Karol Sienkiewicz

radca prawny

Doradzam wierzycielom, którzy chcą podać dłużnika do sądu i odzyskać swoje pieniądze. Pomagam też w innych postępowaniach przeciwko nieuczciwym dłużnikom. [Więcej >>>]

The Royal Courts of Justice

Część tegorocznego urlopu spędziłem w Londynie. Przyznam, że nie zauważyłem jakichś negatywnych skutków Brexitu, ale turyście zapewne trudniej to ocenić. Chociaż w samolocie w drodze powrotnej usłyszałem rozmowę Polaków wracających po latach do Polski. Tam się już popsuło a u nas tak fajnie…

W czasie jednej z wędrówek po Covent Garden zaszedłem pod majestatyczny budynek Royal Courts of Justice. Oczywiście, wiedziony zawodową ciekawością, wszedłem do środka. Po obowiązkowej kontroli policyjnej (u nas też można spotkać takie bramki jak na lotniskach) podszedłem do informacji i spytałem, czy można wejść na salę rozpraw. Oczywiście, tylko nie można robić zdjęć.

Przeszedłem się po korytarzu, poczytałem wokandy i wybrałem sprawą przeciwko szpitalowi o odszkodowanie. Wszedłem na salę, sędzia nawet tego nie zauważył.

Wygląd sali sądowej oczywiście odbiega od tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni w Polsce. Było poważniej i dostojniej. Sędzia na podwyższeniu, prawnicy w togach i z perukami na głowach, publiczność w dość wygodnych ławach. Wokół na półkach oprawione księgi prawnicze (zauważyłem roczniki z lat 30tych).

Przysłuchiwałem się rozprawie ponad godzinę, akurat zeznawała pielęgniarka, która przyjmowała pacjenta na oddział. Bardzo mi się to podobało. Dlaczego?

Dlatego, że sędzia był arbitrem. Nie wtrącał się, nie pytał, nic nie dyktował. Czasami coś notował i było widać, że śledzi postęp zeznań.

Dlatego, że pełnomocnicy sobie nie przeszkadzali. Pytania były zadawane precyzyjnie i świadek miał dowolną ilość czasu na dokładną odpowiedź. Spokojnie i bez poganiania. Przez godzinę nikt nie przeszkadzał, nie przerywał, nie wykrzykiwał.

Dlatego w końcu, że materiały były przygotowane fantastycznie. Sędzia, jego sekretarze (dwójka), pełnomocnicy, ich pomocnicy (chyba z pięć osób) oraz świadek mieli dokładnie te same dokumenty, ułożone w segregatorach tego samego koloru i identycznie ponumerowane. Nie trzeba było niczego okazywać czy odczytywać, wystarczyło sięgnąć do „page 35, green folder”.

Tego dnia na wokandzie była tylko ta jedna sprawa, z rozmów adwokatów zrozumiałem, że to kontynuacja wczorajszej rozprawy. Nie po pół roku czy po kwartale. Następnego dnia, ale muszę przyznać, że i u nas czasami tak się zdarza.

Po godzinie wyszedłem cichutko, sędzia nawet nie zauważył mojej obecności…

20160712_104346

{ 6 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

Krzysztof Kozłowski Sierpień 3, 2016 o 16:17

Pięknie opowiedziana ta historia „pewnej sprawy”.

Po lekturze wpisu zastanawiałem się, jak wielu sędziów orzeka w tym londyńskim sądzie i jak wiele spraw jest w nim rozpatrywanych, że możliwe są całodniowe posiedzenia i to wyznaczane na kolejne dni. I miałem wizję, że w każdym sądzie Wielkiej Brytanii są opasłe księgi z minionych dziesięcioleci. Ale to chyba nie jest typowy obraz brytyjskich sal sądowych? Opisywany Sąd jest odpowiednikiem naszego Sądu Najwyższego i sądów apelacyjnych, prawda? O ile można w prosty sposób przenieść sądownictwo common law na nasze. Czy Autor miał może okazję zobaczyć brytyjskie „sądy rejonowe”?

Odpowiedz

Karol Sienkiewicz Sierpień 3, 2016 o 16:20

Krzysztof, nie byłem w „rejonie”. Fakt, to taki trochę SN a trochę SA. Ale i tak bardzo fajny 🙂

Odpowiedz

Krzysztof Kozłowski Sierpień 3, 2016 o 16:58

Wierzę, że fajny. Z samej relacji wygląda fajnie 🙂 W naszym Sądzie Najwyższym półek ze zbiorami orzecznictwa nie ma. No i nie ma peruk, choć to chyba dla pełnomocników akurat plus 😉 Ale generalnie i u nas niektóre sądy wyglądają dostojnie, a już zwłaszcza patynowany, pokryty łacińskimi inskrypcjami i bogaty w kolumny SN.

Odpowiedz

Jolanta Budzowska Sierpień 4, 2016 o 11:28

Też czasem wstępuję do sądów przy okazji zwiedzania miasta:) Skrzywienie zawodowe? A opisywany przez Pana sąd miałam przyjemność odwiedzić też zawodowo, jako… biegła od prawa polskiego w sprawie dotyczącej szkody na zdrowiu. Całą przygodę opisałam w odcinakach na blogu: http://pomylkalekarza.pl/uzasadnienie-wyroku-po-angielsku/
Pozdrawiam serdecznie

Odpowiedz

Karol Sienkiewicz Sierpień 4, 2016 o 11:51

Pani Jolanto, czyli oboje byliśmy pod wrażeniem 🙂 Pozdrawiam!

Odpowiedz

Agnieszka Swaczyna Sierpień 21, 2016 o 10:46

Przeczytałam (z przyjemnością) i … rozmarzyłam się :-). Komfort pracy? Zdarza się – na palcach jednej ręki policzyć. Ech…

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: