Znęcam się na tym blogu nad brakiem nowoczesnych rozwiązań egzekucyjnych. A tu proszę – jest! Rzeczpospolita właśnie donosi, że nastąpi informatyzacja egzekucji na podstawie bankowego tytuły wykonawczego.

Pomysł polega na tym, że bank będzie składał wniosek o e-tytuł wykonawczy, w takim e-sądzie egzekucyjnym, oczywiście w Internecie. Ponadto zmiana obejmie europejskie postępowanie nakazowe i międzynarodowe postępowanie cywilne.

E-procedura ma też objąć częściowo zwykłe postępowanie egzekucyjne: umożliwi wierzycielowi jego wszczęcie (teraz jest to możliwe tylko w e-postępowaniu upominawczym), a także zajęcie wierzytelności z rachunku bankowego (dokonywane byłoby przez doręczenie elektroniczne). Jak napisano w uzasadnieniu projektu, informatyczne wyposażenie komorników i banków pozwala już efektywnie prowadzić takie operacje.

No z tym przygotowaniem informatycznym komorników to bym nie przesadzał, ale będzie to dodatkowy argument dla rozwoju ich zasobów informatycznych.

To niestety tylko projekt. Dlatego szkoda, że kadencja Sejmu się kończy. A w nowej? Zobaczymy…

 

Nowelizacja kpc z 19 sierpnia 2011 r. wprowadza także zmiany w zakresie egzekucji świadczeń niepieniężnych. Chodzi o wykonanie tzw. czynności niezastępowalnych (zależnych wyłącznie od woli dłużnika), jak również o zaniechanie (np. prowadzenia prac budowlanych czy naruszania dóbr osobistych) lub nieprzeszkadzanie (np. w zakresie wykonywania służebności). W niektórych sytuacjach szlaban na prywatnej drodze może skutecznie uniemożliwić normalne funkcjonowanie (a takie przypadki naprawdę się zdarzają). Dotyczy tego art. 10150 i 1051 kpc.

Aktualnie dłużnikowi grozi grzywna (nawet z zamianą na areszt), z której wierzyciel nic nie ma. Sąd może też nakazać dłużnikowi zabezpieczenie szkody lub zezwolić wierzycielowi na czynność zastępczą (o ile można ją wykonać bez dłużnika). Tylko tyle (no, może grzywny czasem działały, ale ich ściągalność to osobny temat).

A zmiana kpc z 19 sierpnia 2011 r. przynosi nową instytucję – w nowych art. 10509(1) i 1051(1) kpc: sumę pieniężną na rzecz wierzyciela za dokonanie naruszenia, którą sąd może przyznać zamiast nakładać grzywny. I to wielokrotnie! Gdy obowiązek dotyczył będzie uczynienia czegoś, wówczas sąd określi stawkę dzienną. I należność będzie liczona za każdy dzień, aż do wykonania tej czynności. Postanowieniu sądu nawet nie trzeba będzie nadawać klauzuli wykonalności, żeby skierować to do egzekucji (przy okazji pojawia się kolejny wyjątek, że do egzekucji potrzebna jest klauzula wykonalności).

To nowe rozwiązanie oznacza dodatkową dolegliwość dla dłużnika (chociaż sąd musi wziąć pod uwagę i jego sytuację), ale także rekompensatę dla wierzyciela. No i egzekucja takich należności będzie skuteczniejsza, zwłaszcza w stosunkach sąsiedzkich. Nie od dzisiaj wiadomo, że uważny sąsiad wie więcej od urzędu skarbowego…

Ustawa nie określa żadnych kwot – minimalnych czy maksymalnych – jakie mogą zostać przyznane wierzycielowi. Praktyka pewnie wypracuje określone rozwiązania. Ważne jednak, by nie były to kwoty symboliczne, tylko na tyle dotkliwe, by dłużnikowi odechciało się przeszkadzać lub zachciało się coś uczynić.

W uzasadnieniu do tej części nowelizacji napisano tak:

Drugi kierunek zmian polega na wprowadzeniu do polskiego systemu prawnego nowego rozwiązania, wzorowanego na romańskich systemach prawnych. Wprowadzając je obok, a nie w miejsce dotychczasowych regulacji, w projekcie kierowano się przekonaniem, że w chwili obecnej celowe jest stworzenie dla sądu, jako organu egzekucyjnego, oraz dla wierzyciela dodatkowych możliwości, co pozwoli zwiększyć szanse na skuteczną egzekucję.

No, no, romańskie systemu prawne… lepsze niż nasze, też zresztą romańskie….

Ale też uważam, że taka dolegliwość finansowa polepszy egzekucję. Każdy sposób jest dobry.

W piątkowej Gazecie Wyborczej (2 września 2011) wiele uwago poświęcono wykorzystaniu Internetu w biznesie (fajny dodatek w tej sprawie) i administracji. Warto przeczytać rozmowę z Wiesławem Paluszyńskim, m.in. członkiem Rady Informatyzacji przy Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji. Tytuł mówi sam za siebie: Analogowa mentalność e-administracji.

A rozmowa dotyczy właśnie tej e-administracji. Rozlicznych wad tych rozwiązań oraz dobrych przykładów. Generalnie jest słabo, jednak pierwsze jaskółki pojawiają się w obszarze działania Ministerstwa Sprawiedliwości. Elektroniczna księga wieczysta już działa, podobnie e-sąd i EPU, KRS o-line niedługo ruszy, podobnie jak zakładanie spółki z o.o. przez Internet.

Ale jest pewien obszar objęty działaniem tegoż szacownego Ministerstwa, który leży odłogiem, a właściwie e-odłogiem. Jaki? Oczywiście egzekucja. Nie oszukujmy się, że publikowanie ogłoszeń o licytacji nieruchomości na stronie internetowej samorządu komorników (wprowadzone nowelizacją kpc z 19 sierpnia 2011 r.) coś zmieni.

A przecież włodarze tego kraju zapominają o jednej podstawowej rzeczy: dłużnik nie oddaje pieniędzy, mimo tego, że tak nakazał mu prawomocnie Sąd Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Takie postępowanie powinno być ocenione jednoznacznie negatywnie, zaś wierzyciel powinien otrzymać WSZELKĄ pomoc w dochodzeniu swoich roszczeń. A tak nie jest. Wierzyciele, nie zawsze świadomi swoich praw, muszą składać kolejne wnioski, nie rozumieją zawiłości reguł egzekucji, nie akceptują opieszałości komorników, banków, ZUSu…

A przecież istnieją już narzędzia informatyczne, które zza biurka pozwalają komornikowi działać szybko i skutecznie. Dostęp do ksiąg wieczystych czy system OGNIVO. Ciągle mało popularne wśród komorników.

Każdy z nas cieszyłby się, gdyby egzekucja (oczywiście dotyczy to tytułów wykonawczych) wyglądała tak: po złożeniu wniosku wraz z tytułem wykonawczym (nawet niech będzie na papierze) komornik z urzędu, nawet bez wniosku, wykonuje następujące czynności, przy wykorzystaniu systemu on-line: w KW bada istnienie nieruchomości i składa odpowiednie wnioski, w systemie OGNIVO pyta o konta i je zajmuje, wypełnia wnioski do ZUS o płatników składek, w urzędzie skarbowym zajmuje zwroty nadpłaconych podatków, w CEPIKU sporządza wnioski o wpis zajęcia pojazdów, w ewidencji gruntów pyta o działki…

A po co to wszystko? Żeby przywrócić równowagę zachwianą przez dłużnika, osobę nieuczciwą, żyjącą kosztem innych. Żeby wierzyciel nie był po raz drugi pokrzywdzony przez system.

Pamiętajmy, że nowoczesne państwo to nie tylko e-administracja, ale także e-egzekucja.

A na razie jest co najwyżej e… egzekucja.

Kilkakrotnie miałem do czynienia z taką sytuacją, że pojawiał się chętny na nabycie nieruchomości, która nie sprzedała się podczas egzekucji. Tak było zwłaszcza trzy lata temu podczas boomu budowlanego (i ogólnej prosperity), gdy na rynku było więcej pieniędzy. Wierzyciel niecierpliwił się i żądał złożenia wniosku o egzekucję. A ja byłem bezradny (czego bardzo nie lubię).

Dlaczego?

Z powodu art. 985 § 1 kpc, który przewidywał, że

„nowa egzekucja z tej nieruchomości może być wszczęta dopiero po upływie roku”

W razie złożenia wniosku przed tym terminem sąd po prostu umarzał egzekucję.

Nowelizacja kpc z 19 sierpnia 2011 r. termin ten skraca do 6 miesięcy. To dobra informacja.

Drugim pozytywnym rozwiązaniem jest to, że w końcu wyjaśniono, od kiedy ten półroczny termin  należy liczyć. Aktualnie praktyka jest różna, najczęściej liczy się od umorzenia postępowania egzekucyjnego, a nawet prawomocności postanowienia w tej sprawie (co jeszcze powoduje przedłużenie tego terminu). Nowela kpc z 19.08.2011 r. stanowi, że termin ten biegnie od drugiej licytacji. To też dobra zmiana.

Żeby nie trzymać Cię w niepewności już pokazuję, jak będzie brzmiał nowy art. 985 § 1 kpc:

Jeżeli po drugiej licytacji żaden z wierzycieli nie przejął nieruchomości na własność, postępowanie egzekucyjne umarza się i nowa egzekucja z tej nieruchomości może być wszczęta dopiero po upływie 6 miesięcy od daty drugiej licytacji.

Bez zmian pozostaje natomiast § 2 tego artykułu, który „ważność” operatu ustala na 3 lata, chyba, że zmiany zażądają strony postępowania.

Wydaje się, że pozwoli to na większą skuteczność egzekucji z nieruchomości, tym bardziej, że ogłoszenia o licytacji będą publikowane w Internecie.

 

Pod koniec czerwca zastanawiałem się, czy firma windykacyjna może skutecznie zadebiutować na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych. Miesiąc później (z lekkim opóźnieniem) spółka PRESCO pojawiła się na parkiecie. Zainteresowanie było dość spore, a spółka dała zarobić na debiucie. Cena emisyjna wyniosła 6 zł, zaś na koniec pierwszego dnia 6,40 zł (maximum tego dnia wyniosło nawet 7,09 zł). Wartość oferty tej spółki wyniosła 22,2 mln zł. Aktualnie (na koniec sierpnia) cena wynosi około 5,85 zł.

Czyli jest jakiś rynek dla takich spółek.

Nic dziwnego, dłużników przybywa. Kiedy kolejne IPO?

1 103 104 105 106 107 118 Strona 105 z 118