Nieprzerwany dostęp do energii elektrycznej jest jednym z naszych podstawowych praw. Nawet trudno nam sobie wyobrazić jakie skutki mogłoby wywołać wstrzymanie dostaw. Czasami jednak odcięcie dostaw jest po prostu skutkiem niepłacenia i wypowiedzenia umowy. Co jednak się dzieje, jeżeli przedsiębiorstwo energetyczne bezpodstawnie odetnie prąd odbiorcy? Wstrzymanie dostaw energii to może być pomysł na windykację, ale trzeba uważać, by nie przesadzić. Pochopną decyzją można narobić sobie kłopotów. 

Artykuł 6g Prawa energetycznego

O możliwej odpowiedzialności przedsiębiorstwa energetycznego za bezzasadne wstrzymanie dostaw wspomniałem kilka dni temu. W tym wpisie >> zastanawiałem się nad regulacją wprowadzoną w art. 6g Prawa energetycznego. Artykuł ten został bowiem wprowadzony (a właściwie znowelizowany) bez przepisów przejściowych i nie do końca wiadomo od kiedy obowiązuje. Jeżeli jednak przedsiębiorstwo energetyczne podejmie decyzję o jego stosowaniu od początku epidemii (czyli od marca 2020 r.) i wstrzyma dostawy energii, a za jakiś czas okaże się, że jednak że to było wadliwe, może odpowiedzieć za nieuzasadnione wstrzymanie dostaw.

Art. 56 Prawa energetycznego

Każdy, kto pracuje w sektorze energetycznym zna art. 56 Prawa energetycznego. Przepis ten wprowadza bowiem katalog wykroczeń i kar pieniężnych nakładanych przez Prezesa URE. Karze podlega zatem ten, kto:

z nieuzasadnionych powodów wstrzymuje lub ogranicza dostarczanie paliw gazowych, energii elektrycznej lub ciepła do odbiorców.

Wstrzymanie dostaw energii. Wyrok SOKiK (XVII AmE 62/17)

I właśnie taką sprawą dotyczącą wskazanego powyżej przepisu zajął się Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów w wyroku z 11 lutego 2019 r. O co w sprawie chodziło?

Otóż na skutek omyłki przedsiębiorstwa energetycznego doszło do wstrzymania dostaw energii elektrycznej dla odbiorcy w gospodarstwie domowym na 3 dni. W sprawie właściwie nic więcej się nie wydarzyło.

W ciekawym uzasadnieniu Sąd wskazał na kilka istotnych kwestii o których musi pamiętać każda firma energetyczna:

  1. prawomocna decyzja Prezesa URE stwierdzająca nieuzasadnione wstrzymanie dostaw energii jest podstawą do obowiązkowego ukarania przedsiębiorcy (w razie stwierdzenia okoliczności podlegających karze). Wina przedsiębiorcy nie ma znaczenia;
  2. przebieg postępowania administracyjnego przed URE nie ma wpływu na decyzję Sądu;
  3. to firma energetyczna musi wykazać, że dowody zebrane przez organ nie pozwalały na ukaranie; przed Sądem toczy się zatem normalne postępowanie cywilne, w którym strony muszą wykazywać aktywność. Strona ma zatem możliwość podnoszenia nowych twierdzeń i nowych dowodów (uwaga – obecnie według zasad obowiązujących w postępowaniu odrębnym w sprawach gospodarczych);
  4. ciągłość dostaw energii jest niezwykle istotna dla codziennego życia. Pozbawienie prądu na 3 dni to kres długi, utrudniający normalne korzystanie z dobrodziejstw cywilizacyjnych;
  5. koncesjonowane przedsiębiorstwo energetyczne ma szczególny obowiązek dostarczania energii w sposób ciągły i niezawodny.

Wstrzymanie dostaw energii nie dla działów windykacji

Wyrok ten (a spraw takich dość mało trafia na wokandy, jeszcze mniej jest uzasadnień wyroków) pokazuje, że przedsiębiorstwo energetyczne musi niezwykle skrupulatnie podchodzić do swoich rozliczeń. Jakikolwiek błąd np. w zarachowaniu powodujący wyłączenie dostaw oznaczać będzie dotkliwą karę. Oznacza to także, że wstrzymywanie dostaw energii tylko dla zmuszenia odbiorcy do zapłaty to zły pomysł. To stawia firmy energetyczne w sytuacji gorszej niż innych przedsiębiorców, którzy nie muszą dostarczać towaru swojemu dłużnikowi. Bez zaistnienia dobrych i uzasadnionych powodów wstrzymania dostaw lepiej tego po prostu nie robić – ryzyko jest ogromne, podobnie jak kary. Jeżeli zaś dodamy do tego regulację na okres epidemii to może się okazać, że wstrzymanie dostaw jeszcze przez długi czas nie będzie możliwe. Ale warto pamiętać, że to nie blokuje dochodzenia roszczeń od dłużników – w tym zakresie nic się nie zmieniło. Cena za dostarczoną energię musi być płacona także w okresie epidemii.

***

Karol Sienkiewicz – radca prawny, partner w Kancelarii Sienkiewicz i Zamroch, od ponad 20 lat związany z branżą energetyczną, specjalista w zakresie zabezpieczenia i dochodzenia roszczeń przedsiębiorców z branży oraz prawa pracy. Członek m.in. Kujawsko-Pomorskiej Wojewódzkiej Rady Dialogu Społecznego.

Przerwanie biegu przedawnienia przez drugie i kolejne zawezwanie do próby ugodowej przez lata było kwestią kontrowersyjną. Co do zasady przyjmowano jednak, że każde – drugie i kolejne – zawezwanie wywołuje ten skutek. Oczywiście były sytuacje wyjątkowe. Teraz jednak regułą ma być przerwanie przedawnienia tylko przez pierwsze zawezwanie (czy mediacje). Projekt zmiany w kodeksie cywilnym właśnie trafił pod obrady Rady Ministrów.

Czy kolejne zawezwanie do próby ugodowej przerywa bieg przedawnienia?

Pytanie takie postawiłem w jednym z wpisów w blogu prawie dokładnie rok temu. Inspiracją do zajęcia się tym tematem był Wyrok Sądu Najwyższego z dnia 17 maja 2019 r. (IV CKS 77/18). Sąd ten orzekł, że każde (także zatem drugie i trzecie) zawezwanie prowadzi do przerwy. Ale to do sądu należy badanie, co było celem wniosku o zawezwanie. Czy chodzi rzeczywiście o dochodzenie roszczeń czy samo tylko przerwanie przedawnienia. I w sumie sprawa wydawała się wyjaśniona.

Po co robić zawezwanie kilka razy

To, że wierzyciele kilka razy wszczynają takie postępowania może wynikać z kilku powodów. Pominę samą tylko złośliwość i nękanie dłużnika (nasza Kancelaria tego nie robi i nigdy nie robiła). Najważniejszym chyba powodem jest zbadanie zasadności roszczenia.

Wyobraź sobie bowiem sytuację, w której wierzycielowi przysługuje wysoka ale trudna lub wątpliwa wierzytelność. W tej sytuacji wytacza powództwo o zapłatę części kwoty. Powiedzmy, że dochodzi kwoty nieco ponad 75.000,- zł tak aby sprawę gospodarczą rozpoznał Sąd Okręgowy (z założenia szybszy). Ale reszta roszczenia spokojnie czeka na wynik procesu.

Ile może trwać takie postępowanie przed sądem? Przypominam, że sprawa jest trudna, konieczne są opinie biegłych, sporo specjalistycznej dokumentacji, być może świadkowie. Taka sprawa (co zdarza się wcale nierzadko) może trwać nawet 5-6 lat (a każdy prawnik zna dłuższe procesy).

Podobnie w sprawach karnych – przesądzenie winy otwiera drogę do procesu cywilnego. A ile trwają postępowania karne? Również wiele lat. W tym czasie może dojść do przedawnienia roszczenia i to kilkakrotnie.

A ile wnosi okres przedawnienia? Dla roszczeń z działalności gospodarczej 3 lata, ale już dla umów sprzedaży (także sprzedaży energii) tylko 2 lata. A już roszczenia przewoźnika przedawniają się po roku a czasami nawet po pół roku! To oczywiste, że proces będzie się toczył dłużej niż wynosi okres przedawnienia. I w takich sytuacjach kolejne zawezwanie do próby ugodowej „ratuje” roszczenie, które spokojnie czeka na finał sprawy sądowej.

Zawezwanie jako nękanie

Niestety, w praktyce obserwuje się także zawezwania do próby ugodowej składane tylko w celu nękania dłużnika. I żeby położyć kres tym praktykom

„zdecydowano się wprowadzić wyraźną regulację, że tylko pierwsze zawezwanie do próby ugodowej przerywa bieg terminu przedawnienia”.

Zmiana taka ma dać „jasny obraz sytuacji procesowej stronom sporów”. W rzeczywistości jednak ucierpią wierzyciele, którzy będą zmuszani do podejmowania ryzyka wszczynania postępowań i ponoszenia pełnych opłat. Dlatego uważam, że ta regulacja to klasyczne wylanie dziecka z kąpielą – żeby osiągnąć jakiś może i słuszny cel psuje się dobrą i sprawdzoną instytucję. A wystarczyło przecież stosować się do zaleceń Sądu Najwyższego i badać rzeczywisty cel kolejnego zawezwania.

Obecnie projekt jest na etapie uzgodnień międzyresortowych, jednak jego przyjęcie przez Radę Ministrów planowane jest jeszcze w tym roku.

***

O zawezwani w innym kontekście pisał także mój partner z Kancelarii, mec. Piotr Zamroch. Podkreślał on, że w sprawach dotyczących urządzeń przesyłowych drugie i kolejne zawezwania zdarzają się przede wszystkim przy roszczeniach dotyczących wykupu urządzeń oraz zapłaty wynagrodzenia za bezumowne korzystanie z nieruchomości.

***

Karol Sienkiewicz – radca prawny, partner w Kancelarii Sienkiewicz i Zamroch, od ponad 20 lat związany z branżą energetyczną, specjalista w zakresie zabezpieczenia i dochodzenia roszczeń przedsiębiorców z branży oraz prawa pracy. Członek m.in. Kujawsko-Pomorskiej Wojewódzkiej Rady Dialogu Społecznego.

Dochodzenie roszczeń przez przedsiębiorstwa energetyczne podlega szczególnym regulacjom. W przeciwieństwie bowiem do „normalnych” wierzycieli branża energetyczna musi stosować ograniczenia wynikające z przepisów prawa. Jednym z nich jest artykuł 6g Prawa energetycznego, regulujący ograniczenie wstrzymania dostaw energii w czasie epidemii.

Wstrzymanie dostaw energii (art. 6b Prawa energetycznego)

Przedsiębiorstwo energetyczne, jak każde inne, nie musi dostarczać energii klientowi, który nie energię (prąd czy ciepło) nie płaci. Żeby wstrzymać dostawy musi jednak dopełnić kilku formalności, z których najważniejsza to wezwanie do zapłaty, zwane też „powiadomieniem o zamiarze wstrzymania dostarczania”. Takie wezwanie można wysłać po 30 dniach zaległości i należy w nim poinformować, że odbiorca musi uregulować zaległe i bieżące należności w okresie 14 dni. Zasadniczo reguluje to art. 6b ust. 1 pkt 2 i ust. 3 Prawa energetycznego. To jest zasada ogólna, która jest uzupełniona postepowaniem reklamacyjnym, ale nie to jest przedmiotem wpisu.

Nowy artykuł 6g Prawa energetycznego w pierwotnym brzmieniu

Ustawodawca, w obliczu rozpoczynającej się epidemii, słusznie przewidział, że spora część odbiorców może mieć problem z płynnością i regulowaniem rachunków za energię. Dlatego na podstawie tzw. Tarczy antykryzysowej 1.0 do Prawa energetycznego dodano dość prosty w swojej treści art. 6g:

  1. Przepisów art. 6a ust. 3 oraz art. 6b ust. 1 pkt 2 i ust. 2 i 3 nie stosuje się w czasie stanu zagrożenia epidemicznego i stanu epidemii.

  2. W przypadku gdy powiadomienie, o którym mowa w art. 6b ust. 3, miało miejsce przed dniem ogłoszenia stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii, termin określony w art. 6b ust. 3 przedłuża się o czas ich obowiązywania.

Przepis ten zatem „zawiesza” stosowanie regulacji o wstrzymaniu dostaw energii w stanach epidemicznych. Jeżeli zaś wspomniane powyżej „powiadomienie” zostało już doręczone przed stanem zagrożenia epidemicznego (czyli przed 13 marca 2020 r.) to termin 14 dni na zapłatę wydłuża się aż do końca epidemii.

Jednak jak nie trudno się domyślić przepis ten miał bardzo szerokie zastosowanie: obejmował każdego odbiorcę zalegającego z zapłatą i to przez czas bliżej nieokreślony (bo nikt nie wie, jak długo potrwa epidemia). Dlatego konieczna była zmiana.

Art. 6g Prawa energetycznego po zmianie

W dniu 24 czerwca 2020 r. weszła w życie ustawa z dnia 19 czerwca 2020 r. o dopłatach do oprocentowania kredytów bankowych udzielanych przedsiębiorcom dotkniętym skutkami COVID-19 oraz o uproszczonym postępowaniu o zatwierdzenie układu w związku z wystąpieniem COVID-19. Ustawa ta istotnie zmieniła treść art. 6g PE, który obecnie brzmi tak (musze go zacytować, chociaż nie jest prosty):

  1. Przepisów art. 6a ust. 3 oraz art. 6b ust. 1 pkt 2 i ust. 2 i 3, w zakresie możliwości wstrzymania dostarczania paliw gazowych lub energii, nie stosuje się do odbiorców paliw gazowych, energii
    lub ciepła w gospodarstwach domowych oraz podmiotów, dla których ustanowiono ograniczenia funkcjonowania lub czasowe ograniczenia zakresu działalności na podstawie przepisów wydanych na podstawie art. 46a i art. 46b pkt 1-6 i 8-12 ustawy z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi w ciągu 6 miesięcy od dnia ogłoszenia stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii.

  2. W przypadku gdy odbiorca lub podmiot, o którym mowa w ust. 1, otrzymał powiadomienie, o którym mowa w art. 6b ust. 3, przed dniem ogłoszenia stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii, termin określony w art. 6b ust. 3 przedłuża się o okres, o którym mowa w ust. 1.

Nowa kategoria odbiorców

Nowelizacja artykuł 6g Prawa energetycznego wprowadza zatem ochronę odbiorców najbardziej narażonych na negatywne skutki pogarszającej się sytuacji ekonomicznej – czyli gospodarstw domowych oraz podmiotów objętych zakazem działalności lub jej ograniczeniem. Lista branż z dotkniętych ograniczeniami zawarta jest w stosownym rozporządzeniu Rady Ministrów. Są to np. branże gastronomiczna, sportowa czy rozrywkowa. Lista jest zmienna, a do tego różna w strefach epidemicznych.

Istotną nowością jest także wprowadzenie okresu ochrony. Wg aktualnego brzmienia art. 6g okres ten ma trwać przez 6 miesięcy od wprowadzenia stanu zagrożenia epidemicznego lub epidemii.

Niestety, ustawa z 19 czerwca 2020 r. nie zawiera przepisu, który pozwalałby na jednoznaczne ustalenie, czy termin 6 miesięcy ten rozpoczął już bieg od 13 marca 2020 r. (wprowadzenie stanu zagrożenia epidemicznego), od 20 marca 2020 r. (wprowadzenie stanu epidemii) czy od 24 czerwca 2020 r. (wejście w życie ustawy nowelizującej).

Od kiedy liczyć termin

Wydaje mi się, że termin ten można liczyć zgodnie z literalnym brzmieniem przepisu art. 6g Prawa energetycznego, czyli od 13 marca 2020 r. (czyli stanu zagrożenia epidemicznego). Okres ochronny zatem już  minął 13 września 2020 r. (czyli wraz z początkiem sezonu grzewczego). Za takim rozwiązaniem przemawia także interes ekonomiczny przedsiębiorstw energetycznych, które nie będą dalej zmuszone do dostarczania energii odbiorcom zalegającym z płatnościami.

Z drugiej jednak strony cel regulacji może przemawiać za tym, że termin liczmy od wejścia w życie nowelizacji, czyli 24 czerwca 2020 r. Dzięki temu podmioty podlegające ochronie (czyli konsumenci i niektórzy przedsiębiorcy) liczący na ochronę przed wstrzymaniem dostaw przez okres epidemii, utrzymałyby tę ochronę nie przez okres pół roku (zgodnie z nowym brzmieniem), a jedynie do 13 września 2020 r.

Odpowiedzialność na naruszenie art. 6g Prawa energetycznego

Różnica pomiędzy dochodzeniem roszczeń przez „zwykłych” przedsiębiorców a tych z branży energetycznej polega także na odpowiedzialności za wadliwą działalność. Zgodnie bowiem z Prawem energetycznym przedsiębiorstwo może zapłacić dotkliwą karę pieniężną za nieuzasadnione wstrzymanie dostaw. A orzecznictwo sądowe jest jednoznaczne – kara należy się nawet za krótkotrwałe bezpodstawne odcięcie energii. Warto zatem dokładnie się zastanowić, czy już wstrzymywać dostawy energii czy jeszcze poczekać.

***

Niniejszy wpis jest elementem kampanii informacyjnej dla pracodawców i przedsiębiorców prowadzonej przez Kancelarię Sienkiewicz i Zamroch Radcowie prawni sp.p. w ramach wsparcia w czasie epidemii. Jeżeli interesują Cię inne praktyczne zagadnienia, mogące mieć znaczenie w tym okresie, to zapraszam na pozostałe blogi naszych prawników:

  • Piotra Zamrocha Przesył energii– porady m.in. o możliwościach działania przedsiębiorstw przesyłowych w stanie epidemii.
  • Iwo Fisza Zagospodarowanie przestrzenne – informacje o tym, jak działają organy administracji w czasie epidemii
  • Agaty Kicińskiej Prawo dla pracodawcy– praktyczne wskazówki jak poruszać się po przepisach Tarczy antykryzysowej.
  • Oliwi Radlak Konstytucja biznesu– wskazówki dla spółek dotyczące funkcjonowania w czasie epidemii.
  • Wojciecha Jelińskiego Pozew z faktury– porady dla przedsiębiorców, którzy muszą podać dłużnika do sądu.

Modyfikacja okresów przedawnienia nie jest dopuszczalna. Wyraźnie stanowi o tym kodeks cywilny. Jednak czasami mamy do czynienia z sytuacją, która tylko pozornie oznacza wydłużenie okresu przedawnienia. Sprawę tę wyjaśnił niedawno Sąd Najwyższy zajmując stanowisko korzystne dla wierzycieli. Okazuje się, że ugoda zmienia termin przedawnienia.

Udostepnienie pytania prawnego

Po opublikowaniu uchwały Sądu Najwyższego (jej treść podam za chwilę) zwróciłem się do Sądu Okręgowego w Warszawie (XXIII Wydział Gospodarczy Odwoławczy) z wnioskiem o udostępnienie pytania prawnego. Warto zwracać się z takimi pytaniami, Sądy na podstawie przepisów o dostępie do informacji publicznej mają obowiązek przesłania treści orzeczenia (oczywiście po anonimizacji). W naszej Kancelarii gorącym orędownikiem tego rozwiązania jest mec. Piotr Zamroch, autor bloga przesyłowego).

Po dwóch dniach otrzymałem odpowiedź z sądu, że orzeczenie zostało właśnie opublikowane w Portalu Orzeczeń. Możesz sam się z nim zapoznać tutaj >>

Ugoda po upływie terminu zapłaty

Jeżeli jednak nie chcesz czytać całego pytania prawnego poniżej podaję Ci istotne elementy. Wystarczy to, żeby zrozumieć o co chodziło w sprawie i dlaczego jest to tak ważne dla wierzycieli. Na początek kilka istotnych dat:

  1. 25 lipca 2011 r. – zawarcie umowy kredytu, pomiędzy przedsiębiorcami (przedawnienie 3letnie).
  2. 25 lipca 2012 r. – termin spłaty kredytu; w tymże dniu dłużniczka zwróciła się z prośbą o rozłożenie spłaty na 48 rat.
  3. 26 września 2012 r. – zawarcie ugody; ugoda zawierała uznanie długu oraz postanowienia o spłacie rat – w tym harmonogram. Klasyczne porozumienie pomiędzy wierzycielem a dłużnikiem.
  4. 15 maja 2013 r. – wypowiedzenie umowy z powodu braku realizacji
  5. 26 czerwca 2013 r. – drugie awizo wypowiedzenia umowy, zgodnie z ugodą to dzień doręczenia
  6. 18 grudnia 2015 r. – sprawa trafia do sądu.

I trafiła kosa na kamień. Sąd Rejonowy uznał wprawdzie, że zawarcie ugody to przerwanie przedawnienia. Rozpoczęło się ono na nowo od dnia następującego po dniu zawarcia ugody, czyli 27 września 2012 r. A skoro pozew został wniesiony w dniu 18 grudnia 2015 r., to minął 3letni termin przedawnienia (to było przed reformą przesuwającą termin na koniec roku).

Sąd Rejonowy uznał bowiem, że przyjęcie daty od wypowiedzenia umowy – 26 czerwca 2013 r. – naruszałoby określony w art. 119 kc zakaz modyfikowania ustawowego okresu przedawnienia roszczenia. Artykuł ten brzmi tak:

Terminy przedawnienia nie mogą być skracane ani przedłużane przez czynność prawną.

Powództwo zostało oddalone.

Wątpliwości prawne Sądu Okręgowego

W powyższym stanie faktycznym (z konieczności uproszczonym) Sąd Okręgowy w Warszawie uznał, iż sprawa jest złożona i budzi poważne wątpliwości. Czy w ramach swobody umów dopuszczalna jest zmiana terminu wymagalności roszczenia, po tym jak roszczenie stało się wymagalne?

Jak to często bywa kwestia ta nie rozstrzygnięta przez prawników. Jeden pogląd mówi, że można określić termin wymagalności roszczenia (przynajmniej dopóki on nie upłynie). Jeżeli termin upłynie, to nic zrobić nie można, bo art. 119 kc.

Drugi pogląd – wyrażony przez Sąd Najwyższy – polega na analizie brzmienia kc. Otóż SN uznał, że zwrot „terminy przedawnienia” z art. 119 kc  należy rozumieć jako okres, a nie datę. Czyli zakaz wyłącza możliwość umawiania się co do innego okresu przedawnienia, niż to wynika z ustawy. Nie można zatem w umowie zapisać, że roszczenie o zapłatę ceny przedawnia się po upływnie 5 lat, a nie 2, jak stanowi przepis. W innym orzeczeniu tenże Sąd uznał, że dopuszczalne jest określenie przez strony daty wymagalności roszczenia, od której zależy rozpoczęcie biegu przedawnienia roszczenia.

W ramach tego stanowiska mieści się również pogląd, że umowę przesuwającą termin wymagalności można traktować jako tzw. uznanie (właściwe lub niewłaściwe). A zatem dochodzi do przerwania przedawnienia, które biegnie na nowo.

Stanowisko Sądu Okręgowego

Zadając pytanie prawne Sąd Okręgowy słusznie podniósł, że zakaz zmiany terminu wymagalności już wymagalnego roszczenia miałby negatywne skutki dla wierzyciela i dłużnika. Wierzyciel nie wyrażałby zgody na prolongatę, zamiast tego ruszyłaby lawina pozwów albo upadłości. Wszyscy tracą.

W sumie jednak Sąd Okręgowy przychylił się do stanowiska, że strony w ramach swobody umów strony powinny mieć możliwość swobodnego ustalania pomiędzy sobą terminu wymagalności roszczenia, nawet jeżeli roszczenie to stało się już wymagalne.

Uchwała Sądu Najwyższego III CZP 88/19

I w odpowiedzi na to pytanie Sąd Najwyższy 11 września 2020 r. (w składzie 3 sędziów, zdjęcie tytułowe nie jest przypadkowe) podjął decyzję:

Jeżeli wskutek odroczenia terminu spełnienia świadczenia, roszczenie przestało być wymagalne, jego przedawnienie rozpoczyna ponownie bieg dopiero z upływem nowego terminu.

Nie ma jeszcze uzasadnienia tej uchwały, ale jest ono korzystne dla wierzycieli (inaczej bym o tym nie pisał). Co prawda nie zawiera ono jasnej odpowiedzi na pytanie, czy można zmienić termin wymagalności roszczenia po upływie terminu zapłaty, to jednak taki jest sens tej uchwały.

W konsekwencji maleje ryzyko wierzycieli, którzy zawierają ugody dotyczące spłaty wymagalnych już zobowiązań. Dłużnikom będzie trudniej skutecznie bronić się przedawnieniem. Oczywiście nie zwalnia to wierzycieli z obowiązku zawarcia dobrej i czytelnej ugody.

 

O zaletach zawierania ugód można napisać kilka książek prawniczych (pewnie są już takie). Prawne pojęcie ugody nie jest oczywiście jednolite, wiele zależy od tego gdzie jest zawierana i co znajduje się w jej treści. Niemniej jednak dzisiejszy temat to ugoda jako uznanie długu i co z tego wynika.

O ugodach pisałem w blogu już wielokrotnie. Głównie w kontekście tytułu wykonawczego, np. wiele lat temu tutaj>>>. Tym razem jednak chciałbym napisać o ugodzie w kontekście uznania długu (i nie tylko). Inspiracją był wyrok Sądu Apelacyjnego w Lublinie z 6 maja 2020 r. (I Aga 44/20), na który natrafiłem przygotowując argumentację do jednej ze spraw. A warto omówić pokrótce ten wyrok, bo ładnie podsumowuje zalety ugody.

Sąd Apelacyjny w Lublinie

Sprawa rozpoczęła się jeszcze w 2012 r. (to nic dziwnego na naszych realiach). Powód dostarczał pozwanemu drewno tartaczne. Pozwany dłużnik w pewnym momencie przestał regulować swoje zobowiązania, wierzyciel wytoczył powództwo o zapłatę. Istotne było jednak to, że strony wielokrotnie podpisywały ugody celem dokonania wzajemnych rozliczeń (ostatni raz 12 czerwca 2012 r.). W rzeczywistości w ich księgach panował chaos (takiego określenia użył Sąd) i ustaleniem salda musiał zająć się biegły. Ostatecznie Sąd Okręgowy zasądził raptem nieco ponad 4.600,- zł (z ponad 182.000,- dochodzonych pozwem), a resztę żądań oddalił. Powód zatem przegrał spór w I instancji. Ale Sąd Apelacyjny podwyższył zasądzoną kwotę do ponad 153.000,- zł. Zatem ostatecznie to powód wygrał spór. Jaki ma to jednak związek z ugoda jako uznanie długu?

Otóż Sąd Apelacyjny wyraźnie podkreślił, że w każdej z ugód wskazywana była wysokość zadłużenia aktualna na dzień zawarcia ugody, ponadto strony zgodnie ustalały sposób spłaty zadłużenia. Zgodnie z ich wolą zawarcie nowej ugody anulowało tę wcześniejszą. I każda z tych ugód spełniała wszystkie przesłanki uznania długu przez pozwanego wobec powoda. Sąd Okręgowy natomiast niekonsekwentnie ocenił znaczenie wskazanych zawieranych ugód i ich znaczenie właśnie w kontekście uznania długu.

Ugoda jako uznanie długu

W uzasadnieniu Sąd Apelacyjny podkreślił słusznie, że uznanie roszczenia w formie ugody jest umową. Oznacza to, że nie jest sporne pomiędzy stronami samo istnienie lub nieistnienie stosunku prawnego, lecz jedynie panuje niepewność co do roszczeń wynikających z tego stosunku, albo co do sposobu lub zakresu ich wykonania. I ugodę zawiera się właśnie po to, by tę niepewność usunąć.

I co szczególnie istotne w kontekście sprawy – zawarcie ugody to nie tylko przerwanie biegu przedawnienia roszczenia, ale stworzenie nowych, zgodnie ustalonych zasad spłaty tego zadłużenia.

Błąd, który popełni Sąd Okręgowy polegał zaś na tym, pominął te dodatkowe skutki ugody, czyli ustalenie wielkości zadłużenia i zasad jego spłaty. I to właśnie ugoda powinna być podstawą do określenia wysokości zadłużenia, a nie fatalnie prowadzona księgowość.

Ugoda jako przerwa przedawnienia

Sąd Apelacyjny przypomniał też o regułach przedawnienia roszczeń wynikających z ugody. Otóż przedawniają się one jak stosunek prawny, którego ta ugoda dotyczy. Ugoda nie jest bowiem żadnym nowym zobowiązaniem, tylko modyfikacją istniejącego. Jeżeli więc ugoda dotyczy roszczeń o zapłatę ceny, to po ugodzie termin przedawnienia nadal będzie wynosił dwa lata.

Ale jeżeli ugoda dotyczy roszczeń już przedawnionych – co podkreślił Sąd – to jej zawarcie stanowi zrzeczenie się zarzutu przedawnienia. Podniesienie zatem takiego zarzutu przez pozwanego nie będzie skuteczne.

Warto zatem zawierać ugody. Oczywiście powinny być sporządzone profesjonalnie, starannie i konkretnie. Z ich zawarcia wynikają same zalety i tylko jedna wada – przedłużenie terminu płatności. Ale czasami warto poczekać, zwłaszcza jak ugodzie towarzyszy zabezpieczenie roszczenia (np. hipoteką).

***

Jeżeli interesuje Cię temat ugód w szerszym kontekście, zapraszam na inne blogi naszej Kancelarii:

Mój wspólnik Piotr Zamroch piszę np. o ugodzie w kontekście posadowienia urządzeń energetycznych >>>>

Mecenas Agata Kicińska pisze o komisjach pojednawczych >>>>

Mecenas Wojciech Jeliński wspomina zaś o ugodzie w nowej procedurze >>>>

***

Jako miłośnik podróży po Polsce wpis ozdobiłem zdjęciem z Lublina, jakie wykonałem jakiś czas temu podczas podróży do tego pięknego miasta. Zabytkowe pojazdy są jak ugody – stare, ale dają radę 🙂

1 2 3 115 Strona 1 z 115