Karol Sienkiewicz

radca prawny

Doradzam wierzycielom, którzy chcą podać dłużnika do sądu i odzyskać swoje pieniądze. Pomagam też w innych postępowaniach przeciwko nieuczciwym dłużnikom. [Więcej >>>]

Polska procedura cywilna przewiduje sytuacje, gdy orzeczenie (np. nakaz czy wyrok) wydane wobec jednej osoby, będą skuteczne wobec innej, nie wymienionej w treści tego orzeczenia. Prawnicy nazywają to „rozszerzoną prawomocnością materialną”.

W swojej praktyce wielokrotnie korzystałem z takiego rozwiązania. Kiedy? Otóż w sytuacjach, o których mówi art. 778 (1) kodeksu postępowania cywilnego. Przepis ten pozwala na to, by tytułowi egzekucyjnemu wydanemu przeciwko spółce osobowej (jawnej, partnerskiej, komandytowej lub komandytowo-akcyjnej) nadać klauzulę wykonalności przeciwko wspólnikowi (ale tylko temu ponoszącemu nieograniczoną odpowiedzialność za zobowiązania spółki). Możliwość taka istnieje, jeżeli egzekucja przeciwko spółce okaże się bezskuteczna, jak również wtedy, gdy jest oczywiste, że egzekucja ta będzie bezskuteczna.

To bardzo ciekawe rozwiązanie, praktycznie najczęściej stosowane w przypadku spółek jawnych (na tym gruncie zresztą jedna z moich sprawa doczekała się uchwały Sądu Najwyższego). Odpowiedzialność wspólników ma tzw. charakter subsydiarny, a więc powstaje wówczas, gdy spółka nie ma już majątku.

Jak to wykazać? Oczywiście najłatwiej postanowieniem komornika o umorzeniu postępowania z uwagi na bezskuteczną egzekucję. Jednak nie warto czekać aż tyle czasu, bo wspólnik może wyprowadzać w międzyczasie swój majątek. Dlatego w niektórych sytuacjach może to być też samo „wysłuchanie wierzyciela przed umorzeniem postępowania” z powodu braku majątku albo oświadczenie wierzyciela, że nie ma z czego zapłacić. Przydatne może być też wyjawienie majątku.

O odpowiedzialności wspólników spółek osobowych już pisałem i nie będę tego znowu omawiał.

A wspominam o tej kwestii dlatego, że 19 września 2018 r. wejdzie w życie ustawa zmieniająca przepisy o partnerstwie publiczno-prywatnym (PPP). Wprowadza ona nowy przepis do kpc – art. 778 (2) – który jest oparty dokładnie na tych samych zasadach, co wspomniany art. 778 (1):

Tytułowi egzekucyjnemu wydanemu przeciwko spółce, o której mowa w art. 7a ust. 1 ustawy z dnia 19 grudnia 2008 r. o partnerstwie publiczno-prywatnym (Dz.U. z 2017 r. poz. 1834 oraz z 2018 r. poz. 1693), obejmującemu obowiązek zapłaty wynagrodzenia należnego podwykonawcy, sąd nadaje klauzulę wykonalności przeciwko partnerowi prywatnemu, jeżeli egzekucja przeciwko spółce okaże się bezskuteczna, jak również wtedy, gdy jest oczywiste, że egzekucja ta będzie bezskuteczna.

O co w tym właściwie chodzi?

Otóż w ustawie dotyczącej PPP chodzi o umożliwienie tworzenia i działania spółek celowych, tworzonych do realizacji jakiegoś zadania w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego.

Od 19 września będzie istniała możliwość wyrażenia przez podmiot publiczny zgody na zawarcie umowy przez jednoosobową spółkę partnera prywatnego. Zatem zamiast partnera umowa będzie wykonywana przez jego spółkę-córkę. Ale skutkiem tego rozwiązania będzie to, że tylko spółka-córka odpowiada za swoje długi.

Ale nie oznacza to na szczęście, że spółka-matka nie ponosi żadnej odpowiedzialności. Przeciwnie, właśnie po to, by partner (czyli „prawdziwy” wykonawca) nie mógł się z odpowiedzialności wymigać, wprowadzono jego subsydiarną odpowiedzialność za długi spółki-córki, na wzór odpowiedzialności wspólnika np. spółki jawnej.

Opłata od wniosku o nadanie takiej klauzuli na partnera to raptem 50 zł.

Coraz więcej Czytelników bloga pyta mnie o możliwość pomocy w prowadzeniu egzekucji na terenie Holandii czy Belgii. Wynika to z tego, że dłużnicy  – nie tylko zresztą Polacy – są wszędzie, także w krajach Beneluxu. Zresztą w sprawie egzekucji w Holandii już coś pisałem na tym blogu.

Pomagałem wierzycielom tak jak mogłem, czyli uzyskiwałem tytuły wykonawcze skuteczne na terenie Holandii czy Belgii. Ale dalej już wiele nie mogłem zrobić.

Teraz to się jednak zmienia – nawiązaliśmy bowiem współpracę z kancelarią komorniczą działającą na terenie Holandii i Belgii. To ważne, by Twoje interesy były reprezentowane przez uprawnioną osobę, która zna i stosuje prawo miejscowe.

Co zatem zrobić, żeby skierować wyrok do Belgii czy Holandii? Napisz do nas (dane w zakładce kontakt) i prześlij skan swojego tytułu wykonawczego (wyroku, nakazu czy aktu notarialnego). Ustalimy, czy będzie on skuteczny poza Polską.

Jeżeli okaże się, że tytuł taki nie wystarczy do prowadzenia egzekucji za granicą, pomożemy Ci uzyskać stosowne zaświadczenie czy postanowienie, tak aby tytuł stał się „międzynarodowy”.

Jeżeli zaś Twój nakaz będzie od razu wykonalny w Holandii czy Belgii, skierujemy Cię do zagranicznego komornika, który będzie już dalej działał.

Wpisy dotyczące tego tematu będę umieszczał w kategorii Windykacja międzynarodowa (do wyboru po lewej stronie). Ponadto lepiej poznajemy system prawny tych krajów, o czym pisał niedawno w Biuletynie EURO INFO mój kolega Wojtek Jeliński, autor bloga www.pozewzfaktury.pl/

Masz problem z dłużnikiem zagranicznym? Pisz śmiało!

ps. poniższe zdjęcie wykonałem podczas rejsu barką, ale po Żuławach Wiślanych a nie kanałach Holanadii 🙂

Końcówkę wakacji spędziłem z córką w Górach Świętokrzyskich na wędrówkach. Trasy piękne i długie (niebieski szlak z Drogosiowe przez Bieliny i Kakonin do przełęczy Św. Mikołaja i dalej czerwonym szlakiem przez Łysicę do Św. Katarzyny to był wyczyn!!). Miałem też chwilkę by przeczytać gazety. I w Gazecie Wyborczej (wydanie 1-2 września) był tekst pod tytułem „Postanowienia na koniec lata”.

Na pytanie „co zrobić po powrocie z wakacji?” odpowiedzi udzieliło kilku artystów. Jakie są to postanowienia? „Zapiszę się na balet”. „Zapisać się na jogę”, „Trenować boks” czy „Jeździć więcej rowerem”. Chodziło o to, żeby zrobić coś pozytywnego dla siebie.

Lektura ta skłoniła mnie do rozważań na temat tego, jakie postanowienia mogliby mieć wierzyciele. Co powinni zmienić, żeby wreszcie wzrosła skuteczność egzekucji, żeby po dwóch czy trzech latach od wyroku nie okazało się, że dłużnik w zasadzie nie ma już nic?

I odpowiedź mogła być tylko jedna: jak najszybciej wszczynać postępowanie zabezpieczające.

Postępowanie zabezpieczające ostatnio przeżywa pewien renesans (chociaż tam chodzi o sprawy niepieniężne i art. 755 kpc). Tymczasem art. 730 kpc jest „stary jak świat”.

Art. 730 § 1. W każdej sprawie cywilnej podlegającej rozpoznaniu przez sąd lub sąd polubowny można żądać udzielenia zabezpieczenia. § 2. Sąd może udzielić zabezpieczenia przed wszczęciem postępowania lub w jego toku. (…).

Kiedy zatem ja stosuję zabezpieczenie? Otóż w kilku przypadkach.

Po pierwsze po wydaniu nakazu zapłaty w postępowaniu nakazowym, ale nie z weksla (nakaz z weksla idzie od razu do egzekucji). Takie nakazy zapłaty wydawane są najczęściej w sprawach gospodarczych. Pisałem już o tym:

Szybkie zabezpieczenie to połowa sukcesu

Po drugie w sprawach o zapłatę w postępowaniu upominawczym. Tutaj nakaz zapłaty nie nadaje się do zabezpieczenia, dlatego sąd musi wydać osobne postanowienie. Wnioski takie składam razem z pozwem ale czasami jeszcze przed wytoczeniem sprawy.

Po trzecie w sprawach przeciwko członkom zarządu sp. z o.o. na podstawie art. 299 ksh, także jeżeli sprawy o zapłatę przeciwko spółce jeszcze się toczą (tak, tak, to jest możliwe).

I po czwarte przy skargach pauliańskich, żeby nie było możliwości sprzedaży nieruchomości, która już raz wymknęła się wierzycielowi.

Wniosek o zabezpieczenie nic nie kosztuje, jeżeli jest w pozwie. A jeżeli przed pozwem to tylko 100 zł.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że uzyskanie zabezpieczenia przed wytoczeniem powództwa nie jest wcale banalnie proste (trzeba wykazać m.in. ryzyko niewypłacalności), ale aktywny wierzyciel powinien wiedzieć, jak sobie z tym poradzić.

I dzięki temu możesz zwiększyć swoje szanse na odzyskanie pieniędzy. Może to zatem rzeczywiście dobre postanowienie na koniec lata?

W najbliższy poniedziałek, 9 lipca 2018 r., wejdzie w życie nowelizacja kodeksu cywilnego, która zmienia – i to bardzo mocno – zasady przedawnienia roszczeń. Niektóre ze zmienianych regulacji pochodzą jeszcze z 1964 r. a zatem z początków kc, a niektóre z początku lat 90tych, czyli z okresu transformacji ustrojowej i czasów prof. Leszka Balcerowicza.

Ale ustawodawca uznał, że czas na zmiany. Czy są one dobre, czas pokaże. Uczucia mam raczej negatywne, chociaż dostrzegam też dobre strony nowelizacji.

Żeby ułatwić Wam poruszanie się w tych nowych regulacjach przygotowaliśmy poradnik, w którym w sposób przystępny – mam nadzieję – opisaliśmy o co chodzi w tych nowych przepisach. Poradnik ten otrzymali jakiś czas temu subskrybenci naszego Biuletynu, dzisiaj może zapoznać się z nim już każdy Czytelnik bloga.

Poradnik dostępny jest na pasku po lewej stronie. Można go pobierać i wykorzystywać bez żadnych ograniczeń.

Zapraszam do lektury.

Aha, 9 lipca, ale 1807  r. utworzono Wolne Miasto Gdańsk, stąd fotka poniżej.

Takie sprawy cieszą każdego prawnika, który zajmuje się dochodzeniem wierzytelności. Z trzech powodów. Po pierwsze dlatego, że klient odzyskał wszystko, co tylko mógł odzyskać. Po drugie dlatego, że pokazują, iż warto być konsekwentnym i podejmować szereg działań przeciwko dłużnikowi.  A trzeci powód podałem na końcu wpisu.

Zaczęło się jeszcze w 2010 r. Otóż 27 grudnia tegoż roku wniosłem w EPU pozew przeciwko dłużnikowi, przedsiębiorcy. Wówczas jeszcze – na początku swojej działalności – e-sąd działał sprawnie. Potem się popsuł i straciłem dla niego całkowicie zainteresowanie.

Już 7 stycznia 2011 r. Sąd Rejonowy Lublin-Zachód wydał nakaz zapłaty. Biorąc pod uwagę, że to przełom roku, tempo dobre. A dzisiaj właściwie już nieosiągalne. Z uwagi na problemy z doręczeniem nakazu (kuriozalne, brak zwrotek, dłużnik – były popularny sportowiec – mieszkał pod wskazanym adresem, ale to zapewne nie miało wpływu na ginące zwrotki) klauzula wykonalności została nadana dopiero w 12 października 2011 r.

Kilka dni później, 17 października 2011 r. zaczynamy egzekucję. Standardowo, pełen wachlarz wniosków, ale najważniejszy ten o egzekucję z nieruchomości. A właściwie z udziału w nieruchomości, bo właścicielką drugiej połowu domu okazała się siostra. Początkowo myśleliśmy, że to żona, to samo nazwisko. Jednak pomimo dwóch licytacji nikt udziału w tej nieruchomości nie kupił, klient zaś nie był zainteresowany przejęciem tego udziału. Trudno, szukamy dalej.

W 2013 r. dłużnik wyprowadza się z Torunia „za chlebem” i trzeba go szukać. Tzn. wiadomo, gdzie jest, bo chętnie występuje w mediach, ale zdjęcie z gazety to za mało, by ustalić adres dla doręczeń. I tak sprawa krąży od komornika do komornika. Czas leci (odsetki w sumie też są naliczane).

Ale nie odpuszczamy, zawiadamiamy policję, to przynosi jakiś efekt, dłużnik wpłaca część zadłużenia, akurat na odsetki, koszty i nieco kwoty głównej. Sprawę umarzają, jednak spora kwota jest nadal do zapłaty. Znowu przeprowadzka.

Rok 2015. Na jednym z poczytnych portali sportowych informacja, że dłużnik został trenerem jakiejś drużyny sportowej i podpisał kontrakt na 3 lata. To świetna informacja, bo będzie miał dochody a do tego nie przeprowadzi się w najbliższym czasie.

Zajmujemy wszystko co się da w tym klubie, u sponsorów, współpracowników, etc. I jakież było nasze zdziwienie, gdy okazało się, że trener dobrego klubu w bogatej dyscyplinie zarabia minimalną krajową?. Czyżby informacje o zarobkach w sporcie to tylko plotka? No cóż, ta kwota i przez 100 lat nic nie załatwi…

Postanowiliśmy to jednak sprawdzić i zażądać wyjawienia majątku. Najpierw oczywiście był problem z doręczeniem zawiadomienia sądu o posiedzeniu. A szkoda, bo o sprawie zapewne przypadkiem dowiedziały się lokalne media i jakiś redaktor nawet przyszedł do sądu.

I na kilka dni przed terminem kolejnego posiedzenia dłużnik dzwoni do kancelarii i mówi, że chce zapłacić. Żeby tylko już dać mu spokój… Oczywiście wyraziłem zgodę. No bo czemu nie?

W ostatni czwartek cała kwota zadłużenia, odsetki, dalsze koszty, należność główna – dosłownie wszystko wpłynęło na konto klienta.

Po ośmiu latach uważam, że było warto. Co prawda trwało to długo i nie było tanie, ale właśnie takie sprawy dają satysfakcję z dobrze wykonanej pracy.

A trzecim „plusem dodatnim” z takiej sprawy są oczywiście wspomniane w tytule pożytki 🙂