Karol Sienkiewicz

radca prawny

Doradzam wierzycielom, którzy chcą podać dłużnika do sądu i odzyskać swoje pieniądze. Pomagam też w innych postępowaniach przeciwko nieuczciwym dłużnikom. [Więcej >>>]

Ostatnio mam bliższy kontakt z prowadzeniem egzekucji w Holandii. Chodzi o sprawy prowadzone na podstawie polskiego nakazy czy wyroku przeciwko dłużnikom w Holandii – zarówno Polakom tam mieszkającym jak i holenderskim firmom. Okazuje się, że postępowanie egzekucyjne nieco się różni w stosunku do naszego i to nie zawsze na korzyść wierzyciela.

Pomyślałem zatem, że może Ciebie też zainteresują te różnice.

Holandia: do prowadzenia egzekucji można wybrać dowolnego komornika z rejonu całego kraju.

Polska: obowiązuje zasada swobody wyboru komornika, ale od 1.01.2019 r. wracają rewiry komornicze.

Holandia: komornik wzywa dłużnika do dobrowolnej zapłaty w ciągu 2 dni, jeśli dłużnik nie zapłaci, to prowadzi postępowanie egzekucyjne.

Polska: komornik nie musi (na razie) udzielać dodatkowego terminu na zapłatę.

Holandia: po otrzymaniu wniosku egzekucyjnego komornik sprawdza w lokalnym urzędzie, czy dłużnik pobiera pomoc socjalna od władz; jeśli pobiera, to ostrzega wierzyciela, że dłużnik ma złą sytuację finansową i jest mała szansa na skuteczną egzekucję

Polska: niema takiej procedury; nie jestem wcale przekonany, że to dobry ruch, ale być może tam urzędy wiedzą więcej o dłużnikach.

Holandia: komornik może sprawdzić, czy dłużnik ma samochody, nieruchomości, ustala wysokość wynagrodzenia dłużnika, ale nie ustali rachunków bankowych dłużnika, dlatego należy podać numer rachunku bankowego komornikowi.

Polska: no to u nas jest dużo lepiej – komornik może zajmować wierzytelności z rachunków bankowych nawet jeżeli nie zna ich numerów. Wyjątkiem jest zabezpieczenie przed wszczęciem procesu – tutaj trzeba podać numer rachunku.

Okazuje się zatem, że z uprawnieniami naszych komorników wcale nie jest tak źle. A gdyby nie powrót rewirów to byłoby całkiem dobrze….

Niewielu czytelników tego bloga wie, że od ponad 20 lat kolekcjonuję historyczne papiery wartościowe. Obecnie skupiam się na akcjach i obligacjach emitowanych w Toruniu, jednak przez ponad 10 lat moją specjalnością były obligacje emitowane przez Skarb Państwa  w latach 1918-1939. Pisałem artykuły, organizowałem nawet wystawy tych papierów, m.in. w bydgoskim oddziale NBP.

Władze II RP wyemitowały kilkadziesiąt różnych obligacji i innych papierów dłużnych, ale pierwsze były Asygnaty Skarbu Polskiego. Są to bardzo niepozorne papiery wartościowe, formatem zbliżone do dużych banknotów, ale mam do nich pewien sentyment. Od nich bowiem rozpoczyna się historia długu publicznego II RP, która zresztą w pewnym sensie trwa do dzisiaj.

Ciekawa jest podstawa prawna tej emisji, a mianowicie jednozdaniowy dekret Rady Regencyjnej Królestwa Polskiego z 30.10.1918 r. w sprawie wypuszczenia pożyczki państwowej opublikowany, w Dzienniku Praw Nr 14, poz. 32:

My, Rada Regencyjna Królestwa Polskiego, postanowiliśmy i stanowimy ze względu na nieodzowność uczynienia zadość najpilniejszym potrzebom Państwa Polskiego wypuścić pożyczkę państwową, zabezpieczoną całym majątkiem Państwa Polskiego, w wysokości, jaka zostanie uznana za niezbędną, dla pokrycia najpilniejszych wydatków, polecając jednocześnie Ministrowi Skarbu przystąpić do wydawania odnośnych zarządzeń.

Jest to akt prawny o niespotykanej obecnie zwięzłości – jedno zdanie, a zawiera i wskazanie celu, i maksymalną kwotę emisji i delegację do wydawania przepisów wykonawczych. No ale czasy były trudne i szczegółami emisji nikt sobie głowy nie zawracał. Szkoda tylko, że obecnie już nikt tak ustaw nie pisze…

Każdy obecnie ma świadomość (a zwłaszcza w setną rocznicę), że Polska została „zlepiona” z obszarów trzech zaborców. A tam obowiązywały przecież trzy różne systemy pieniężne. Dlatego też obligacje były wyemitowane w trzech walutach: rublach i koronach austriackich, no i oczywiście markach polskich. Wyemitowano obligacje o nominałach 100, 500, 1.000, 5.000 oraz 10.0000 rubli, koron czy marek.

Bardzo ciekawe jest to, że Asygnaty datowane są na 1 listopada 1918 r. Jak to, zapyta ktoś, przecież Polska powstała dopiero 11 listopada! Ale należy pamiętać, że powstanie państwa to proces, który trwa dość długo. Nasze 100 lecie tylko symbolicznie przypada na 11.XI.

Oprocentowanie papierów wynosiło 5% rocznie, zaś sprzedaż papierów trwała cały rok. Udało się zebrać w ten sposób łącznie prawie 2 mld marek polskich!

Miała to być pożyczka roczna, zatem teoretycznie chciano ją wykupić 1 listopada 1919 r. Ale okazało się, że w tym terminie przyjmowano tylko asygnaty w markach polskich, pozostałe przedłużono. Następnie konwertowano (czyli zamieniano) je na obligacje pożyczki „Odrodzenie” z 1920 r., potem pożyczki konwersyjnej z 1924 roku. W sensie prawnym zostały umorzone dopiero w 1949 r.

W swoim zbiorze zgromadziłem obligacje wszystkich walut na 100, 500 i 1.000 rubli, koron i marek. Oraz pojedyncze na 5.000. Nigdy nie widziałem tych na 10.000. Wg mnie w żadnym polskim zbiorze nie ma kompletu tych papierów.

Na tej stronie zaprzyjaźnionego kolekcjonera można obejrzeć kilka sztuk.

Ale ktoś jednak ma komplet. Otóż kiedyś w jakimś czasopiśmie numizmatycznym z lat 70tych trafiłem na notatkę, że komplet tych Asygnat znajduje się w zasobach NBP. Zapytałem i poprosiłem o kopie. To prawda, mieli wszystkie nominały, ale każda obligacja jest przedziurawiona na dowód jej umorzenia po wykupieniu.

Piszę o tym dlatego, że Asygnaty z 1918 r. były pierwszym długiem emisyjnym odradzającej się Rzeczpospolitej. A wiemy, jaka jest teraz rocznica…

Przedawnienie jest dość ciekawym zagadnieniem prawnym. Upływ czasu prowadzi do tego że wierzytelność – chociaż nadal istnieje – to jakby słabnie, staje się trudniejsza do egzekucji.

W zasadzie każdy system prawny zna instytucję przedawnienia. Różnie jest ono jednak ujmowane, w zależności od przyjętej filozofii. Z jednej bowiem strony dług powinien być spłacony i upływ czasu nie ma tu nic do rzeczy, dlatego okresy przedawnienia powinny być raczej długie. Z drugiej zaś wierzyciel powinien interesować się swoją wierzytelnością, a skoro się nie interesuje to mu nie zależy, zatem okres przedawnienia można skrócić.

Ostatnio w Polsce zwyciężyła to druga koncepcja, dlatego doszło do skrócenia okresu przedawnienia. Pisałem o tym, a nawet przygotowałem specjalny poradnik:

Poradnik o nowych zasadach przedawnienia roszczeń

Skrócenie to dotyczyło także roszczeń stwierdzonych prawomocnym orzeczeniem sądu (nakazem zapłaty czy wyrokiem). Do lipca 2018 r. roszczenie takie przedawniało się po 10 latach, obecnie przedawnia się po 6, czyli o 4 lata szybciej.

Jednak niektóre kraje podchodzą inaczej do tego typu roszczeń. Jeżeli wynika ono z orzeczenia sądu, czyli jest już w sposób niewątpliwy stwierdzone to znaczy, że wierzyciel interesował się swoją wierzytelnością. W takiej sytuacji powinien otrzymać premię i nie martwić się zbytnio upływem czasu.

Do takich krajów należy Holandia, gdzie okres przedawnienia roszczeń wynikających z tytułu sądowego wynosi aż 20 lat. I oczywiście te 20 lat liczy się od nowa po każdej bezskutecznej egzekucji. Jeżeli więc masz tytuł, do którego stosuje się prawo holenderskie, to nie musisz się przejmować przedawnieniem. Ale jeżeli masz wyrok polskiego sądu, który chciałbyś skierować do egzekucji w Holandii to pamiętaj, że masz na to tylko 6 lat.

Jeżeli obawiasz się, że niedługo Twój tytuł się przedawni, skontaktuj się z nami, pomożemy znaleźć komornika w Holandii.

Jak zapewne już wiecie 1 stycznia 2019 r. wejdzie w życie nowa ustawa o komornikach sądowych uchwalona 22 marca 2018 r. Do tej pory właściwie jeszcze o niej nie pisałem, ale dzisiaj zacznę nadrabiać te zaległości.

Ustawa przynosi szereg zmian, nad którymi przejdę do porządku dziennego i specjalnie się nimi nie przejmę: nowy wzór pieczęci komorniczej, pieczęci imienne, obowiązkowe wykształcenie prawnicze (nadal 9% z nich nie ukończyło studiów, tak, też nie chciałem w to wierzyć) czy nowe granice wieku (max słynne już 65 lat). Te i podobne zmiany jakoś tak na moją pracę bezpośrednio nie wpłyną.

A co może wpłynąć na moich klientów a przez to i na mnie to m.in. powrót rewirów komorniczych. Od 1 stycznia 2019 r. mają zniknąć „hurtownie” czy też „fabryki” komornicze. Tymi i podobnymi pojęciami określa się ogromne kancelarie komornicze, do których wierzyciele masowi właśnie „hurtowo” słali swoje wnioski o egzekucję, niezależnie od tego, gdzie egzekucja miała być prowadzona. Tak było szybciej i taniej, jednak taki komornik działał teoretycznie na terenie całego kraju.

Te ogromne kancelarie już dawno były solą w oku różnych instytucji. Wprowadzano przecież specjalne ograniczenia ilości spraw i zaległości, żeby komornicy nie mogli brać nowych Km. Różnie to bywało.

A teraz (czyli od 1 stycznia 2019) założenie jest takie, że komornik ma działać we własnym rewirze, czyli obszarze działalności sądu rejonowego, gdzie komornik jest powołany (dzisiaj jest podobnie). I to ma być zasada. Prawie nie do ruszenia. Ale będzie wyjątek.

Otóż w sprawach głównie o roszczenia pieniężne oraz zabezpieczenie roszczeń (te dwie wyróżnione kategorie interesują mnie najbardziej) i w kilku innych, mniej ważnych wierzyciel będzie miał prawo wyboru komornika na obszarze właściwości sądu apelacyjnego, właściwego dla tego komornika (poza sprawami z nieruchomości, czyli podobnie jak teraz). Trzeba będzie złożyć oświadczenie podobne do tego z obecnej ustawy.

Oznacza to, że jakaś furtka będzie istniała, ale wyłącznie w ramach apelacji. Nie będzie zatem żadnej opcji do tego, by egzekucję w Poznaniu przeprowadził komornik z Torunia, a teraz często tak się dzieje. Inna apelacja i tyle.

Ale nawet to prawo wyboru w ramach apelacji doznaje istotnych ograniczeń. Otóż z przywileju pracy dla wierzyciela w jednej apelacji będą mogli korzystać wyłącznie najsprawniejsi, najmniejsi i „najnowsi” komornicy.

Zgodnie bowiem z nowymi przepisami komornik wybrany przez wierzyciela odmawia (czyli nie ma wyboru) wszczęcia egzekucji jeżeli spełniony zostanie przynajmniej jeden z poniższych warunków:

  1. zaległość przekracza 6 miesięcy, chyba że łączna liczba wszystkich spraw, jakie wpłynęły do kancelarii w roku poprzednim, nie przekroczyła 1000.
  2. wpływ wszystkich spraw w danym roku przekroczył 2500, a skuteczność w zakresie prowadzonych przez niego egzekucji w roku poprzednim nie przekroczyła 35%;
  3. wpływ wszystkich spraw w danym roku przekroczył 5000.

Zatem do 2500 spraw ze swojej apelacji może komornik przyjąć bez problemu, jeżeli nie ma zaległości powyżej pół roku. Jeżeli chce więcej, to musi być skuteczny w 35%. Ale nawet jak ma 100% skuteczności (teoretycznie, bo takich nie ma) to nie może przyjąć więcej niż 5000 spraw.

I taki chyba cel przyświecał ustawodawcy – najwięcej ma być kancelarii do 2500 spraw rocznie. Są one podobno najbardziej efektywne, co przekłada się na skuteczność egzekucji.

Na szczęście sąd rejonowy ma na bieżąco informować na swojej stronie o powstaniu „przesłanki odmowy przyjmowania przez komornika spraw z wyboru”, na podstawie zawiadomienia komornika. Ciekawe, jak to będzie w rzeczywistości.

Czemu mi to przeszkadza? Oczywiście dlatego, że nie będę mógł składać wniosków do komorników, z którymi stale współpracuję. Nie rozumiem dlaczego, skoro zdecydowana większość skutecznych egzekucji była z rachunków bankowych czy wierzytelności, zatem bez wyjazdu w teren. Jeżeli dłużnik jest w Poznaniu, to zajęcie jego rachunku zajmuje dokładnie tyle samo czasu za biurkiem w Toruniu, Gdańsku czy Warszawie.

Przyznam jednak, że nie jestem nastawiony do tej zmiany jednoznacznie negatywnie. Być może istotnie mniejsi będą skuteczniejsi. Mam tylko nadzieję, że składanie wniosków do niewłaściwych komorników nie spowoduje przedłużenia postępowań (chociaż przez pierwsze miesiące zapewne tak będzie).

Aha, owe 9% komorników „maturalnych” będzie miało 7 lat na skończenie studiów prawniczych.

Co jakiś czas wspominam na blogu o rozwiązaniach informatycznych pomagających wierzycielom w prowadzeniu ich spraw. Ale chyba nie pisałem jeszcze o programie Komornik on-line.

Nie będę oceniał tego programu jako informatyk, ale wyłącznie jako pełnomocnik wierzycieli. A muszę przyznać, że ta ocena wypada raczej pozytywnie.

Zgodnie z informacją umieszczoną na stronie autorów programu:

Proponujemy Państwu moduł Komornik Online dla systemów Komornik SQL i Kancelaria Komornika, umożliwiający podgląd danych z wykorzystaniem przeglądarki internetowej.

Z programu Komornik Online korzystać mogą:

pracownicy kancelarii komorniczych (komornicy, asesorzy, pracownicy terenowi) z dostępem do danych w prowadzonych przez kancelarię sprawach egzekucyjnych,

wierzyciele, pełnomocnicy wierzycieli i dłużnicy z dostępem tylko i wyłącznie do spraw egzekucyjnych, w których występują.

W celu założenia konta złożyłem wniosek w zaprzyjaźnionej kancelarii komorniczej (uwaga, nie każda kancelaria komornicza tego używa, program jest odpłatny dla komornika). Po zalogowaniu otrzymałem dostęp do spraw, w których jestem pełnomocnikiem. Dostęp ten obejmuje wszystkie sprawy wg sygnatur (np. Km), pokazuje stan sprawy (np. „z wpłatami”, „z zajęciami”). Można też oczywiście przeglądać szczegóły sprawy, w tym dokonywane wpłaty i podział kwot. Cenne jest to, że można przeglądać dokumenty zwykle niedostępne dla wierzyciela, np. korespondencję z banku, w którym dłużnik ma rachunek. Jest też dostęp do danych w aktach i korespondencji w trybie online.

To funkcjonalność podobna do tej, jaka jest np. w portalu S24, gdzie też jest dostęp do dokumentacji spółki, ale żeby otworzyć i odczytać nową korespondencję konieczne jest posiadania podpisu kwalifikowanego. Do korzystania z komornik on-line nie potrzeba żadnego podpisu ani nawet ePUAP. Działa to więc podobnie jak Portal Informacyjny Sądów.

Po co o tym piszę? Otóż po to, by zachęcić Was, szanowni wierzyciele, do korzystania z tego rozwiązania. Daje dostęp do informacji, których brak często Was irytuje. Zamiast dzwonić do komornika sprawdźcie w Internecie.