Karol Sienkiewicz

radca prawny

Doradzam wierzycielom, którzy chcą podać dłużnika do sądu i odzyskać swoje pieniądze. Pomagam też w innych postępowaniach przeciwko nieuczciwym dłużnikom. [Więcej >>>]

W najbliższy poniedziałek, 9 lipca 2018 r., wejdzie w życie nowelizacja kodeksu cywilnego, która zmienia – i to bardzo mocno – zasady przedawnienia roszczeń. Niektóre ze zmienianych regulacji pochodzą jeszcze z 1964 r. a zatem z początków kc, a niektóre z początku lat 90tych, czyli z okresu transformacji ustrojowej i czasów prof. Leszka Balcerowicza.

Ale ustawodawca uznał, że czas na zmiany. Czy są one dobre, czas pokaże. Uczucia mam raczej negatywne, chociaż dostrzegam też dobre strony nowelizacji.

Żeby ułatwić Wam poruszanie się w tych nowych regulacjach przygotowaliśmy poradnik, w którym w sposób przystępny – mam nadzieję – opisaliśmy o co chodzi w tych nowych przepisach. Poradnik ten otrzymali jakiś czas temu subskrybenci naszego Biuletynu, dzisiaj może zapoznać się z nim już każdy Czytelnik bloga.

Poradnik dostępny jest na pasku po lewej stronie. Można go pobierać i wykorzystywać bez żadnych ograniczeń.

Zapraszam do lektury.

Aha, 9 lipca, ale 1807  r. utworzono Wolne Miasto Gdańsk, stąd fotka poniżej.

Takie sprawy cieszą każdego prawnika, który zajmuje się dochodzeniem wierzytelności. Z trzech powodów. Po pierwsze dlatego, że klient odzyskał wszystko, co tylko mógł odzyskać. Po drugie dlatego, że pokazują, iż warto być konsekwentnym i podejmować szereg działań przeciwko dłużnikowi.  A trzeci powód podałem na końcu wpisu.

Zaczęło się jeszcze w 2010 r. Otóż 27 grudnia tegoż roku wniosłem w EPU pozew przeciwko dłużnikowi, przedsiębiorcy. Wówczas jeszcze – na początku swojej działalności – e-sąd działał sprawnie. Potem się popsuł i straciłem dla niego całkowicie zainteresowanie.

Już 7 stycznia 2011 r. Sąd Rejonowy Lublin-Zachód wydał nakaz zapłaty. Biorąc pod uwagę, że to przełom roku, tempo dobre. A dzisiaj właściwie już nieosiągalne. Z uwagi na problemy z doręczeniem nakazu (kuriozalne, brak zwrotek, dłużnik – były popularny sportowiec – mieszkał pod wskazanym adresem, ale to zapewne nie miało wpływu na ginące zwrotki) klauzula wykonalności została nadana dopiero w 12 października 2011 r.

Kilka dni później, 17 października 2011 r. zaczynamy egzekucję. Standardowo, pełen wachlarz wniosków, ale najważniejszy ten o egzekucję z nieruchomości. A właściwie z udziału w nieruchomości, bo właścicielką drugiej połowu domu okazała się siostra. Początkowo myśleliśmy, że to żona, to samo nazwisko. Jednak pomimo dwóch licytacji nikt udziału w tej nieruchomości nie kupił, klient zaś nie był zainteresowany przejęciem tego udziału. Trudno, szukamy dalej.

W 2013 r. dłużnik wyprowadza się z Torunia „za chlebem” i trzeba go szukać. Tzn. wiadomo, gdzie jest, bo chętnie występuje w mediach, ale zdjęcie z gazety to za mało, by ustalić adres dla doręczeń. I tak sprawa krąży od komornika do komornika. Czas leci (odsetki w sumie też są naliczane).

Ale nie odpuszczamy, zawiadamiamy policję, to przynosi jakiś efekt, dłużnik wpłaca część zadłużenia, akurat na odsetki, koszty i nieco kwoty głównej. Sprawę umarzają, jednak spora kwota jest nadal do zapłaty. Znowu przeprowadzka.

Rok 2015. Na jednym z poczytnych portali sportowych informacja, że dłużnik został trenerem jakiejś drużyny sportowej i podpisał kontrakt na 3 lata. To świetna informacja, bo będzie miał dochody a do tego nie przeprowadzi się w najbliższym czasie.

Zajmujemy wszystko co się da w tym klubie, u sponsorów, współpracowników, etc. I jakież było nasze zdziwienie, gdy okazało się, że trener dobrego klubu w bogatej dyscyplinie zarabia minimalną krajową?. Czyżby informacje o zarobkach w sporcie to tylko plotka? No cóż, ta kwota i przez 100 lat nic nie załatwi…

Postanowiliśmy to jednak sprawdzić i zażądać wyjawienia majątku. Najpierw oczywiście był problem z doręczeniem zawiadomienia sądu o posiedzeniu. A szkoda, bo o sprawie zapewne przypadkiem dowiedziały się lokalne media i jakiś redaktor nawet przyszedł do sądu.

I na kilka dni przed terminem kolejnego posiedzenia dłużnik dzwoni do kancelarii i mówi, że chce zapłacić. Żeby tylko już dać mu spokój… Oczywiście wyraziłem zgodę. No bo czemu nie?

W ostatni czwartek cała kwota zadłużenia, odsetki, dalsze koszty, należność główna – dosłownie wszystko wpłynęło na konto klienta.

Po ośmiu latach uważam, że było warto. Co prawda trwało to długo i nie było tanie, ale właśnie takie sprawy dają satysfakcję z dobrze wykonanej pracy.

A trzecim „plusem dodatnim” z takiej sprawy są oczywiście wspomniane w tytule pożytki 🙂

Prowadzenie postępowania egzekucyjnego ma sens wówczas, gdy wszyscy działają sprawnie: wierzyciel, komornik oraz te podmioty, w których komornik coś zajął. Chodzi głównie o pracodawców i banki. Dlaczego akurat oni? Otóż dlatego, że egzekucja z rachunków oraz z wynagrodzenia za pracę należą do najskuteczniejszych sposobów egzekucji. Pokazuje to choćby ta ciekawa analiza Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości z 2015 r. (tabela na stronie 9).

Czy zastanawiałeś się kiedyś, jak szybko bank ma przekazać komornikowi pieniądze zajęte na rachunku bankowym dłużnika?

Otóż wynika to z art. 889 kpc. Przepis ten mówi o dwóch etapach egzekucji z rachunku:

etap pierwszy – komornik zajmuje wierzytelność z rachunku i wzywa bank do działania – albo do bezzwłocznego przekazania pieniędzy do komornika albo do zawiadomienia komornika w terminie siedmiu dni o przeszkodzie do przekazania zajętej kwoty.

etap drugi – bank reaguje, czyli bezzwłocznie przekazuje pieniądze albo w terminie 7 dni zawiadamia o przeszkodzie.

Odpowiedź na zadane powyżej pytanie jest zatem prosta: bank ma przekazać pieniądze bezzwłocznie. Oznacza to tyle samo co natychmiast, od razu, „od ręki”. Gdyby bowiem ustawodawca chciał wprowadzić termin to wpisałby to wyraźnie. W praktyce trwa to do 3 dni.

Tymczasem nowa ustawa dotycząca zmiany terminów przedawnienia zmienia te regulacje.

Po pierwsze w art. 889 w § 1 pkt 1 otrzyma nowe brzmienie. Po nowelizacji pismo komornika nie będzie już zawierało zobowiązania banku do przekazania pieniędzy. Komornik zakaże jedynie wypłat z rachunku bez jego zgody, ale pieniędzy nie otrzyma.

Po drugie zaś termin na przesłanie pieniędzy będzie uregulowany w nowym art. 889(2) kpc:

Bank przekazuje środki pieniężne z zajętego rachunku na rachunek bankowy komornika niezwłocznie po upływie siedmiu dni od dnia doręczenia zawiadomienia o zajęciu. Jednakże w razie egzekucji bieżących alimentów lub rent bank niezwłocznie przekazuje środki pieniężne z zajętego rachunku na rachunek bankowy komornika.

A zatem po 9 lipca bank najpierw poczeka 7 dni od doręczenia zawiadomienia komornika i dopiero kilka dni (dwa-trzy) później przekaże pieniądze komornikowi.

Efekt jest prosty: przekazanie pieniędzy opóźni się co najmniej o 7 dni.

A po co to wszystko? Ano po to, aby pomóc dłużnikom. Wyjaśnienie urzędowe jest bowiem takie:

Regulacje powyższe mają na celu wzmocnienie możliwości podjęcia przez dłużnika obrony przed egzekucją, przy jednoczesnym utrzymaniu środków uniemożliwiających dłużnikowi uchylenie się od egzekucji.

Osobiście uważam, że te przepisy spowolnią egzekucję. Dłużnicy dostaną tydzień więcej na podważanie tytułów czy zasadności dochodzenia roszczeń.

Aha, i jeszcze prezent na koniec: te nowe przepisy stosuje się także do zajęć wierzytelności z rachunków bankowych dokonanych przed 9 lipca, jeżeli jeszcze bank nie zdążył przekazać pieniędzy na rachunek komornika.

Czytam, czytam i nie mogę się nadziwić, że tak w sumie prostą sprawę można tak pokręcić (podobnie jak nie mogę się nadziwić niektórym wynikom piłkarskich zmagań). A chodzi mi o przepisy przejściowe do ustawy zmieniającej zasady przedawnienia roszczeń, która wejdzie w życie 9 lipca. Na szczęście 9 lipca to dzień bez piłki nożnej – 7 lipca Polska zagra w ćwierćfinale, a 10tego w półfinale (korekta z 24 czerwca – trochę przesadziłem z tym optymizmem).

Przepisy przejściowe – o czym informuję przy każdej okazji – są niezmiernie ważne, ponieważ dotyczą wpływu nowej ustawy na bieżące sprawy. A w tym przypadku wpływu ustawy na biegnące już terminy przedawnienia. A wpływ ten jest spory.

Nasze uwagi do tej ustawy postanowiliśmy zebrać w poradniku, który właśnie opracowujemy (w przerwach mundialowych rozgrywek). Poradnik ten pewnie za jakiś czas pojawi się na blogu. Ale jeżeli chcesz go otrzymać wcześniej – oczywiście jeszcze przed 9 lipca – zapisz się na nasz Biuletyn. Bo to właśnie subskrybenci tego Biuletynu otrzymają nasz poradnik w pierwszej kolejności.

A zatem – jeżeli interesuje Cię temat przedawnienia „po nowemu” kliknij tutaj:

Biuletyn Kancelarii

Za niespełna miesiąc, bo 9 lipca 2018 r., wejdzie w życie ustawa uchwalona 13 kwietnia nowelizująca głownie Kodeks cywilny. Ustawa ta diametralnie zmienia zasady przedawnienia roszczeń, głównie z tego powodu, że skraca większość terminów przedawnienia.

Moja ocena ustawy jest raczej negatywna, ale to oczywiście nie ma znaczenia dla jej obowiązywania. O rozwiązaniach wynikających z tych przepisów będę pewnie jeszcze pisał, komentarze i porady pojawią się też zapewne na blogu Wojtka Jelińskiego poświęconym dochodzeniu roszczeń przez przedsiębiorców.

Ale dzisiaj chcę napisać o jednym wymogu, bez którego Twój pozew składany od 9 lipca, będzie wadliwy.

Chodzi mianowicie o dodanie w art. 187 kpc w § 1 nowego punktu w brzmieniu:

oznaczenie daty wymagalności roszczenia w sprawach o zasądzenie roszczenia”.

Art. 187 kpc określa wymogi, jakie musi spełnić najważniejsze pismo sądowe, czyli pozew. Przepis ten mówi po prostu, co musi zawierać pozew. Dodanie do niego powyższego wymogu oznacza, że w pozwie trzeba będzie także podawać informację o dacie wymagalności. Brak tej informacji spowoduje wezwanie do uzupełnienia braków (pod rygorem zwrotu pozwu), co oznacza kilkutygodniowe opóźnienie w zajęciu się sprawą przez sąd.

Nie jest to wcale wymóg nowy. Od lipca 2013 r. (aż do 9 lipca) obowiązuje bowiem przepis art. 505 (32), który nakazuje podawanie tej informacji w elektronicznym postępowaniu upominawczym (EPU).

Nowość polega na tym, że teraz w każdej sprawie o zapłatę konieczne będzie podanie daty wymagalności roszczenia.

Po co to wszystko? Otóż chodzi o dwie kwestie:

Po pierwsze, jeżeli pozwany będzie konsument to sąd sam sobie obliczy termin przedawnienia roszczenia i oddali Twoje powództwo, jeżeli uzna, że jest przedawnione.

Po drugie, informacja ta ma na celu ułatwienie dłużnikowi powołania się na zarzut przedawnienia. Pozwany będzie miał po prostu napisane czarno na białym, kiedy zaczyna się przedawnienie. Wystarczy prosty rachunek i już wiadomo, kto wygra sprawę.

Przepis ten był może zasadny w EPU – chodziło o to, żeby nie dochodzić roszczeń zbyt starych (nawet jeżeli nie były przedawnione). Celem było oczywiście blokowanie firm windykacyjnych, z różnym zresztą skutkiem.

Jednak przeniesienie tego wymogu do każdego pozwu, połączone z nowymi zasadami przedawnienia roszczeń, jest niczym innym jak złożeniem donosu na samego siebie i pokazaniem dłużnikowi – patrz dłużniku, moje roszczenie już się przedawniło, po prostu podnieś zarzut a wygrasz sprawę, nie musisz nic badać, sam informuję o wszystkim.

Oczywiście jako prawnicy będziemy sobie z tym radzić, poszukiwać innych, mniej oczywistych terminów wymagalności. W większości jednak przypadków nie będzie żadnego marginesu – przedawnienie rozpoczyna się bezpośrednio po upływie terminu płatności.

To nie jest dobra nowelizacja. Ale być może dzięki niej wierzyciele szybciej zaczną dochodzić swoich roszczeń. A w tej ustawie z 13 kwietnia są rozwiązania jeszcze gorsze dla wierzycieli…