Karol Sienkiewicz

radca prawny

Doradzam wierzycielom, którzy chcą podać dłużnika do sądu i odzyskać swoje pieniądze. Pomagam też w innych postępowaniach przeciwko nieuczciwym dłużnikom. [Więcej >>>]

Czytam, czytam i nie mogę się nadziwić, że tak w sumie prostą sprawę można tak pokręcić (podobnie jak nie mogę się nadziwić niektórym wynikom piłkarskich zmagań). A chodzi mi o przepisy przejściowe do ustawy zmieniającej zasady przedawnienia roszczeń, która wejdzie w życie 9 lipca. Na szczęście 9 lipca to dzień bez piłki nożnej – 7 lipca Polska zagra w ćwierćfinale, a 10tego w półfinale.

Przepisy przejściowe – o czym informuję przy każdej okazji – są niezmiernie ważne, ponieważ dotyczą wpływu nowej ustawy na bieżące sprawy. A w tym przypadku wpływu ustawy na biegnące już terminy przedawnienia. A wpływ ten jest spory.

Nasze uwagi do tej ustawy postanowiliśmy zebrać w poradniku, który właśnie opracowujemy (w przerwach mundialowych rozgrywek). Poradnik ten pewnie za jakiś czas pojawi się na blogu. Ale jeżeli chcesz go otrzymać wcześniej – oczywiście jeszcze przed 9 lipca – zapisz się na nasz Biuletyn. Bo to właśnie subskrybenci tego Biuletynu otrzymają nasz poradnik w pierwszej kolejności.

A zatem – jeżeli interesuje Cię temat przedawnienia „po nowemu” kliknij tutaj:

Biuletyn Kancelarii

Za niespełna miesiąc, bo 9 lipca 2018 r., wejdzie w życie ustawa uchwalona 13 kwietnia nowelizująca głownie Kodeks cywilny. Ustawa ta diametralnie zmienia zasady przedawnienia roszczeń, głównie z tego powodu, że skraca większość terminów przedawnienia.

Moja ocena ustawy jest raczej negatywna, ale to oczywiście nie ma znaczenia dla jej obowiązywania. O rozwiązaniach wynikających z tych przepisów będę pewnie jeszcze pisał, komentarze i porady pojawią się też zapewne na blogu Wojtka Jelińskiego poświęconym dochodzeniu roszczeń przez przedsiębiorców.

Ale dzisiaj chcę napisać o jednym wymogu, bez którego Twój pozew składany od 9 lipca, będzie wadliwy.

Chodzi mianowicie o dodanie w art. 187 kpc w § 1 nowego punktu w brzmieniu:

oznaczenie daty wymagalności roszczenia w sprawach o zasądzenie roszczenia”.

Art. 187 kpc określa wymogi, jakie musi spełnić najważniejsze pismo sądowe, czyli pozew. Przepis ten mówi po prostu, co musi zawierać pozew. Dodanie do niego powyższego wymogu oznacza, że w pozwie trzeba będzie także podawać informację o dacie wymagalności. Brak tej informacji spowoduje wezwanie do uzupełnienia braków (pod rygorem zwrotu pozwu), co oznacza kilkutygodniowe opóźnienie w zajęciu się sprawą przez sąd.

Nie jest to wcale wymóg nowy. Od lipca 2013 r. (aż do 9 lipca) obowiązuje bowiem przepis art. 505 (32), który nakazuje podawanie tej informacji w elektronicznym postępowaniu upominawczym (EPU).

Nowość polega na tym, że teraz w każdej sprawie o zapłatę konieczne będzie podanie daty wymagalności roszczenia.

Po co to wszystko? Otóż chodzi o dwie kwestie:

Po pierwsze, jeżeli pozwany będzie konsument to sąd sam sobie obliczy termin przedawnienia roszczenia i oddali Twoje powództwo, jeżeli uzna, że jest przedawnione.

Po drugie, informacja ta ma na celu ułatwienie dłużnikowi powołania się na zarzut przedawnienia. Pozwany będzie miał po prostu napisane czarno na białym, kiedy zaczyna się przedawnienie. Wystarczy prosty rachunek i już wiadomo, kto wygra sprawę.

Przepis ten był może zasadny w EPU – chodziło o to, żeby nie dochodzić roszczeń zbyt starych (nawet jeżeli nie były przedawnione). Celem było oczywiście blokowanie firm windykacyjnych, z różnym zresztą skutkiem.

Jednak przeniesienie tego wymogu do każdego pozwu, połączone z nowymi zasadami przedawnienia roszczeń, jest niczym innym jak złożeniem donosu na samego siebie i pokazaniem dłużnikowi – patrz dłużniku, moje roszczenie już się przedawniło, po prostu podnieś zarzut a wygrasz sprawę, nie musisz nic badać, sam informuję o wszystkim.

Oczywiście jako prawnicy będziemy sobie z tym radzić, poszukiwać innych, mniej oczywistych terminów wymagalności. W większości jednak przypadków nie będzie żadnego marginesu – przedawnienie rozpoczyna się bezpośrednio po upływie terminu płatności.

To nie jest dobra nowelizacja. Ale być może dzięki niej wierzyciele szybciej zaczną dochodzić swoich roszczeń. A w tej ustawie z 13 kwietnia są rozwiązania jeszcze gorsze dla wierzycieli… 

Dzisiaj znowu nawiążę do konferencji Pulsu Biznesu poświęconej windykacji. A inspiracją do wpisu jest wystąpienie Pani Elżbiety, która na co dzień zajmuje się kontrolą należności.

Prelegentka oparła swoje wystąpienie o spotkanie z Mariuszem Szczygłem, którego zapytała jakim byłby windykatorem. W odpowiedzi zapytał, co to w ogóle jest windykacja. I nie wspomniałbym o tym, gdybym w Gazecie Wyborczej z 28 maja (Duży Format) nie przeczytał felietonu Mariusza Szczygła. A w tym felietonie cytuje on odpowiedzi, jakich udzielali podczas Targów Książki czytelnicy na jego pytanie „jakiej prawdy poszukują w książkach”. I okazało się, że opisał również spotkanie z ową panią windykator.

Jaj też chciałbym napisać o pewnej prawdzie. Prawdzie, której nie dostrzegają windykatorzy, kierownicy działów windykacji i dyrektorzy odpowiednich departamentów. Prawdzie, której nie widziałem w ciekawych prezentacjach pokazywanych na konferencji. A brzmi ona tak:

wierzyciele zbyt późno podejmują działania przeciwko swoim dłużnikom.

Codziennie otrzymuję wiele emaili z prośbami o pomoc w sprawie egzekucyjnej, która toczy się już 6 lat i nie można nic wyegzekwować. Albo o pomoc w sprawie, gdzie komornik już dwa razy umorzył postępowanie z powodu bezskuteczności. Już nawet przestałem odpowiadać na te wiadomości.

A prawda jest prosta: czas ma podstawowe znaczenie. Z windykacją jest jak z paskudną chorobą – im szybciej podejmiecie działania, tym macie większą szansę na sukces.

W ostatni wtorek, 22 maja, uczestniczyłem w konferencji Windykacja 2018 r., organizowanej przez Puls Biznesu, gdzie miałem przyjemność krótko omówić najważniejsze zmiany w prawie właśnie w zakresie windykacji.

Z zainteresowaniem wysłuchałem też wystąpień innych prelegentów, którzy ciekawie opowiadali o własnej pracy i działach windykacji, jakie prowadzą w swoich przedsiębiorstwach. Jeden z prelegentów zwrócił moją uwagę bardzo ciekawym sformułowaniem, które jest bliskie także mojej filozofii dochodzenia wierzytelności: prawdziwymi przeciwnikami w windykacji są inni wierzyciele. I to właśnie zdanie może być mottem dzisiejszego wpisu.

Wierzyciele lepsi i jeszcze lepsi

Okazuje się bowiem, że niektórzy wierzyciele mają pozycję zdecydowanie uprzywilejowaną. I dowodzą tego przepisy, które weszły  w życie  30 kwietnia 2018 r.

Otóż ustawą z dnia 24 listopada 2017 r. o zmianie niektórych ustaw w celu przeciwdziałania wykorzystywaniu sektora finansowego do wyłudzeń skarbowych dodano w kpc przepisy dot. ograniczeń w zajęciu wierzytelności z rachunków bankowych.

Na podstawie nowego art. 890 § 1(2) kpc nie podlegają zajęciu wierzytelności z rachunku będącego przedmiotem blokady rachunku podmiotu kwalifikowanego w rozumieniu art. 119zg pkt 2 Ordynacji podatkowej.

Przepis ten jest dość lakoniczny, żeby go zrozumieć należy zatem sięgnąć do Ordynacji podatkowej, która właśnie w przepisie art. 119 zg wyjaśnia, co to jest „blokada rachunku podmiotu kwalifikowanego” oraz sam „podmiot kwalifikowany”.

Definicje

blokada rachunku podmiotu kwalifikowanego – to czasowe uniemożliwienie dysponowania środkami pieniężnymi zgromadzonymi na rachunku podmiotu kwalifikowanego prowadzonym przez bank lub spółdzielczą kasę oszczędnościowo-kredytową i korzystania z tych środków.

Natomiast podmiot kwalifikowany to po prostu przedsiębiorca.

Kto może stosować blokadę?

Uprawnienie to posiada Szef Krajowej Administracji Skarbowej. Blokada następuje na podstawie postanowienia o blokadzie rachunku podmiotu kwalifikowanego na okres nie dłuższy niż 72 godziny, z możliwością przedłużenia do 3 miesięcy. Nastąpi to wówczas, gdy informacje wskazują, że podmiot kwalifikowany może wykorzystywać działalność banków (lub SKOK) do celów mających związek z wyłudzeniami skarbowymi lub do czynności zmierzających do wyłudzenia skarbowego, a blokada rachunku podmiotu kwalifikowanego jest konieczna, aby temu przeciwdziałać.

Skutki blokady

Nowe przepisy oznaczają, że środki na rachunku dłużnika (także, gdy jest współposiadaczem) zostaną naprawdę zablokowane. W toku egzekucji oznacza to, że pieniądze dłużnika nie zostaną przekazane komornikowi. Co więcej, wprowadzono też przepis, że zajęcie rachunku bankowego dokonane przed blokadą nie podlega wykonaniu do czasu uchylenia tej blokady. Bank został zobowiązany do niezwłocznego poinformowania komornika blokadzie i czasie jej trwania.

I jeżeli się okaże, że dłużnik rzeczywiście próbował wyłudzać podatki to pieniędzy z zajętego konta już nie zobaczymy.

Może być jednak i tak, że blokada nie była potrzebna i zostanie uchylona po kilku miesiącach. Jednak przez ten czas mogą ujawnić się inni wierzyciele i przyłączyć się do wyścigu po pieniądze.

I przez to jeszcze więcej wierzycieli będzie uczestniczyć w podziale.

Dzisiaj napiszę kilka pozytywnych zdań o wyjawieniu majątku. Tak, wiem, nie wszyscy są dobrego zdania o tej instytucji, ale to nie znaczy, że ma ona tylko wady.

Samo wyjawienie majątku nieraz już gościło na blogu. Ba, możecie tu nawet pobrać darmowy poradnik dotyczący tego postępowania. I z tego co widzę, korzystacie z tej możliwości dość często (prawie 19.000 pobrań!). Bardzo mnie to cieszy.

Samo wyjawienie majątku ma dwa cele: bezpośredni i pośredni.

Cel bezpośredni to oczywiście uzyskanie informacji o majątku dłużnika. Wezwany do sądu musi się stawić i zeznać jaki majątek posiada lub posiadał w  przeszłości. No cóż, najczęściej okazuje się, że dłużnik nie ma nic, o czym już byśmy nie wiedzieli.

Cel pośredni to wywarcie presji na dłużniku. O jaką presję chodzi? Otóż o wpisanie go do Rejestru Dłużników Niewypłacalnych. Takie wpisanie następuje z mocy prawa, czyli automatycznie po wydaniu przez sąd postanowienia o zobowiązaniu dłużnika do wyjawienia majątku.

Dlaczego wpis do RDN to taki problem? Otóż dlatego, że może to być dyskwalifikujące przy prowadzeniu biznesu. Jakiż to prezes chce się chwalić tym, że jest niewypłacalny?

I właśnie w tym tygodniu dzięki obawie dłużnika o jego ujawnienie w RDN udało nam się zakończyć dwie sprawy egzekucyjne. A nie były to wcale proste postępowania – po bezskutecznej egzekucji przeciwko spółkom z o.o. musieliśmy wystąpić o zapłatę przeciwko ich prezesom. A oni wówczas byli już niewypłacalni (klasyczny przypadek). I wtedy właśnie wystąpiliśmy z wnioskiem o wyjawienie majątku.

Dopiero wówczas, gdy owym prezesom sąd doręczył wezwanie na posiedzenie i odpis wniosku, przejęli się i postanowili zapłacić. Jeden z nich raczył nawet powiedzieć, że „z tym wyjawieniem to już przesada.”

I jak postanowili tak zapłacili: długi spółki oraz własne, zasądzone na podstawie art. 299 ksh i koszty wszystkich postępowań.

Czyli pełen sukces. Sprawy zakończone po prawie 4 latach.

A piszę o tym nie tylko dlatego, by się pochwalić, ale również by zaanonsować rychłą likwidację Rejestru Dłużników Niewypłacalnych. Rejestr ten został oceniony negatywnie i zostanie zastąpiony przez Centralny Rejestr Restrukturyzacji i Upadłości (CRRU).

O szczegółach pisałem dla Pulsu Biznesu, link do artykułu jest tutaj.

Ciekawe jest to, że od 15 marca 2018 r. wpisy dłużnika do RDN mogą być dokonane tylko z urzędu. A więc wyjawienie majątku nadal może mobilizować dłużnika do zapłaty.

Ty złożysz wniosek, a nad nim zaczną się zbierać czarne chmury…