podkreślił co prawda, że termin ten jest bardziej rygorystyczny niż przedawnienie, sąd uwzględnia go z urzędu i nie stosuje się przerwania jego biegu. Jednakże nie oznacza to, że po upływie 3 lat kończy się odpowiedzialność solidarna przedsiębiorcy przekształcanego i spółki przekształconej w przypadku, gdy wierzyciel w tym terminie złoży pozew. Pogląd przeciwny prowadziłby do pozbawienia wierzycieli przekształcanego przedsiębiorcy ochrony prawnej oraz byłyby sprzeczny z celem regulacji, ponieważ wierzyciel nie miałby pewności, czy przed upływem trzyletniego terminu uda się zakończyć prawomocnie postępowanie i uzyskać tytuł wykonawczy.

Dlatego w obu sprawach Sąd Najwyższy orzekł:

Dłużnik będący osobą fizyczną ponosi solidarną odpowiedzialność na podstawie art. 584[13] k.s.h, jeżeli wierzyciel wytoczy przeciwko niemu powództwo w okresie biegu terminu określonego w tym przepisie.

Sąd Najwyższy przyznał zatem ochronę wierzycielom. W komunikacie o omawianej sprawie czytamy: wystarczy, że w ciągu trzech lat od przekształcenia wytoczone zostanie przeciwko dłużnikowi powództwo, wtedy będzie on ponosił odpowiedzialność.

I bardzo dobrze.

Wystarczy zatem pozwać i można spokojnie jechać na ferie. 

Nawet ja pamiętam tylko z opowieści starszych kolegów, orzeczeń oraz nieaktualnych komentarzy, że kiedyś zarzut przedawnienia był uwzględniany z urzędu. Przepis taki obowiązywał w kc do 1.10.1990 r. A brzmiało to tak:

Art. 117 § 3. Sąd, państwowa komisja arbitrażowa lub inny organ powołany do rozpoznawania spraw danego rodzaju uwzględnia upływ przedawnienia z urzędu. Może jednak nie uwzględnić jego upływu, jeżeli termin przedawnienia nie przekracza lat trzech, a opóźnienie w dochodzeniu roszczenia jest usprawiedliwione wyjątkowymi okolicznościami i nie jest nadmierne.

I po roku 90tym przepis ten został skreślony z kc. I co w tym złego po 27 latach? Otóż okazało się, że

Dziś jednak instytucja przedawnienia roszczeń nie działa w Polsce prawidłowo. Co z tego, że ustalone są terminy przedawnienia (…), skoro konstrukcja przepisów w praktyce powoduje, że dłużnik rzadko korzysta z przedawnienia.

No czyli nie musi się dłużnik wysilać, edukować czy szukać pomocy prawnej. Pomoże mu Państwo.

Projekt nowelizacji Kodeksu cywilnego przygotowany w Ministerstwie Sprawiedliwości ma na celu zmianę tego stanu rzeczy. W myśl proponowanych przepisów sąd będzie musiał z urzędu ustalić, czy roszczenie jest przedawnione. Jeśli stwierdzi, że upłynął termin przedawnienia, oddali powództwo. Żadna czynność dłużnika nie będzie do tego potrzebna. Propozycja tej zmiany dotyczy wszelkiego rodzaju roszczeń – zarówno w obrocie powszechnym, jak i gospodarczym. 

Oglądałem kiedyś taki film, gdzie déjà vu świadczyło o błędzie matrixa. Ale potem matrix posypał się na dobre…

Na szczęście przeczytałem, że

Proponowane przez Ministerstwo Sprawiedliwości zmiany mają na celu niezbędną poprawę stanu prawnego w ważnych dla obywateli obszarach.

I odetchnąłem z ulgą. Bo w sumie dla mnie to też dobrze.

Zatem wierzyciele, nie ma co się ociągać i liczyć, że biedny dłużnik zapłaci, tylko szybko trzeba się brać do roboty i pozywać, pozywać i raz jeszcze pozywać!

Jakiś czas temu zapowiedziałem, że w związku ze zmianami w KPC trzeba będzie zaktualizować poradnik dot. wyjawienia majątku. Taki poradnik przygotowaliśmy, zaś jako pierwsi otrzymali go Czytelnicy naszego newslettera, jako pewnego rodzaju „prezent”.

Natomiast od dzisiaj, na pasku po lewej stronie, z poradnikiem może zapoznać się każdy czytelnik bloga.

Nowy poradnik to przede wszystkim:

  1. Nowa treść, uwzględniająca zmiany w instytucji wyjawienia majątku,
  2. Omówienie praktycznych aspektów wyjawienia majątku,
  3. Nowy wygląd – podobny do poradnika Piotra Zamrocha dotyczącego wniosku o ustanowienie służebności przesyłu.

Poradnik dot. wyjawienia majątku został przygotowany przez radcę prawnego Karolinę Rokicką-Murszewską z naszej Kancelarii, autorkę bloga na temat restrukturyzacji, likwidacji i upadłości firmy – zakonczeniedzialalnosci.pl.

Karolinie bardzo dziękuję, a Ciebie zapraszam do lektury!

To było tuż przed Wigilią – 23 grudnia 2016 zadzwonił klient z informacją, że poczta właśnie doręczyła mu pozew. I ma 14 dni na odpowiedź. Pomożecie? pyta. Pomożemy!

Zaczęliśmy od ustalenia terminu końcowego na złożenie odpowiedzi na pozew – 14 dni mijało 6 stycznia (Trzech Króli), zatem termin końcowy to sobota 7 stycznia (czyli pierwszy dzień roboczy po święcie). Realnie musimy wysłać jednak 5 stycznia, bo sobota to sobota i się nie pracuje.

A w styczniu prezent – ustawodawca przesunął nam termin do poniedziałku 9 stycznia. Jak to się stało?

Do tej pory mogło się zdarzyć tak, że termin upływał w sobotę. Sobota wg prawa cywilnego nie była traktowana jak święto, czyli termin mógł „wyjść” w sobotę. Ciekawe, że w postępowaniu sądowoadministracyjnym już od dawna jest inaczej.

Ale na szczęście 1 stycznia 2017 r. zmieniono art. 115 K.c. i wprowadzono nowe zasady „przesunięcia” końca terminu do dokonania czynności. Teraz wygląda on tak:

„Art. 115. Jeżeli koniec terminu do wykonania czynności przypada na dzień uznany ustawowo za wolny od pracy lub na sobotę, termin upływa następnego dnia, który nie jest dniem wolnym od pracy ani sobotą.”

Dzięki tej zmianie koniec terminu przypadającego w sobotę również powoduje „przesunięcie” terminu na najbliższy dzień roboczy – poniedziałek (ponieważ niedziela jest dniem ustawowo wolnym od pracy).

Zmiana ta ma zastosowanie nie tylko do pism procesowych, ale również do wielu innych rzeczy, np. terminu spełnienia świadczenia oraz związanej z tym kwestii ewentualnego naliczania odsetek za opóźnienie.

Wierzyciele powinni więc zwrócić szczególną uwagę na terminy zapłaty świadczenia przez dłużnika.

Co ważne – nowe brzmienie art. 115 K.c. ma zastosowanie także wobec terminów, których bieg jeszcze nie upłynął przed 1 stycznia 2017 r. Dlatego właśnie w naszej sprawie doszło do przesunięcia terminu na poniedziałek. Tutaj prawo zadziałało wstecz.

Co jeszcze daje ta zmiana? Przede wszystkim – spokojny weekend np. nad morzem:)

W końcu. Po prawie sześciu latach czekania dochodzenie wierzytelności na terenie Unii Europejskiej nareszcie będzie łatwiejsze. Lada moment zacznie bowiem funkcjonować europejski nakaz zabezpieczenia na rachunku bankowym.

Już od 18 stycznia 2017 r. stosowane będzie rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 655/2014 z dnia 15 maja 2014 r. ustanawiające procedurę europejskiego nakazu zabezpieczenia na rachunku bankowym w celu ułatwienia transgranicznego dochodzenia wierzytelności w sprawach cywilnych i handlowych. O co chodzi? Bardzo dobrze wyjaśnia to już art. 1 ust. 1 tego rozporządzenia:

1. Niniejsze rozporządzenie ustanawia unijne postępowanie umożliwiające wierzycielowi uzyskanie europejskiego nakazu zabezpieczenia na rachunku bankowym („nakaz zabezpieczenia” lub „nakaz”), który to nakaz ma nie dopuścić do tego, by późniejsze wykonanie roszczenia wierzyciela zostało narażone na szwank przez zbycie, przelanie lub wycofanie – do kwoty określonej w nakazie – środków przechowywanych przez dłużnika lub w jego imieniu na rachunku bankowym prowadzonym w jednym z państw członkowskich.

Na czym to będzie polegać? Otóż w postępowaniu zabezpieczającym możliwe będzie uzyskanie specjalnego nakazu, na podstawie którego pewna suma środków na rachunku bankowym dłużnika (prowadzonym w banku w innym kraju UE) zostanie „zamrożona”, do czasu aż dług nie zostanie spłacony. Nie oznacza to jednak, że kwota ta zostanie automatycznie przelana na nasze konto, jeżeli dłużnik opóźni się z zapłatą. Do tego potrzebne będzie nadal wszczęcie egzekucji w państwie wykonania nakazu. Ale plusem jest to, że dłużnik tą kwotą nie będzie mógł dysponować (chyba, że w celu spłaty zadłużenia).

Uzyskanie takiego nakazu będzie możliwe tylko w sprawach cywilnych i handlowych. Będzie to rozwiązanie alternatywne wobec środków zabezpieczających przewidzianych w prawie krajowym.

O nakaz zabezpieczenia będzie można wystąpić do sądu krajowego pod warunkiem, że sprawa główna również podlega właściwości sądów krajowych. Uzyskanie zabezpieczenia będzie możliwe zarówno po uzyskaniu przez wierzyciela orzeczenia, na mocy którego wymaga się od dłużnika zapłaty, jak też przed wszczęciem postępowania w sprawie głównej. Wniosek o wydanie nakazu zabezpieczenia na rachunku bankowym trzeba będzie złożyć na specjalnym formularzu.

Co warte podkreślenia – tak uzyskany nakaz zabezpieczenia jest uznawany w innych państwach członkowskich bez konieczności przeprowadzania jakiejkolwiek specjalnej procedury i jest wykonalny bez potrzeby stwierdzania jego wykonalności.

Zabezpieczenie dokonane na podstawie europejskiego nakazu może się znacznie przyczynić do wymuszenia na dłużniku spłaty zaległych należności. Bo co mu z pieniędzy, z których i tak nie może skorzystać? I tylko szkoda, że rozporządzenie nie ma zastosowania w Wielkiej Brytanii oraz Danii. No cóż, nie wszystko może być idealne….

Opłaty sądowe to bardzo ważna rzecz. Złożenie niektórych pism procesowych podlega przecież obowiązkowi uiszczenia odpowiedniej opłaty. Bez tego możesz zapomnieć chociażby o podstawowej rzeczy jaką jest wniesienie pozwu. Dlatego każdy, kto chce prowadzić proces przeciwko dłużnikowi, musi znać odpowiedź na pytanie: jak wnosić opłaty?

Jeszcze przez kilka dni opłaty sądowe można uiścić na 3 sposoby: bezgotówkowo (przelewem na właściwe konto sądu), gotówką (w kasie sądu) albo za pomocą znaków opłaty sądowej.

Ale 1 stycznia 2017 r. wchodzi jednak w życie nowe rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości z dnia 21 marca 2016 r. w sprawie sposobu uiszczania opłat sądowych w sprawach cywilnych (Dz. U. poz. 408), które przewiduje kilka dużych zmian, zwłaszcza jeżeli chodzi o znaki opłaty sądowej. Rozporządzenie to jest jednym z wielu kroków ku elektronizacji postępowań sądowych.

Po 1 stycznia 2017 r. nadal pozostanie możliwość zapłaty opłat sądowych w kasie sądu oraz przelewem na rachunek sądowy. A co się zmieni?

Otóż funkcjonował będzie nowy sposób uiszczania opłat – mechanizm płatności elektronicznej. Od tej pory opłaty sądowe będzie można uiścić poprzez odpowiedni system teleinformatyczny Ministerstwa Sprawiedliwości obsługujący płatności. O tym jak to będzie wyglądać stanowi § 4 ust. 2 nowego rozporządzenia:

2. Uiszczenie opłaty sądowej w sposób określony w § 2 pkt 1 lit. b następuje w chwili przekazania do systemu teleinformatycznego Ministerstwa Sprawiedliwości obsługującego płatności potwierdzenia dokonania nieodwołalnego zainicjowania procedury wniesienia opłaty sądowej.

System płatności elektronicznej nie jest jeszcze uruchomiony, ale z założenia będzie to wyglądać na podobnych zasadach co PayU czy PayPal. Robimy przelew elektroniczny albo płacimy kartą, pieniądze są pobierane z naszego konta i od razu otrzymujemy potwierdzenie dokonania opłaty.

Takie rozwiązanie jest dużo wygodniejsze. Nie trzeba będzie czekać do następnej sesji pomiędzy bankami, aby otrzymać potwierdzenie przelewu. Robisz opłatę, w tej samej chwili masz potwierdzenie i możesz już składać pismo do sądu! Jedynym minusem korzystania z płatności elektronicznych będzie konieczność ponoszenia dodatkowych opłat z tytułu prowizji lub obsługi płatności za pomocą karty płatniczej.

Największa rewolucja czeka jednak znaki opłaty sądowej. Forma papierowa zostanie bowiem zlikwidowana, a od 1 stycznia 2017 r. znaki sądowe będą generowane elektronicznie. Będzie to wyglądało w ten sposób, że znaki trzeba będzie opłacić poprzez system teleinformatyczny, który następnie wygeneruje na znakach kod kreskowy i kod numeryczny składający się z 14 cyfr. Tak zakupione znaki będzie można wydrukować i dołączyć do odpowiedniego pisma.

Nowe rozporządzenie nie przewiduje ograniczenia kwotowego wysokości opłaty sądowej, jaka może zostać uiszczona znakami (do tej pory opłata uiszczana w znakach nie mogła przekroczyć 1500 zł). Ustalono natomiast limit 10 znaków opłaty sądowej, które można wykorzystać jednorazowo. Co ciekawe, możliwe będzie wygenerowanie znaków opłaty sądowej dokładnie o takim nominale, jaki poda się przy zakupie znaków. To znaczy, że możliwe będzie wygenerowanie np. znaku o wartości 100 zł, którego dotychczas nie było.

Znak w postaci elektronicznej będzie można kupić zarówno w kasie sądu, jak i przez stronę www.oplaty.ms.gov.pl. Strona na chwilę obecną jeszcze nie działa, ale zostanie w pełni uruchomiona 1 stycznia 2017 r.

Jeżeli ktoś ma zapas „starych” znaczków, to oczywiście będą one mogły być nadal wykorzystywane przy uiszczaniu opłat sądowych, jednak tylko do 30 czerwca 2018 r. Po tej dacie pożegnamy papierowe znaczki już na dobre. Może więc warto jest zakupić parę sztuk, póki jeszcze są dostępne?

znaki-oplaty-sadowej2

Dziękuję!

Prof. Andrzej Rzepliński (Fot. Adam Stepien / Agencja Gazeta)

Niedawno w imieniu jednego z klientów wytoczyliśmy szereg spraw o zapłatę. Jednak wzywaliśmy dłużnika do zapłaty tylko co do jednej faktury. Potem klient chciał zacząć sprawę jak najszybciej. „Panie mecenasie, po co czekać, skoro termin płatności wynika z umowy i z faktury, a on nie zapłacił tej jednej faktury już kilka miesięcy?”, pytał. No właśnie, po co czekać na wynik wezwania, skoro i tak nie zapłaci.

Parafrazując  Żeromskiego – Pozwy poszły w sąd.

Wobec tego, że trafiły one do różnych sędziów, terminy wydawania nakazów też były różne. Pojawił się pierwszy nakaz zapłaty, dłużnik uregulował go dobrowolnie a przy okazji zapłacił pozostałe zaległe faktury, teoretycznie nawet nie wiedział, że pozwy są w sądzie (piszę „teoretycznie” bo mógł zadzwonić do sądu i się dowiedzieć).

Po tej zapłacie cofnęliśmy pozwy w części (zostały odsetki). Sąd umorzył postępowanie w tym zakresie, ale co do reszty wydał nakazy zapłaty. I nakazał dłużnikowi pokrycie kosztów procesu w pełnej wysokości, bez uwzględnienia tej częściowej zapłaty.

Dlaczego?

Chodzi o to, że brak wezwania do zapłaty nie ma wpływu na możliwość dochodzenia kosztów postępowania sądowego od dłużnika jeżeli termin zapłaty był wcześniej oznaczony. Oznacza to, że jeśli dłużnik wiedział, do kiedy ma zapłacić (bo wynika to np. z umowy albo terminu wskazanego na fakturze), to właśnie on poniesie koszty procesu.

W przedstawionej powyżej sytuacji zastosowanie znajduje regulacja wskazana w przepisie art. 98 k.p.c., w której to wyrażona jest zasada tzw. odpowiedzialności za wynik sporu.

Prawnicy (w tym i oczywiście sądy) przyjmują co do zasady powszechnie, że pozwany, który płaci dochodzoną należność po wniesieniu pozwu uważany jest za stronę przegrywającą sprawę, co w konsekwencji rodzi obowiązek zwrotu kosztów. Chodzi o to, że zapłata w toku procesu dotyczy należności, która była już wymagalna. Bez znaczenia jest tu kwestia ewentualnego wysłania dłużnikowi wezwania do zapłaty.

Jeżeli zatem umówiony między wami termin płatności minął to nie musisz wcale wzywać dłużnika do zapłaty i łaskawie czekać kilka kolejnych tygodni czy nawet miesięcy na zapłatę.

Ostatni mój wpis o doliczaniu przez komorników podatku VAT do opłaty egzekucyjnej wywołał Waszą gorącą dyskusję (co mnie bardzo cieszy). Niektórzy z Was nie są przekonani o możliwości doliczania podatku VAT do opłat ponoszonych przez dłużnika, inni z kolei uważają, że jest to najsłuszniejsze rozwiązanie. Są zatem wątpliwości.

Wątpliwości ma chyba też Sąd Najwyższy, gdyż niedawno przekazał do rozstrzygnięcia powiększonemu składowi Sądu Najwyższego zagadnienie prawne dotykające właśnie tej kwestii. Rozpoznawana sprawa dotyczy możliwości doliczenia do opłaty egzekucyjnej (którą obciążany jest dłużnik) kwoty podatku VAT. Tym samym szacowne grono powiększonego składu Sądu Najwyższego rozstrzygnie, czy możliwe jest przerzucenie ekonomicznego ciężaru podatku VAT właśnie na dłużnika.

Sąd Najwyższy zadając pytanie w tej sprawie przywołał uchwałę z lipca 2016 r., z której wynika, że opłata, której żąda komornik od dłużnika jest już kwotą brutto – tj. zawierającą podatek VAT. Zgodnie z tym poglądem nie jest możliwe doliczenie podatku VAT do wysokości opłaty, ustalonej zgodnie z regułami zawartymi w ustawie o komornikach sądowych i egzekucji.

Sąd Najwyższy przywołał również szereg argumentów, które przemawiają za przeciwnym poglądem, czyli że to opłata netto i należy ją powiększyć o VAT. W związku z tym zagadnienie prawne zostało przekazane do rozpoznania powiększonemu (siedmioosobowemu) składowi Sądu Najwyższego. Pamiętaj jednak, że dotyczy to jedynie kwestii tego, w jaki sposób naliczany będzie podatek VAT.

W kwestii podatku VAT toczy się jednak drugi, znacznie ważniejszy spór. W wyroku Wojewódzkiego Sadu Administracyjnego w Łodzi z dnia 6 lipca 2016 r. (sygn. akt I SA/Łd 338/16) stwierdzono bowiem, że komornicy w ogóle nie są podatnikami podatku VAT. Podobny pogląd został wyrażony w wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Poznaniu z dnia 14 czerwca 2016 r. w sprawie o sygnaturze I SA/Po 309/16.

Sprawa trafiła do Naczelnego Sądu Administracyjnego, który (podobnie jak SN) stwierdził, że zagadnienie budzi poważne wątpliwości i przekazał je do rozpoznania powiększonemu składowi tego sądu. To sędziowie NSA wydadzą więc uchwałę, w której rozstrzygną, czy komornicy są podatnikami VAT. Jeśli stwierdzą, że są, to Sąd Najwyższy przesądzi o tym, kto będzie ponosił ciężar ekonomiczny tego podatku.

Na razie pozostaje więc czekać.

15409699_1330823430261825_2133098247_o

Otrzymuję od Was dużo pytań w stylu „czy zajmuje się Pan egzekucją w Anglii?”. Oczywiście samą egzekucją się nie zajmuję, nie mam uprawnień do reprezentowania klientów w Anglii (chociaż mógłbym je uzyskać). Jednak mimo to pomagamy wierzycielom, którzy są zdeterminowani, by wszcząć egzekucję na Wyspach. Warto jednak, byś wiedział o 10 rzeczach, które takiej egzekucji dotyczą.

1. Dokumenty. Zebranie niezbędnej dokumentacji to podstawa. Aby wszcząć egzekucję na terenie Anglii potrzebujesz przede wszystkim tytułu wykonawczego. Ale to nie wszystko. O tym, co należy uzyskać na potrzeby prowadzenia egzekucji w Wielkiej Brytanii już pisałem. Wiesz więc, że najlepiej uzyskać jest ETE, a gdy nie można uzyskać ETE – potrzebne jest odpowiednie zaświadczenie. Do skierowania egzekucji na terenie Anglii będą Ci potrzebne również tłumaczenia przysięgłe wszystkich dokumentów.

2. Adres do doręczeń. Aby móc prowadzić egzekucję w Anglii musisz podać swój adres do doręczeń na terenie Wielkiej Brytanii. Jeżeli więc tam nie mieszkasz, warto poszukać pomocy wśród angielskich kancelarii. I z tym wiąże się kolejny punkt…

3. Reprezentacja. Przede wszystkim, musisz rozważyć, czy chcesz skorzystać z usług zagranicznej kancelarii. Pewnym ograniczeniem mogą być koszty takich usług (od ₤400 do nawet ₤1000). Poza tym większość z nich pobiera premię od sukcesu. Plusem jest to, że Twoją sprawą zajmą się wykwalifikowani prawnicy, którzy znają prawo angielskie, więc nie musisz obawiać się o prawidłowość przebiegu egzekucji. No i kwestię adresu do doręczeń masz już z głowy.

4. Opłaty. Pamiętaj, że niezależnie od wynagrodzenia kancelarii musisz liczyć się z innymi kosztami. Prowadzenie egzekucji w Anglii podlega bowiem opłacie sądowej, która jest zależna od wysokości egzekwowanego roszczenia. Niezbędne jest również uiszczenie zaliczki na poczet opłat komorniczych. Wysokość tej zaliczki jest uzależniona od liczby adresów dłużnika, pod które zostaje skierowany komornik i wynosi w okolicach ₤90 za jeden adres.

5. Musisz wiedzieć, że egzekucja komornicza w Anglii obejmuje wyłącznie egzekucję z ruchomości dłużnika. Komornicy angielscy są co prawda w tych kwestiach „natarczywi”, ale często to nie wystarcza do uregulowania całości należności.

6. Inne sposoby egzekucji, tzn. z wynagrodzenia za pracę, z nieruchomości, czy nawet z rachunków bankowych, są objęte odrębnymi procedurami i w każdym przypadku należy składać do sądu osobny wniosek. Wiąże się to oczywiście z poniesieniem przez wierzyciela dodatkowych kosztów (zwłaszcza kosztów reprezentacji).

7. Dane dłużnika. Aby wszcząć egzekucję w Anglii musisz posiadać informacje na temat dłużnika (u nas w sumie też). Najważniejsza informacja to oczywiście adres zamieszkania lub przebywania dłużnika. Bez tej informacji komornik nie ma możliwości zajęcia ruchomości. Tak samo jest w przypadku innych sposobów egzekucji – musisz wiedzieć gdzie dłużnik pracuje, jakie nieruchomości posiada lub znać dane jego konta bankowego.

8. Jeżeli nie masz informacji o dłużniku, możesz zwrócić się do firmy lub prywatnego detektywa, zajmujących się przygotowywaniem raportów dotyczących danej osoby (takich firm działających na terenie Wielkiej Brytanii jest mnóstwo). Niestety, znowu w grę wchodzą wysokie koszty takiej usługi. Za najbardziej szczegółowe raporty o dłużniku można zapłacić nawet ₤900! Co ważne, nie możesz żądać od dłużnika zwrotu takich kosztów.

9. Miejsce prowadzenia egzekucji. Na takich samych zasadach co w Anglii możesz prowadzić egzekucję na terenie Walii. Jednakże w przypadku, gdy Twój dłużnik przebywa w Szkocji lub Irlandii Północnej, te zasady wyglądają już inaczej.

10. Na koniec odpowiedź na pytanie, które zapewne zamierzasz mi zadać: „Jak może mi Pan pomóc?”. Niestety, jeżeli chodzi o kwestię reprezentacji i prowadzenia sprawy przed organami angielskimi to nasza Kancelaria nie może Ci w tym pomóc. Natomiast udzielamy pomocy prawnej w celu uzyskania niezbędnych dokumentów (pkt 1).

Powyższe informacje to oczywiście tylko wierzchołek góry lodowej, jaką jest proces dochodzenia wierzytelności w Anglii. Mam jednak nadzieję, że powyższe informacje pomogą Ci w podjęciu decyzji o tym, czy chcesz rozpoczynać taką egzekucję.

07-07-2016-9-01