W końcu. Po prawie sześciu latach czekania dochodzenie wierzytelności na terenie Unii Europejskiej nareszcie będzie łatwiejsze. Lada moment zacznie bowiem funkcjonować europejski nakaz zabezpieczenia na rachunku bankowym.

Już od 18 stycznia 2017 r. stosowane będzie rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 655/2014 z dnia 15 maja 2014 r. ustanawiające procedurę europejskiego nakazu zabezpieczenia na rachunku bankowym w celu ułatwienia transgranicznego dochodzenia wierzytelności w sprawach cywilnych i handlowych. O co chodzi? Bardzo dobrze wyjaśnia to już art. 1 ust. 1 tego rozporządzenia:

1. Niniejsze rozporządzenie ustanawia unijne postępowanie umożliwiające wierzycielowi uzyskanie europejskiego nakazu zabezpieczenia na rachunku bankowym („nakaz zabezpieczenia” lub „nakaz”), który to nakaz ma nie dopuścić do tego, by późniejsze wykonanie roszczenia wierzyciela zostało narażone na szwank przez zbycie, przelanie lub wycofanie – do kwoty określonej w nakazie – środków przechowywanych przez dłużnika lub w jego imieniu na rachunku bankowym prowadzonym w jednym z państw członkowskich.

Na czym to będzie polegać? Otóż w postępowaniu zabezpieczającym możliwe będzie uzyskanie specjalnego nakazu, na podstawie którego pewna suma środków na rachunku bankowym dłużnika (prowadzonym w banku w innym kraju UE) zostanie „zamrożona”, do czasu aż dług nie zostanie spłacony. Nie oznacza to jednak, że kwota ta zostanie automatycznie przelana na nasze konto, jeżeli dłużnik opóźni się z zapłatą. Do tego potrzebne będzie nadal wszczęcie egzekucji w państwie wykonania nakazu. Ale plusem jest to, że dłużnik tą kwotą nie będzie mógł dysponować (chyba, że w celu spłaty zadłużenia).

Uzyskanie takiego nakazu będzie możliwe tylko w sprawach cywilnych i handlowych. Będzie to rozwiązanie alternatywne wobec środków zabezpieczających przewidzianych w prawie krajowym.

O nakaz zabezpieczenia będzie można wystąpić do sądu krajowego pod warunkiem, że sprawa główna również podlega właściwości sądów krajowych. Uzyskanie zabezpieczenia będzie możliwe zarówno po uzyskaniu przez wierzyciela orzeczenia, na mocy którego wymaga się od dłużnika zapłaty, jak też przed wszczęciem postępowania w sprawie głównej. Wniosek o wydanie nakazu zabezpieczenia na rachunku bankowym trzeba będzie złożyć na specjalnym formularzu.

Co warte podkreślenia – tak uzyskany nakaz zabezpieczenia jest uznawany w innych państwach członkowskich bez konieczności przeprowadzania jakiejkolwiek specjalnej procedury i jest wykonalny bez potrzeby stwierdzania jego wykonalności.

Zabezpieczenie dokonane na podstawie europejskiego nakazu może się znacznie przyczynić do wymuszenia na dłużniku spłaty zaległych należności. Bo co mu z pieniędzy, z których i tak nie może skorzystać? I tylko szkoda, że rozporządzenie nie ma zastosowania w Wielkiej Brytanii oraz Danii. No cóż, nie wszystko może być idealne….

Opłaty sądowe to bardzo ważna rzecz. Złożenie niektórych pism procesowych podlega przecież obowiązkowi uiszczenia odpowiedniej opłaty. Bez tego możesz zapomnieć chociażby o podstawowej rzeczy jaką jest wniesienie pozwu. Dlatego każdy, kto chce prowadzić proces przeciwko dłużnikowi, musi znać odpowiedź na pytanie: jak wnosić opłaty?

Jeszcze przez kilka dni opłaty sądowe można uiścić na 3 sposoby: bezgotówkowo (przelewem na właściwe konto sądu), gotówką (w kasie sądu) albo za pomocą znaków opłaty sądowej.

Ale 1 stycznia 2017 r. wchodzi jednak w życie nowe rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości z dnia 21 marca 2016 r. w sprawie sposobu uiszczania opłat sądowych w sprawach cywilnych (Dz. U. poz. 408), które przewiduje kilka dużych zmian, zwłaszcza jeżeli chodzi o znaki opłaty sądowej. Rozporządzenie to jest jednym z wielu kroków ku elektronizacji postępowań sądowych.

Po 1 stycznia 2017 r. nadal pozostanie możliwość zapłaty opłat sądowych w kasie sądu oraz przelewem na rachunek sądowy. A co się zmieni?

Otóż funkcjonował będzie nowy sposób uiszczania opłat – mechanizm płatności elektronicznej. Od tej pory opłaty sądowe będzie można uiścić poprzez odpowiedni system teleinformatyczny Ministerstwa Sprawiedliwości obsługujący płatności. O tym jak to będzie wyglądać stanowi § 4 ust. 2 nowego rozporządzenia:

2. Uiszczenie opłaty sądowej w sposób określony w § 2 pkt 1 lit. b następuje w chwili przekazania do systemu teleinformatycznego Ministerstwa Sprawiedliwości obsługującego płatności potwierdzenia dokonania nieodwołalnego zainicjowania procedury wniesienia opłaty sądowej.

System płatności elektronicznej nie jest jeszcze uruchomiony, ale z założenia będzie to wyglądać na podobnych zasadach co PayU czy PayPal. Robimy przelew elektroniczny albo płacimy kartą, pieniądze są pobierane z naszego konta i od razu otrzymujemy potwierdzenie dokonania opłaty.

Takie rozwiązanie jest dużo wygodniejsze. Nie trzeba będzie czekać do następnej sesji pomiędzy bankami, aby otrzymać potwierdzenie przelewu. Robisz opłatę, w tej samej chwili masz potwierdzenie i możesz już składać pismo do sądu! Jedynym minusem korzystania z płatności elektronicznych będzie konieczność ponoszenia dodatkowych opłat z tytułu prowizji lub obsługi płatności za pomocą karty płatniczej.

Największa rewolucja czeka jednak znaki opłaty sądowej. Forma papierowa zostanie bowiem zlikwidowana, a od 1 stycznia 2017 r. znaki sądowe będą generowane elektronicznie. Będzie to wyglądało w ten sposób, że znaki trzeba będzie opłacić poprzez system teleinformatyczny, który następnie wygeneruje na znakach kod kreskowy i kod numeryczny składający się z 14 cyfr. Tak zakupione znaki będzie można wydrukować i dołączyć do odpowiedniego pisma.

Nowe rozporządzenie nie przewiduje ograniczenia kwotowego wysokości opłaty sądowej, jaka może zostać uiszczona znakami (do tej pory opłata uiszczana w znakach nie mogła przekroczyć 1500 zł). Ustalono natomiast limit 10 znaków opłaty sądowej, które można wykorzystać jednorazowo. Co ciekawe, możliwe będzie wygenerowanie znaków opłaty sądowej dokładnie o takim nominale, jaki poda się przy zakupie znaków. To znaczy, że możliwe będzie wygenerowanie np. znaku o wartości 100 zł, którego dotychczas nie było.

Znak w postaci elektronicznej będzie można kupić zarówno w kasie sądu, jak i przez stronę www.oplaty.ms.gov.pl. Strona na chwilę obecną jeszcze nie działa, ale zostanie w pełni uruchomiona 1 stycznia 2017 r.

Jeżeli ktoś ma zapas „starych” znaczków, to oczywiście będą one mogły być nadal wykorzystywane przy uiszczaniu opłat sądowych, jednak tylko do 30 czerwca 2018 r. Po tej dacie pożegnamy papierowe znaczki już na dobre. Może więc warto jest zakupić parę sztuk, póki jeszcze są dostępne?

znaki-oplaty-sadowej2

Dziękuję!

Prof. Andrzej Rzepliński (Fot. Adam Stepien / Agencja Gazeta)

Niedawno w imieniu jednego z klientów wytoczyliśmy szereg spraw o zapłatę. Jednak wzywaliśmy dłużnika do zapłaty tylko co do jednej faktury. Potem klient chciał zacząć sprawę jak najszybciej. „Panie mecenasie, po co czekać, skoro termin płatności wynika z umowy i z faktury, a on nie zapłacił tej jednej faktury już kilka miesięcy?”, pytał. No właśnie, po co czekać na wynik wezwania, skoro i tak nie zapłaci.

Parafrazując  Żeromskiego – Pozwy poszły w sąd.

Wobec tego, że trafiły one do różnych sędziów, terminy wydawania nakazów też były różne. Pojawił się pierwszy nakaz zapłaty, dłużnik uregulował go dobrowolnie a przy okazji zapłacił pozostałe zaległe faktury, teoretycznie nawet nie wiedział, że pozwy są w sądzie (piszę „teoretycznie” bo mógł zadzwonić do sądu i się dowiedzieć).

Po tej zapłacie cofnęliśmy pozwy w części (zostały odsetki). Sąd umorzył postępowanie w tym zakresie, ale co do reszty wydał nakazy zapłaty. I nakazał dłużnikowi pokrycie kosztów procesu w pełnej wysokości, bez uwzględnienia tej częściowej zapłaty.

Dlaczego?

Chodzi o to, że brak wezwania do zapłaty nie ma wpływu na możliwość dochodzenia kosztów postępowania sądowego od dłużnika jeżeli termin zapłaty był wcześniej oznaczony. Oznacza to, że jeśli dłużnik wiedział, do kiedy ma zapłacić (bo wynika to np. z umowy albo terminu wskazanego na fakturze), to właśnie on poniesie koszty procesu.

W przedstawionej powyżej sytuacji zastosowanie znajduje regulacja wskazana w przepisie art. 98 k.p.c., w której to wyrażona jest zasada tzw. odpowiedzialności za wynik sporu.

Prawnicy (w tym i oczywiście sądy) przyjmują co do zasady powszechnie, że pozwany, który płaci dochodzoną należność po wniesieniu pozwu uważany jest za stronę przegrywającą sprawę, co w konsekwencji rodzi obowiązek zwrotu kosztów. Chodzi o to, że zapłata w toku procesu dotyczy należności, która była już wymagalna. Bez znaczenia jest tu kwestia ewentualnego wysłania dłużnikowi wezwania do zapłaty.

Jeżeli zatem umówiony między wami termin płatności minął to nie musisz wcale wzywać dłużnika do zapłaty i łaskawie czekać kilka kolejnych tygodni czy nawet miesięcy na zapłatę.

Ostatni mój wpis o doliczaniu przez komorników podatku VAT do opłaty egzekucyjnej wywołał Waszą gorącą dyskusję (co mnie bardzo cieszy). Niektórzy z Was nie są przekonani o możliwości doliczania podatku VAT do opłat ponoszonych przez dłużnika, inni z kolei uważają, że jest to najsłuszniejsze rozwiązanie. Są zatem wątpliwości.

Wątpliwości ma chyba też Sąd Najwyższy, gdyż niedawno przekazał do rozstrzygnięcia powiększonemu składowi Sądu Najwyższego zagadnienie prawne dotykające właśnie tej kwestii. Rozpoznawana sprawa dotyczy możliwości doliczenia do opłaty egzekucyjnej (którą obciążany jest dłużnik) kwoty podatku VAT. Tym samym szacowne grono powiększonego składu Sądu Najwyższego rozstrzygnie, czy możliwe jest przerzucenie ekonomicznego ciężaru podatku VAT właśnie na dłużnika.

Sąd Najwyższy zadając pytanie w tej sprawie przywołał uchwałę z lipca 2016 r., z której wynika, że opłata, której żąda komornik od dłużnika jest już kwotą brutto – tj. zawierającą podatek VAT. Zgodnie z tym poglądem nie jest możliwe doliczenie podatku VAT do wysokości opłaty, ustalonej zgodnie z regułami zawartymi w ustawie o komornikach sądowych i egzekucji.

Sąd Najwyższy przywołał również szereg argumentów, które przemawiają za przeciwnym poglądem, czyli że to opłata netto i należy ją powiększyć o VAT. W związku z tym zagadnienie prawne zostało przekazane do rozpoznania powiększonemu (siedmioosobowemu) składowi Sądu Najwyższego. Pamiętaj jednak, że dotyczy to jedynie kwestii tego, w jaki sposób naliczany będzie podatek VAT.

W kwestii podatku VAT toczy się jednak drugi, znacznie ważniejszy spór. W wyroku Wojewódzkiego Sadu Administracyjnego w Łodzi z dnia 6 lipca 2016 r. (sygn. akt I SA/Łd 338/16) stwierdzono bowiem, że komornicy w ogóle nie są podatnikami podatku VAT. Podobny pogląd został wyrażony w wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Poznaniu z dnia 14 czerwca 2016 r. w sprawie o sygnaturze I SA/Po 309/16.

Sprawa trafiła do Naczelnego Sądu Administracyjnego, który (podobnie jak SN) stwierdził, że zagadnienie budzi poważne wątpliwości i przekazał je do rozpoznania powiększonemu składowi tego sądu. To sędziowie NSA wydadzą więc uchwałę, w której rozstrzygną, czy komornicy są podatnikami VAT. Jeśli stwierdzą, że są, to Sąd Najwyższy przesądzi o tym, kto będzie ponosił ciężar ekonomiczny tego podatku.

Na razie pozostaje więc czekać.

15409699_1330823430261825_2133098247_o

Otrzymuję od Was dużo pytań w stylu „czy zajmuje się Pan egzekucją w Anglii?”. Oczywiście samą egzekucją się nie zajmuję, nie mam uprawnień do reprezentowania klientów w Anglii (chociaż mógłbym je uzyskać). Jednak mimo to pomagamy wierzycielom, którzy są zdeterminowani, by wszcząć egzekucję na Wyspach. Warto jednak, byś wiedział o 10 rzeczach, które takiej egzekucji dotyczą.

1. Dokumenty. Zebranie niezbędnej dokumentacji to podstawa. Aby wszcząć egzekucję na terenie Anglii potrzebujesz przede wszystkim tytułu wykonawczego. Ale to nie wszystko. O tym, co należy uzyskać na potrzeby prowadzenia egzekucji w Wielkiej Brytanii już pisałem. Wiesz więc, że najlepiej uzyskać jest ETE, a gdy nie można uzyskać ETE – potrzebne jest odpowiednie zaświadczenie. Do skierowania egzekucji na terenie Anglii będą Ci potrzebne również tłumaczenia przysięgłe wszystkich dokumentów.

2. Adres do doręczeń. Aby móc prowadzić egzekucję w Anglii musisz podać swój adres do doręczeń na terenie Wielkiej Brytanii. Jeżeli więc tam nie mieszkasz, warto poszukać pomocy wśród angielskich kancelarii. I z tym wiąże się kolejny punkt…

3. Reprezentacja. Przede wszystkim, musisz rozważyć, czy chcesz skorzystać z usług zagranicznej kancelarii. Pewnym ograniczeniem mogą być koszty takich usług (od ₤400 do nawet ₤1000). Poza tym większość z nich pobiera premię od sukcesu. Plusem jest to, że Twoją sprawą zajmą się wykwalifikowani prawnicy, którzy znają prawo angielskie, więc nie musisz obawiać się o prawidłowość przebiegu egzekucji. No i kwestię adresu do doręczeń masz już z głowy.

4. Opłaty. Pamiętaj, że niezależnie od wynagrodzenia kancelarii musisz liczyć się z innymi kosztami. Prowadzenie egzekucji w Anglii podlega bowiem opłacie sądowej, która jest zależna od wysokości egzekwowanego roszczenia. Niezbędne jest również uiszczenie zaliczki na poczet opłat komorniczych. Wysokość tej zaliczki jest uzależniona od liczby adresów dłużnika, pod które zostaje skierowany komornik i wynosi w okolicach ₤90 za jeden adres.

5. Musisz wiedzieć, że egzekucja komornicza w Anglii obejmuje wyłącznie egzekucję z ruchomości dłużnika. Komornicy angielscy są co prawda w tych kwestiach „natarczywi”, ale często to nie wystarcza do uregulowania całości należności.

6. Inne sposoby egzekucji, tzn. z wynagrodzenia za pracę, z nieruchomości, czy nawet z rachunków bankowych, są objęte odrębnymi procedurami i w każdym przypadku należy składać do sądu osobny wniosek. Wiąże się to oczywiście z poniesieniem przez wierzyciela dodatkowych kosztów (zwłaszcza kosztów reprezentacji).

7. Dane dłużnika. Aby wszcząć egzekucję w Anglii musisz posiadać informacje na temat dłużnika (u nas w sumie też). Najważniejsza informacja to oczywiście adres zamieszkania lub przebywania dłużnika. Bez tej informacji komornik nie ma możliwości zajęcia ruchomości. Tak samo jest w przypadku innych sposobów egzekucji – musisz wiedzieć gdzie dłużnik pracuje, jakie nieruchomości posiada lub znać dane jego konta bankowego.

8. Jeżeli nie masz informacji o dłużniku, możesz zwrócić się do firmy lub prywatnego detektywa, zajmujących się przygotowywaniem raportów dotyczących danej osoby (takich firm działających na terenie Wielkiej Brytanii jest mnóstwo). Niestety, znowu w grę wchodzą wysokie koszty takiej usługi. Za najbardziej szczegółowe raporty o dłużniku można zapłacić nawet ₤900! Co ważne, nie możesz żądać od dłużnika zwrotu takich kosztów.

9. Miejsce prowadzenia egzekucji. Na takich samych zasadach co w Anglii możesz prowadzić egzekucję na terenie Walii. Jednakże w przypadku, gdy Twój dłużnik przebywa w Szkocji lub Irlandii Północnej, te zasady wyglądają już inaczej.

10. Na koniec odpowiedź na pytanie, które zapewne zamierzasz mi zadać: „Jak może mi Pan pomóc?”. Niestety, jeżeli chodzi o kwestię reprezentacji i prowadzenia sprawy przed organami angielskimi to nasza Kancelaria nie może Ci w tym pomóc. Natomiast udzielamy pomocy prawnej w celu uzyskania niezbędnych dokumentów (pkt 1).

Powyższe informacje to oczywiście tylko wierzchołek góry lodowej, jaką jest proces dochodzenia wierzytelności w Anglii. Mam jednak nadzieję, że powyższe informacje pomogą Ci w podjęciu decyzji o tym, czy chcesz rozpoczynać taką egzekucję.

07-07-2016-9-01

Kilka miesięcy temu we współpracy z toruńską Izbą Przemysłowo-Handlową zaczęliśmy przygotowywać Biuletyn Prawny. Lokalnych przedsiębiorców zachęcamy w nim do lektury ciekawych wpisów na blogach i informujemy o ważnych przepisach. Biuletyn ten przekazuje Izba swoim członkom. Ale dlaczego podobnego Biuletynu nie mielibyście otrzymywać i Wy, Szanowni Czytelnicy?

Ta myśl zainspirowała nas do stworzenia newslettera. Takiego Biuletynu Prawnego przekazywanego naszym Czytelnikom poprzez email. Dwa razy w miesiącu.

warszawska_finale_czerwona

Co tam będzie? Przede wszystkim krótki przegląd wpisów z naszych blogów. A jest ich sporo jak na jedną kancelarię: w sumie aż pięć blogów. Daje to razem ogromną ilość informacji. Tylko na tym blogu jest prawie 450 wpisów!  Postanowiliśmy to zebrać w jednym miejscu – właśnie w Biuletynie. Ale nie chodzi tylko o blogi. Będziemy omawiać też ciekawe orzeczenia sądów, które zostały wydane w naszych sprawach. To takie „prawdziwe życie prawnicze”. A przy okazji pochwalimy się, co w naszej firmie się dzieje.

Jeżeli chcesz otrzymywać taki Biuletyn to po prostu zapisz się! Formularz poniżej. Oczywiście, zawsze możesz się wypisać (mam jednak nadzieję, że nie za szybko).


Polityka Prywatności dostępna jest tutaj.

W lipcu pisałem o planach Ministerstwa Rozwoju, zakładający wprowadzenie możliwości wydawania nakazów zapłaty przez notariuszy. Pomysł ten przyjęliście w komentarzach raczej krytycznie. Podobnie zresztą jak wiele organizacji i ekspertów, którzy zgłaszali swoje uwagi na etapie konsultacji społecznych. Argumenty krytyczne dotyczyły głównie sposobu doręczeń nakazów zapłaty dłużnikom, rozpoznawania złożonych przez dłużników sprzeciwów od nakazów zapłaty.

Wątpliwości budziła też kwestia konstytucyjności proponowanych zmian, co w dzisiejszych czasach ma szczególne znaczenie. Przepis art. 175 ust. 1 Konstytucji brzmi bowiem następująco:

Wymiar sprawiedliwości w Rzeczypospolitej Polskiej sprawują Sąd Najwyższy, sądy powszechne, sądy administracyjne oraz sądy wojskowe.

Na prośbę toruńskiej IPH zajęliśmy stanowisko w sprawie projektu:

Nowe kompetencje notariuszy nie są spójne z ich dotychczasową rolą w systemie obrotu gospodarczego, gdyż celem ich działań miało być zwiększenie pewności tego obrotu. Teraz zaś przejmą część kompetencji sądów w zakresie dochodzenia roszczeń – zaangażowanie w tego typu spory i wydawanie nakazów zapłaty na wniosek wierzyciela może podważyć zaufanie publiczne do zawodu notariusza. Ponadto, możliwość wydawania nakazów zapłaty przez notariuszy stanowi sprawowanie wymiaru sprawiedliwości, co może budzić wątpliwości pod kątem zgodności z przepisem art. 175 ust. 1 Konstytucji.

Konsultacje społeczne i liczna krytyka przyniosła efekt, gdyż w komunikacie z 19 października 2016 r. Ministerstwo Rozwoju poinformowało o wyłączeniu propozycji zmian dotyczących notarialnego nakazu zapłaty z projektu ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu ułatwienia dochodzenia wierzytelności. Postulaty zgłoszone podczas konsultacji publicznych zostaną wykorzystane w dalszych analizach, przeprowadzanych przez Ministerstwo.

Być może zatem projekt instytucji notarialnego nakazu zapłaty jeszcze do nas wróci. Mając jednak na uwadze kontrowersje, które wywołał – dobrze się stało, że na razie nie zostanie wprowadzony.

20160921_133449

Czekając na wywołanie mojej sprawy w Sądzie Rejonowym w Płocku zerknąłem na tablicę ogłoszeń. Co ciekawego? Kilkanaście obwieszczeń komorników o planowanych licytacjach. Oczywiście, nie zdziwiłem się, że te ogłoszenia tam są – komornicy mają przecież obowiązek publicznego ogłoszenia o licytacjach. Dziwi mnie jednak to, że ustawodawca nadal „upiera się” by takie ogłoszenia wisiały w budynkach sądów.

Całe szczęście 8 września 2016 r. został również zrobiony kolejny krok w stronę informatyzacji – obligatoryjne informowanie o licytacjach ruchomości również na stronie internetowej KRK, czego dotyczy nowy art. 867 § 1KPC (zdanie pierwsze):

Obwieszczenie o licytacji ogłasza się publicznie w budynku sądu rejonowego właściwego dla miejsca licytacji oraz na stronie internetowej Krajowej Rady Komorniczej

Zamieszczenie takiego ogłoszenia na stronie internetowej KRK do tej pory było całkowicie dobrowolne (obowiązkowe od 2012 r. było ogłoszenie co do nieruchomości). I komornicy rzadko z tego korzystali. Od 8 września właściwie codziennie na stronie KRK pojawiają się nowe obwieszczenia dotyczące licytacji ruchomości od wszystkich komorników. Do Allegro co prawda jeszcze daleko (przede wszystkim nie ma możliwości licytacji), ale jeżeli szukamy czegoś konkretnego to można wybrać kategorie, województwo (lub dokładne miasto) i sprawdzić czy w naszej okolicy odbywają się jakieś licytacje.

Na pewno taka strona internetowa jest już jakimś ułatwieniem dla potencjalnych nabywców. W obecnej formie jednak nadal wygląda to jak tablica ogłoszeń w sądzie – pełno kartek, ale najważniejszych informacji brak. Tylko przy niektórych obwieszczeniach są dostępne zdjęcia licytowanego przedmiotu. Na stronie nie ma w zasadzie żadnych szczegółowych informacji o przedmiocie, żadnych danych technicznych (co przydałoby się szczególnie w przypadku samochodów i sprzętów elektronicznych). Brak takich informacji nie zachęca do kupna. W obecnej formie strona nie jest więc przyjazna dla „zwykłych” użytkowników. A o to przecież przy elektronizacji chodzi – żeby zwiększyć zainteresowanie licytacjami komorniczymi, co ma się przełożyć na ich większą skuteczność.

Dobra wiadomość jest taka, że już od 1 marca 2017 r. ma wejść w życie sprzedaż zajętych ruchomości w postaci licytacji elektronicznej, czyli takie Allegro. Jak dokładnie będzie funkcjonować taka licytacja, to materiał na inny wpis. Od strony technicznej mam nadzieję, że będzie to wyglądało na podobnych zasadach co Allegro, tzn. zdjęcia i dużo informacji na temat przedmiotu.

Niestety, komornicy będą obowiązani do obwieszczania w budynku sądu również o licytacjach elektronicznych. Z tablic ogłoszeń nie znikną więc stosy kartek. Tylko kto to tak naprawdę będzie czytał? Ale to się kiedyś pewnie zmieni…

20161027_100313

Nie tak dawno wspominałem o zabezpieczeniu roszczeń. Przepisy prawa zawierają ciekawe i przydatne rozwiązania chroniące wierzyciela, często zresztą sami wierzyciele nie mają o tym pojęcia.

I właśnie wczoraj, 25 października 2016 r. ważny głos w sprawie uprawnień wierzyciela w postępowaniu zabezpieczającym zabrał Trybunał Konstytucyjny (sprawa SK 71/13). Sam wyrok zacytuję za chwilę, najpierw wyjaśnię, o co chodziło Trybunałowi.

Otóż jednym ze sposób zabezpieczenia roszczeń (ja też go stosuję razem z innymi sposobami) jest hipoteka przymusowa. Na bardzo wczesnym etapie postępowania, a nawet przed jego wszczęciem, można obciążyć nieruchomość dłużnika w taki sposób, że w przypadku późniejszej egzekucji wierzyciel będzie uprzywilejowany. Nawet, jeżeli dłużnik nieruchomość sprzeda. Naprawdę dobre rozwiązanie.

Ale taka „tymczasowa” sytuacja nie może trwać w nieskończoność. Dlatego ustawodawca w art. 7541 § 1 postanowił:

Jeżeli przepis szczególny nie stanowi inaczej albo jeżeli sąd inaczej nie postanowi, zabezpieczenie udzielone według przepisów niniejszego tytułu upada po upływie miesiąca od uprawomocnienia się orzeczenia uwzględniającego roszczenie, które podlegało zabezpieczeniu.

Wyobraź sobie zatem taką sytuację. Pozywasz swojego dłużnika i uzyskujesz nakaz zapłaty w postępowaniu nakazowym (tańszy i dużo lepszy, to ponad połowa moich nakazów). Taki nakaz stanowi podstawę do wpisu hipoteki przymusowej. Wpisujesz do KW taką hipotekę i spokojnie prowadzisz proces. Po dwóch latach go wygrywasz, ale jesteś spokojny – hipoteka zabezpiecza Twoją wierzytelność.

Ale to nie działa aż tak idealnie. Otóż zgodnie z zacytowanym przepisem kpc hipoteka upadnie już miesiąc po zakończeniu sprawy. Upadnie i tyle. Nawet jak rozpoczniesz egzekucję z tej nieruchomości. I to właśnie zakwestionował Trybunał.

Uznał on bowiem, że zabezpieczenie w takiej sytuacji nie ma sensu. Nie może być bowiem tak, że wierzyciel nie może „utrzymać” zabezpieczenia i dobrego miejsca na hipotece, nawet jeżeli działa bardzo sprawnie i od razu po prawomocnym wyroku wszczyna egzekucję.

Dlatego Trybunał w punkcie pierwszym sentencji orzekł:

Art. 7541 § 1 ustawy z 17 listopada 1964 r. – Kodeks postępowania cywilnego (j.t. Dz.U.2014.101, ze zm.) w zakresie, w jakim odnosi się do zabezpieczenia przez obciążenie nieruchomości obowiązanego hipoteką przymusową: (…)

b) jest niezgodny z art. 64 ust. 1 w związku z art. 31 ust. 3 oraz art. 45 ust. 1 Konstytucji.

I niestety odroczył o 18 miesięcy wejście tego wyroku w życie. A kiedy wejdzie w życie? To zależy, kiedy zostanie opublikowany.

Czy to oznacza, że nie warto wpisywać hipotek? Mimo wszystko warto. Ale zawsze warto też myśleć o innych sposobach zabezpieczenia.

Cieszę się z tego wyroku. To pierwszy od długiego czasu poważny głos w obronie wierzycieli. 

20160925_111855-01