Karol Sienkiewicz

radca prawny

Doradzam wierzycielom, którzy chcą podać dłużnika do sądu i odzyskać swoje pieniądze. Pomagam też w innych postępowaniach przeciwko nieuczciwym dłużnikom. [Więcej >>>]

Skarżycie się, że nie możecie uzyskać klauzuli wykonalności na akcie notarialnym, w którym dłużnik poddał się egzekucji (art. 777 kpc). Pod wpisem dotyczącym Programu Rodzina 500+ pojawiło się kilkadziesiąt komentarzy, w których opisywaliście swoje problemy w tym zakresie.

Jedna z czytelniczek napisała:

Witam, jestem właśnie w takiej sytuacji. Mam nadane alimenty przez akt notarialny. Mój były partner płaci i to regularnie. Złożyłam do Sądu wniosek o nadanie klauzuli wykonalności temu aktowi, a Sąd już trzeci raz odrzucił ten wniosek. W postanowieniu Sądu jest wyraźnie napisane, że mój akt notarialny spełnia wymogi do nadania mu klauzuli wykonalności, ale nie minęło jeszcze 3 miesięcy zaległości przez mojego byłego partnera i nie może pozytywnie rozpatrzeć mojego wniosku.

I niestety klauzuli nie będzie. Dlaczego? Już wyjaśniam.

O egzekucji z aktu notarialnego pisałem już nie raz i w tej kwestii zachęcam do przeczytania moich poprzednich wpisów. Dla przypomnienia – art. 777 § 1 pkt 5 Kpc wymienia szereg przesłanek nadania aktowi notarialnemu klauzuli wykonalności. Jedną z nich jest wskazanie zdarzenia, od którego uzależnione jest wykonanie obowiązku. Najczęściej określanym zdarzeniem w aktach notarialnych jest opóźnianie się dłużnika w zapłacie. Strony umawiają się, że wierzyciel będzie mógł wystąpić do sądu o nadanie aktowi notarialnemu klauzuli wykonalności jeżeli dłużnik zwleka z zapłatą np. przez trzy miesiące. Jeżeli więc we wniosku wskażemy, że dłużnik płaci w miarę regularnie to sąd odmówi nam nadania klauzuli wykonalności na akt notarialny. I na nic zdadzą się odwołania.

MUSI ZAISTNIEĆ ZDARZENIE

W takiej sytuacji widzę dwa rozwiązania.

Pierwsze z nich to zmiana treści aktu notarialnego, która powinna obejmować nową treść zdarzenia, od którego uzależnione jest wykonanie obowiązku lub pominięcie go. Jako zdarzenie można wskazać np. krótsze opóźnienie, np. tygodniowe czy nawet jednodniowe. Ale jakieś zdarzenie musi być.

Drugie rozwiązanie – do którego absolutnie nie namawiam – to złożenie we wniosku nieprawdziwego oświadczenia, że dłużnik nie płaci. Sąd nie przeprowadza rozprawy i nie bada, czy oświadczenie jest prawdziwe. W ten sposób wszystkie wymagane przesłanki zostaną spełnione. Niemniej jednak trzeba liczyć się z ryzykiem zaskarżenia postanowienia sądu przez dłużnika i potem być może z poważną odpowiedzialnością za wprowadzenie sądu w błąd. Dlatego stanowczo odradzam to rozwiązanie.

A problemy te wynikają z braku skorelowania przepisów dotyczących postępowania egzekucyjnego uregulowanych w Kodeksie postępowania cywilnego z ustawą o pomocy państwa w wychowywaniu dzieci. Autorzy ustawy nie pomyśleli, że są różne tytuły wykonawcze, nie tylko wyroki rozwodowe. Akt notarialny z art. 777 jest dobry, ale warto przy jego sporządzeniu poradzić się fachowca, jak dobrze go napisać.

Nie lubię spółek jawnych jako dłużników. Wynika to być może z tego, że ponad 12 lat temu Sąd Najwyższy podjął w mojej sprawie niekorzystną uchwałę dotyczącą odpowiedzialności małżonków wspólników spółek jawnych (III CZP 21/05, uchwała z 12 maja 2005 r.). Ostatecznie klient odzyskał wszystkie pieniądze, ale od tamtej pory zawsze pozywałem spółkę i wszystkich wspólników.

Jednak czasami tak się zdarza, że wierzyciele pozywają tylko spółkę albo spółkę i aktualnych wspólników. A w razie bezskutecznej egzekucji szukają odpowiedzialności wśród byłych wspólników. Byłych, czyli takich, którzy mieli co prawda ten status w chwili powstania zobowiązania (np. zakupu towaru, za który nie zapłacono), ale utracili go (np. sprzedali swój udział) przed wszczęciem sprawy w sądzie o zapłatę.

Bardzo duże możliwości w tym zakresie dawał art. 778 (1) kpc:

Tytułowi egzekucyjnemu wydanemu przeciwko spółce jawnej (…) sąd nadaje klauzulę wykonalności przeciwko wspólnikowi ponoszącemu odpowiedzialność bez ograniczenia całym swoim majątkiem za zobowiązania spółki, jeżeli egzekucja przeciwko spółce okaże się bezskuteczna, jak również wtedy, gdy jest oczywiste, że egzekucja ta będzie bezskuteczna.

W takiej sprawie klauzulowej przeciwko byłemu wspólnikowi Sąd bada tylko do kiedy istniał związek ze spółką. Jeżeli ustał przed wytoczeniem powództwa, wniosek oddalał. A jeżeli już po wszczęciu sprawy, to klauzulę nadawał.

I taka właśnie sytuacja doprowadziła do skargi konstytucyjnej. Pełnomocnik skarżącej zarzucał (skądinąd słusznie), że były wspólnik, który nie został pozwany, nie ma żadnych możliwości obrony przed roszczeniem. I Trybunał Konstytucyjny wczoraj pogląd ten podzielił. W sprawie SK 31/15 orzekł:

Art. 778(1) ustawy z dnia 17 listopada 1964 r. – Kodeks postępowania cywilnego (Dz. U. z 2016 r. poz. 1822, ze zm.) w zakresie, w jakim dopuszcza nadanie przez sąd tytułowi egzekucyjnemu, wydanemu przeciwko spółce jawnej, klauzuli wykonalności przeciwko byłemu wspólnikowi tej spółki, niebędącemu już wspólnikiem w chwili wszczęcia postępowania w sprawie, w której wydany został tytuł egzekucyjny przeciwko spółce jawnej, jest niezgodny z art. 45 ust. 1 i art. 77 ust. 2 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej.

Ciekawe, że Sejm był za oddaleniem wniosku, a Prokurator Generalny zgadzał się z zarzutami…

Co z tego wynika? Że będzie trudniej. Żeby mieć większą pewność, że odzyskasz pieniądze od spółki jawnej musisz pozwać także jej byłych wspólników.

Nie podoba mi się to orzeczenie. Będzie stanowiło pretekst do unikania odpowiedzialności w spółkach jawnych. Uważam tak dlatego, że bardzo łatwo zbyć członkostwo w takich spółkach, nie jest potrzebna żadna szczególna forma, wystarczy kartka papieru. I okaże się zaraz, że data takiego zbycia może być dowolna…

Dlatego ze spółkami jawnymi nie ma się co ceregielić i trzeba jak najszybciej pozywać spółkę i wszystkich wspólników. A w dużych transakcjach uzyskiwać oświadczenia co do tego, kto jest i był wspólnikiem. A jak nie dochowasz staranności, to może się okazać, że pozostanie tylko modlitwa…

Niby nowe i „europejskie”, ale interesujące. Pod tym wpisem pytaliście się o różne zagadnienia związane z Europejskim nakazem zabezpieczenia na rachunku bankowym. Tym ciekawym tematem zainteresował się mój aplikant Wojciech Jeliński i napisał o tym dość obszerny artykuł – jego pierwszą część możesz przeczytać w najnowszym numerze Biuletynu Euro Info –> TUTAJ (s. 23, kolejna część ukaże się w następnym numerze).

Jeżeli masz więc jakieś pytania dotyczące uzyskiwania europejskiego nakazu zabezpieczenia na rachunku bankowym, koniecznie przeczytaj powyższy artykuł! Tam znajdziesz wszystkie najważniejsze informacje.

Tak się złożyło, że w tym samym numerze pojawił się również artykuł koleżanki z mojej kancelarii, Karoliny Rokickiej-Murszewskiej, autorki bloga zakończeniedzialalnosci.pl, na temat implementacji dyrektywy BRIS w Polsce (s. 20 Biuletynu Euro Info). Jeśli chcesz wiedzieć o co dokładnie chodzi, to myślę, że Karolina wytłumaczy Ci to najlepiej sama: TUTAJ.

Zachęcam do zapoznania się z obydwoma artykułami. Miłej lektury!

Wcale nie chce zmienić branży. Robię to co lubię, zaś żużel jedynie kilka razy oglądałem na stadionie (chociaż fanem nie jestem). Ale tytułowe pytanie nurtuje mnie z powodów zawodowych, albowiem dłużnikiem jednego z naszych klientów jest właśnie trener klubu żużlowego. Dług naprawdę niewielki, ale klient stały, więc trzeba działać.

O zarobkach żużlowców krążą legendy, więc sądziłem, że tak samo (no, może podobnie) będzie z trenerami. Rzeczywiście, sprawdziłem – z dostępnych w Internecie danych wynika, że trenerzy zarabiają grubo powyżej średniej krajowej. Szukałem zatem dalej, chciałem wiedzieć, ile zarabia „mój” trener.

I znalazłem notatkę prawie sprzed roku, że trener ten odszedł z jednej drużyny i podpisał kontrakt z nową, aktualną drużyną (nie podam szczegółów, ale chodzi o teren Polski generalnie na zachód od Torunia). No, jak jest kontakt, to pewnie godziwy, nie żadne tam grosze ze zwykłej umowy. Sprawa wydawała się prosta.

Ale rzeczywistość szybko sprowadziła mnie na ziemię. Bo co się okazało? Że te legendarne zarobki w żużlu to jedna wielka lipa. Okazuje się bowiem, że trener klubu (jednego z obecnie czołowych, dużo wyżej w tabeli niż mój Toruń) zarabia minimalne wynagrodzenie. Takie przynajmniej oświadczenie złożył komornikowi jego pracodawca, czyli klub sportowy.

Co więcej, wydaje się, że nie ma innego źródła dochodów. Ale nie poddaję się, może wyjawienie majątku coś pomoże? A to, że trener zostanie wpisany do Rejestru Dłużników Niewypłacalnych, to będzie taka mała rekompensata. Jak pojawi się Krajowy Rejestr Zadłużonych to każdy zobaczy, co on ma na sumieniu.

Zdaję sobie oczywiście sprawę, że wszyscy tam kłamią – i klub i dłużnik. Z radością im to udowodnię i nie odpuszczę. Rozumiem, że czasami dłużnik nie ma jak zapłacić, to się przecież zdarza. Ale nic tak mnie nie wkurza jak bezczelność dłużników.

Zdjęcie ze strony sport.tvp.pl

 

Te przepisy obowiązują już wiele lat, ale ciągle widzę, że się nie przyjęły. Ba, nawet zawodowi pełnomocnicy często o nich zapominają.

A chodzi mi o odsetki ustawowe za opóźnienie w transakcjach handlowych. Ten rodzaj odsetek został uregulowany w ustawie o terminach zapłaty w transakcjach handlowych i dotyczy co do zasady przedsiębiorców, którzy zawierają transakcję handlowe. Taką transakcją jest umowa, której przedmiotem jest odpłatna dostawa towaru lub odpłatne świadczenie usługi, jeżeli strony zawierają ją w związku z wykonywaną działalnością gospodarczą. Czyli sprzedaż, umowa o dzieło czy zlecenie w relacji firma-firma (B2B).

Mówiąc inaczej, odsetki ustawowe za opóźnienie w transakcjach handlowych to „rekompensata” za opóźnienie w spłacie długu firmowego.

A czym one różnią się od „zwykłych” odsetek? Oczywiście, wysokością.

Odsetki ustawowe za opóźnienie (które reguluje Kodeks cywilny) wynoszą obecnie 7%.

Odsetki ustawowe za opóźnienie w transakcjach handlowych wynoszą 9,5%. Nietrudno więc zauważyć, że odsetki ustawowe za opóźnienie w transakcjach handlowych są korzystniejsze dla przedsiębiorcy.

Powyższe rozróżnienie ma istotne znaczenie przy formułowaniu treści żądania pozwu. Od tego jakich odsetek zażądamy zależy treść orzeczenia sądu. Pamiętaj, że sąd orzeka w granicach żądania powoda. Jak nie poprosisz to nie dostaniesz, proste.

Dlatego w pozwie pisz wyraźnie: wraz z odsetkami za opóźnienie w transakcjach handlowych. Jeżeli tego nie zrobisz, litościwy sąd wezwie Cię do wyjaśnienia (stracisz miesiąc czasu) albo od razu zasądzi odsetki „zwykłe”. A przy dużych kwotach to może być niepotrzebna strata.