Czy żona odpowiada za długi męża? Czy można pozwać męża za długi żony? Jak to jest z tą odpowiedzialnością małżonków za zobowiązania? To trudna sprawa, ale na szczęście niedawno Sąd Najwyższy stanął po stronie wierzyciela i pozwolił na pozywanie małżonków.

Odpowiedzialność za długi małżonka jest stara jak świat. Przedwojenna prasa pełna była ogłoszeń typu „Za długi męża nie odpowiadam. Kowalska”. Obecnie nie mają one już sensu, ale wcale nie dlatego, że tej odpowiedzialności nie ma. Po prostu obecne przepisy regulują to inaczej niż te dawne. Inaczej, ale wcale nie lepiej.

Na czym polega problem z odpowiedzialnością małżonka

Podstawowy problem pojawia się wówczas, gdy tylko jeden małżonek jest stroną czynności prawnej. Np. jeden małżonek kupi towar i za niego nie zapłaci. Albo – jak było w sprawie, która doprowadziła do wydania uchwały przez Sąd Najwyższy – jeden małżonek wynajmie lokal i nie zapłaci czynszu. Oczywiście, gdy oboje zaciągają dług, problem nie występuje – małżonkowie po prostu są „normalnymi” dłużnikami. O tym nie trzeba pisać, jest to oczywiste.

Z punktu widzenia prawnego tylko ten małżonek, który zawarł umowę, jest dłużnikiem osobistym. To oczywiste, przecież tylko on jeden podpisał umowę. Ale co ma zrobić wierzyciel, jak „dobrać się” do majątku wspólnego, jeżeli ten który podpisał umowę nie płaci? Czy małżonek dłużnika sam staje się dłużnikiem czy jedynie musi akceptować to, że z majątku wspólnego zostanie przeprowadzona egzekucja?

Nie muszę też wyjaśniać, że w skład majątku wspólnego wchodzą najczęściej nieruchomości, a więc składniki najcenniejsze. Zapewne każdy wierzyciel chciałby prowadzić egzekucję właśnie z nieruchomości…

Odpowiedzialność za długi małżonka na podstawie art. 41 § 1 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego

Żeby zaszły podstawy odpowiedzialności majątkiem wspólnym musi ziścić się jeden warunek: małżonek zaciągnął zobowiązanie za zgodą drugiego małżonka. Reguluje to właśnie art. 41 § 1 krio. Jeżeli ta zgoda jest, małżonek odpowiada. Zgody nie ma – też odpowiada, ale tylko niektórymi składnikami majątku.

Jeżeli zgoda zostanie wyrażona, przed wierzycielem otwierają się całkiem nowe możliwości – może on pozwać małżonka dłużnika. Wówczas sąd zasądzi np. pieniądze od małżonka dłużnika, ale ograniczy jego odpowiedzialność do majątku wspólnego.

Odpowiedzialność za długi małżonka na podstawie art. 787 kpc

Ale istnieją też inne koncepcje. Otóż część prawników uważa, że nie można pozwać małżonka dłużnika o zapłatę, ponieważ nie jest on dłużnikiem osobistym. I jeżeli małżonek dłużnika wyraził zgodę na zawarcie umowy, to co najwyżej odpowie w postępowaniu klauzulowym, na podstawie art. 787 kpc. Odpowiedzialność ta nie jest prosta, ba – czasami nawet nie jest możliwa do wykazania. Bo trzeba tę zgodę w szczególny sposób udowodnić.

Interesuje Cię kwestia odpowiedzialności na podstawie 787 kpc? Przeczytaj jeden z moich wpisów na ten temat.

Jak zatem ma postąpić wierzyciel? Pozywać małżonka czy próbować uzyskać klauzulę na podstawie przepisów kpc?

A co Sąd Najwyższy na odpowiedzialność za długi małżonka?

Sąd Najwyższy zajmował różne stanowiska. Raz mówił, że małżonek dłużnika sam jest „specyficznym” dłużnikiem i można go pozwać. Innym zaś razem krytykował ten pogląd i twierdził, że małżonek taki dłużnikiem nie jest i tylko musi znosić egzekucję, ale pozywać go nie wolno. Ale czasami tak właśnie jest z tym orzecznictwem, że nie jest jednolite. Generalnie jednak Sąd Najwyższy uważał, że pozwać małżonka dłużnika nie można.

Najpierw art. 787 kpc czy art. 41 § 1 krio?

Oczywiście, wnikliwy czytelnik może zapytać, czy wierzyciel musi najpierw próbować nadać klauzulę na podstawie art. 787 kpc, a jak się nie uda to pozwać małżonka na podstawie art. 41 § 1? Czy też może od razu – bez marnowania czasu i pieniędzy – dochodzić swoich roszczeń na podstawie kodeksu rodzinnego? Bo niby dlaczego pozywać małżonka o zapłatę, skoro można po prostu uzyskać przeciwko niemu klauzulę wykonalności?

Sąd Okręgowy w Tarnowie zadaje pytanie

Jakoś ten problem rozwiązać było trzeba. I próbę wyjaśnienia sytuacji podjął Sąd Okręgowy w Tarnowie, który zadał Sądowi Najwyższemu pytanie prawne dotyczące właśnie zasady odpowiedzialności małżonka dłużnika. Sąd Najwyższy podjął rękawicę i 11 kwietnia 2019 r. wydał uchwałę (II CZP 106/18):

Prawo wierzyciela do zaspokojenia się z majątku wspólnego małżonków na podstawie art. 41 § 1 k.r.o. może zostać zrealizowane także przez wniesienie powództwa przeciwko małżonkowi dłużnika o zobowiązanie do spełnienia świadczenia wynikającego z czynności prawnej, której stroną małżonek dłużnika nie był, niezależnie od tego, czy świadczenie to objęte jest tytułem egzekucyjnym wydanym uprzednio przeciwko samemu dłużnikowi (art. 787 k.p.c.).

Pozew niezależnie od klauzuli

Sąd Najwyższy wyjaśnił tym samym dwie kwestie i odpowiedzialność za długi małżonka uczynił nieco łatwiejszą:

  1. małżonek dłużnika może być pozwany na równi z dłużnikiem
  2. wierzyciel dłużnika może pozwać małżonka równocześnie z dłużnikiem
  3. wierzyciel dłużnika może pozwać małżonka dłużnika w innym procesie, bez konieczności wykazywania, że wcześniej próbował uzyskać klauzulę wykonalności na podstawie art. 787 kpc

Zgoda małżonka nadal jest konieczna, aby odpowiadał za długi z majątku wspólnego, ale proceduralnie będzie łatwiej się do tego majątku “dobrać”.

Nie znamy uzasadnienia tej uchwały (pewnie będzie ciekawe), ale już teraz widać, że sytuacja wierzyciela jest nieco lepsza.

Na koniec dodam jeszcze, że kwestią odpowiedzialności za dług małżonków zajmowałem się już wcześniej. Odpowiedzialność na podstawie art. 787 kpc omawiałem m.in. w tym wpisie:

Klauzula wykonalności przeciwko małżonkowi dłużnika

Drugi dzień Świąt Wielkanocnych spędziłem w Płocku. To piękne miasto, a do tego sporo mnie z nim łączy – rodzina mojej żony oraz klienci. Poniedziałkowa wycieczka miała mieć jednak charakter wybitnie rekreacyjny – piękna pogoda, spacer i zwiedzanie zabytków „stołecznego książęcego miasta Płocka”.

Wszystkim, którzy pojadą do Płocka polecam spacer gdzieś pomiędzy Wzgórzem Tumskim, Placem Narutowicza a Starym Rynkiem. Piękna pogoda i dobra nawierzchnia pozwoliły dzieciom na jazdę na wrotkach i deskorolkach.

Nasza trasa wiodła obok różnych instytucji, co było doskonałą okazją do rozmowy z dziewczynkami (moja córka i dwie córki kuzynki). I oczywiście, pokazując szyld kancelarii komorniczej, musiałem też zadać tytułowe pytanie: czym właściwie zajmuje się komornik?

Czym zajmuje się komornik?

Odpowiedź córki kuzynki mojej żony (14 lat, VII klasa) na chwilę mnie zamurowała:

komornik zabiera pieniądze i telewizor z domu.

Ale zacząłem analizować tę odpowiedź. Odrzuciłem oczywiście doświadczenia osobiste i rodzinne (bo o tym przecież wiem) i uznałem, że winę za to ponosi edukacja, a właściwie jej brak. Dzieci po prostu nie uczą się, jak funkcjonuje system organów państwa, czym jest wymiar sprawiedliwości i jakie są w nim funkcje. Ani w szkole, ani w domu o tym się nie mówi. Powtarzają zasłyszane w szkole czy na podwórku opinie, że komornik przyszedł i zabrał.

Wytłumaczyłem oczywiście (a przynajmniej próbowałem), na czym polega rola komornika i dlaczego to ważna funkcja. Nie mam jednak pewności, że zostałem dobrze zrozumiany. Na koniec rozmowy jeszcze odwołałem się do Gry o Tron i nieoficjalnego hasła Lannisterów, którzy „zawsze oddają swoje długi” (A Lannister always pays his Debts), ale z tej trójki tylko moja córka ogląda GOT (a jej pewnych kwestii już tłumaczyć nie muszę).

Szanowni Komornicy, czas postawić na edukację! Jeżeli GoT nie działa na małe dzieci (albo nie lubią Lannisterów), to może bardziej Robin Hood?

A przy okazji wspomnę, że Płocczanką jest Agata Kicińska, autora bloga Prawo dla pracodawcy, którą pozdrawiam.

Czekacie na premierę ostatniego sezonu Gry o tron? Kto przeżyje? Która z sióstr Stark będzie górą? Ja już nie mogę się doczekać.

Tymczasem, żeby nie zmuszać Was do wyboru pomiędzy Sansą i Arią, zapraszam do lektury bloga Edyty Stark 🙂

Edyta jest moją aplikantką, również fanką Games of Trones, a przy okazji specjalistką w sprawach zniesienia współwłasności. I właśnie od dzisiaj Edyta prowadzić będzie jeden z blogów naszej Kancelarii – zakończenie działalności

Do tej pory  blog poświęcony był różnym aspektom zakończenia biznesu, teraz zaś Edyta pisać będzie o zakończeniu, ale współwłasności nieruchomości, czyli – jak to mówią prawnicy – o zniesieniu tejże współwłasności.

Jeżeli interesuje Cię również coś innego oprócz zakończenia działalności Starków w Winterfell (chociaż mam nadzieję, że jednak przeżyją), to zapraszam na bloga Edyty Stark.

A poniżej zdjęcie Dubrownika. Sami wiecie, co tam się działo.

 

Każdy czytelnik mojego bloga wie, że w 2018 r. doszło do skrócenia terminów przedawnienia. Najogólniej rzecz ujmując z 10 lat na 6. O szczegółach pisałem tutaj:

Poradnik o nowych zasadach przedawnienia roszczeń

Ale właśnie przeczytałem ustawę, która terminy dochodzenia roszczeń nieco wydłużyła. O jakie roszczenia chodzi?

Chodzi o dość hermetyczne (i na pewno rzadziej stosowane niż kodeks cywilny) przepisy ustawy prawo ochrony środowiska. Mam do tych przepisów sentyment jeszcze z czasów studiów na UMK, kiedy uczęszczałem na wykłady prof. Ryszarda Paczuskiego (obecnie UKW w Bydgoszczy). A poza tym bardzo lubię przyrodę (stąd na blogu czasami przyrodnicze zdjęcia).

Ustawa ta przewiduje w swoim art. 129, że może dojść do takich sytuacji, gdy na skutek ograniczenia sposobu korzystania z nieruchomości korzystanie z niej (lub z jej części) w dotychczasowy sposób stało się niemożliwe (lub istotnie ograniczone).

A tak może być na skutek np. wejścia w życie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, który zawiera jakieś ograniczenia. O jednej takiej sprawie wspominał mój kolega, Iwo Fisz już kilka lat temu:

Kolejny wyrok przeciwko Miastu Zakopane

Jakie więc roszczenia przysługują właścicielowi czy użytkownikowi wieczystemu? Otóż mogą oni żądać wykupienia nieruchomości (bądź jej części) lub odszkodowania.

Ale tym, co mnie interesuje w tym wpisie, jest okres w którym można dochodzić tych roszczeń. Bo skoro jest to roszczenie, to i czas jego dochodzenia też jest ograniczony. Reguluje to art. 129 ust. 4 prawa ochrony środowiska (wprowadzając tzw. termin zawity):

Z roszczeniem, o którym mowa w ust. 1-3, można wystąpić w okresie 2 lat od dnia wejścia w życie rozporządzenia lub aktu prawa miejscowego powodującego ograniczenie sposobu korzystania z nieruchomości.

I dzień dzisiejszy, czyli 14 marca 2019 r., jest ostatnim dniem obowiązywania tego przepisu. Okazuje się bowiem, że w wyroku z dnia 7 marca 2018 r. (K 2/17) Trybunał Konstytucyjny orzekł, że przepis ten jest niezgodny z Konstytucją i utraci moc rok po publikacji wyroku. I rok ten minie dzisiaj.

Trybunał zakwestionował – na wniosek Rzecznika Praw Obywatelskich – ten dwuletni okres jako zbyt krótki. Ustawodawca musiał zatem korzystniej tę kwestię uregulować. I uregulował, wydłużając termin dochodzenia roszczeń do 3 lat. Przepis art. 129 ust. 4 Prawa ochrony środowiska ten brzmi teraz tak :

Z roszczeniem, o którym mowa w ust. 1-3, można wystąpić w okresie 3 lat od dnia wejścia w życie rozporządzenia lub aktu prawa miejscowego powodującego ograniczenie sposobu korzystania z nieruchomości.

Czy to rozwiąże problem? Czy 3 lata wystarczą? No cóż, termin jest nadal krótki, normalnie konsumenci na podstawie kodeksu cywilnego mają 6 lat na dochodzenie roszczeń. Co stało na przeszkodzie, żeby tu też było 6 lat?

Na osłodę dodam jedynie, że do roszczeń, powstałych przed 14 marca 2019 r. – w stosunku do których nie upłynął jeszcze 2 letni termin – stosuje się nowe przepisy. Oznacza to, że osoby, którym 2 lata wg starej ustawy się zbliżały, mają jeszcze nieco czasu na to, by zadbać o swoje sprawy.

 

Odpowiedź na tytułowe pytanie jest krótka – zawezwanie do próby ugodowej sensu nie ma. A przynajmniej nie ma sensu sposób, w jaki większość wierzycieli traktuje tę instytucję. Co tydzień słucham labo czytam:

Panie Mecenasie, zawezwanie już zrobiłam roku temu, teraz już chodzi tylko o pozew.

albo

Prawie dwa lata temu była sprawa ugodowa, ale nie było ugody. Czekałem na zapłatę, ale już dłużej nie mogę.

czy

Spokojnie, przedawnienie na pewno nie grozi, bo kilka lat temu zrobiliśmy sprawę ugodową i przerwaliśmy bieg przedawnienia. Pisał Pan o tym na swoim blogu.

Ale z tego wynika, że autorzy tych słów w ogóle nie zrozumieli, po co jest to całe zawezwanie. Najpierw o tym, czym ono nie jest:

  1. Nie zastępuje pozwu, bo nie jest tanią wersją sprawy o zapłatę.
  2. W 99% przypadków nie doprowadzi do zapłaty długu.
  3. Sąd niczego nie rozstrzyga, nie przyznaje racji, nie bada sprawy, nawet nikogo nie wysłuchuje.

A czym zatem owo zawezwanie jest?

Dla dłużnika jest przede wszystkim wyraźnym sygnałem, że w przyszłości zamierzasz dochodzić swoich roszczeń. To takie ostrzeżenie – uwaga dłużniku, za jakiś czas być może na poważnie zacznę się troszczyć o moje pieniądze!

I co ma zrobić biedny dłużnik po takim ostrzeżeniu? No cóż, raczej ucieka z majątkiem niż oszczędza na spłatę. Ale to oznacza, że zamiast sobie pomóc, wierzyciele działają wbrew swoim interesom i sami sobie szkodzą.

Czy zatem zawezwanie do próby ugodowej nie ma sensu w ogóle?

Oczywiście, że czasami sens ma.

Bywają np. sytuacje, gdzie toczy się proces „na próbę”, o małą kwotę, żeby przesądzić zasadę odpowiedzialności, a reszta roszczenia jest zabezpieczona. I wówczas, żeby nie dopuścić do przedawnienia, można stosować zawezwanie.

Albo okres przedawnienia zaraz upłynie i żeby ratować roszczenie trzeba przerwać bieg przedawnienia takim prostym wnioskiem. Ale w taki przypadku pozew trzeba zrobić od razu, natychmiast po przerwaniu przedawnienia.

Czasami jest też tak, że dłużnik na 100% jest wypłacalny i zawezwanie ma być wyraźnym sygnałem determinacji wierzyciela.

No i czasami jest tak, że pewne sprawy można załatwić właśnie w ugodzie sądowej, ale wówczas obie strony chcą takiej rozprawy ugodowej, zawierają na niej wówczas swoista „umowę sądową”.

Ale jeżeli traktujecie zawezwanie do próby ugodowej jako jakiś mechanizm dochodzenia roszczeń, to przestańcie. Nie idźcie tą drogą. 

 

1 2 3 4 105 Strona 2 z 105

Zapraszam do subskrypcji bloga


Administratorem danych osobowych jest Sienkiewicz i Zamroch Radcowie prawni sp.p. (ul. Warszawska 4/3, 87-100 Toruń).

Kontakt z Administratorem jest możliwy pod adresem radcowie@radcowie.biz.

Pozostałe informacje dotyczące ochrony Twoich danych osobowych w tym w szczególności prawo dostępu, aktualizacji tych danych, ograniczenia przetwarzania, przenoszenia danych oraz wniesienia sprzeciwu na dalsze ich przetwarzanie znajdują się w tutejszej Polityce Prywatności. W sprawach spornych przysługuje Tobie prawo wniesienia skargi do Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych.