Wszędzie aż huczy. Amber Gold. Afera zatacza coraz szersze kręgi i nie wiadomo, kogo dosięgnie. Ale przyjdzie taki moment, że trzeba będzie się zastanawiać nad dochodzeniem wierzytelności od spółki czy członków jej zarządu.

W związku z tą aferą do naszej Kancelarii kierowane były pytania o możliwość przygotowania pozwu zbiorowego. Ostatecznie – jak wynika z doniesień prasowych – będzie to robiła inna firma. Ale czy w ogóle to możliwe? Miałem wątpliwości i mam je nadal. Co nie zmienia faktu, że trzeba działać szybko, ale rozsądnie.

Sprawa jest „rozwojowa”, jak to się mówi w prokuraturze, i nie chcę się wypowiadać bez znajomości faktów (a nie doniesień o faktach). Czy ktoś popełnił błąd? Gdzie? Prokuratura czy Sąd? To pewnie zostanie wyjaśnione, może nawet przez Komisję Śledczą.

Mam nadzieję, że przy okazji różnych mądrości głoszonych we wszystkich mediach ktoś zwróci uwagę na Rejestr Dłużników Niewypłacalnych, będący częścią Krajowego Rejestru Sądowego.

Jeżeli Plichta był skazany to informacja o tym była zawarta w Krajowym Rejestrze Karnym. Gdyby ten rejestr był połączony z KRS to sąd rejestrowy nie wpisałby Marcina Plichty vel Stefańskiego do swojego rejestru. Przy rejestracji w systemie pojawiłaby się tzw. przeszkoda. O tym poczytasz na fajnym blogu Błażeja Sażalskiego.

A gdyby Plichta był wpisany do RDN to każdy mógłby to sprawdzić. Nie tylko Sąd.

Samo wpisanie na wiosek wierzyciela kosztuje 300,- zł. Dlaczego aż tyle? Przecież tego się nawet nie publikuje w Monitorze Sądowym i Gospodarczym. Do takich wpisów bardziej pasuje opłata 40,- zł, jak za złożenie dokumentów finansowych (których zarząd Amber Gold i tak nie składał).

Niestety, oba rejestry nie są połączone, RDN jest praktycznie martwy, dostęp do danych w nim utrudniony. Bez sensu. Uważam, że z takiego rejestru można zrobić Rejestr Podmiotów Niewiarygodnych i zapewnić łatwy do niego dostęp. Najlepiej on-line, tak jak cały KRS. Wówczas każdy będzie mógł sprawdzić, czy Plichta i jemu podobni są rzetelni. I może zastanowi się, zanim odda mu swoje 100.000,- zł.

A może się nie zastanowi?

Z okazji wakacji (oraz dużej ilości praktykantów) porządkujemy akta naszych klientów. Jednym z nich jest dość spora firma w branży reklamowej – duża ilość klientów na różne kwoty, małe i duże.

Poprosiłem moich nieocenionych kolegów aplikantów o statystyki z tych akt (obejmują sprawy wszczęte w 2012 r. zakończone do czerwca tego roku). Wyszło na tyle dobrze, że można się pochwalić 🙂

46 spraw w sądzie (EPU w mniejszości, jest wolniejsze od „normalnego” sądu).

45 spraw zakończonych pozytywnie ugodą sądową, nakazem lub wyrokiem.

102.903,66 zł odzyskanych kwot należności głównej (bez kosztów i odsetek).

1 sprawa przegrana  – na 1.825,- zł

1 bezskuteczna egzekucja, na kwotę 2.305,80 zł. Dłużnik wyjechał na Kajmany. Kiedyś pewnie jednak wróci…

Okazuje się, że praca z sensem przynosi jednak dobre efekty.

Upadłość przedsiębiorcy jest zdarzeniem przykrym, ale chyba nieodzownym w normalnie funkcjonującej gospodarce. A teraz zdarza się częściej niż zwykle. Z Twojego punktu widzenia jest interesująca dlatego, że może spotkać również Twojego dłużnika.

Prawu upadłościowemu można pewnie poświęcić cały blog (zresztą to bardzo fajny temat, połączenie prawa i ekonomii), dlatego nie chcę zanudzać Cię szczegółami. Na potrzeby tego wpisu pamiętaj jedynie, że możliwa jest upadłość likwidacyjna oraz układowa. Ta pierwsza następuje wówczas, gdy nie ma większych szans na wyjście z długów, ale jest jakiś majątek do podziału między wierzycieli. Upadłość układowa to po prostu zawarcie grupowej umowy co do redukcji zadłużenia (ustawa nazywa to „restrukturyzacją”) i oczekiwaniu na jej spłatę przez dłużnika, który usiłuje się wygrzebać z dołka… O tym, czy warto głosować za układem, powinna decydować analiza ekonomiczna propozycji układowych i możliwości dłużnika.

Nie ma automatyzmu w tych sprawach. Znam układy, które zostały w pełni (a nawet przed terminem) zrealizowane. Ale znam i takie, które dość szybko przerodziły się w upadłość likwidacyjną…. Zawsze warto to starannie rozważyć.

Jeżeli dojdziesz do wniosku, że są szanse na przynajmniej częściową spłatę, to możesz głosować za układem. W układzie („umowie zbiorowej”) uczestniczą niemal wszyscy wierzyciele. Nie obejmuje on jednak kilku kategorii wierzytelności (np. alimentów, rent z tytułu odszkodowania za wywołanie choroby, niezdolności do pracy, kalectwa lub śmierci), zaś inne mogą być do układu przez wierzycieli włączone (np. należności ze stosunku pracy oraz wierzytelności zabezpieczone hipoteką).

I jak układ zostanie zatwierdzony, to trzymaj kciuki za dłużnika.

Tyle tytułem wprowadzenia. W tym wpisie chciałbym opisać ciekawy przypadek, jaki ostatnio prowadziła moja Kancelaria, a mający związek właśnie z upadłością układową.

Otóż o kilku miesięcy trwał spór o zapłatę należności pomiędzy wierzycielem (naszym klientem) a dłużnikiem. Sąd pierwszej instancji zasądził całą należność dochodzoną pozwem, uznając ją za oczywistą. W apelacji dłużnik kwestionował co się dało (chociaż bez specjalnego przekonania), ale podniósł też jeden nowy zrzut: w międzyczasie zawarł z wierzycielami prawomocny układ i wobec tego sprawa nie może się toczyć, bo nasz klient też jest tym układem objęty. Zrobiłem „wielkie oczy” bo nic o upadłości nie wiedziałem. Czy ten dłużnik miał rację i rzeczywiście muszę w tym układzie uczestniczyć?

Nic bardziej mylnego.

Kwestię tę wyjaśnia art. 290 ustawy prawo upadłościowe i naprawcze:

1. Układ wiąże wszystkich wierzycieli, których wierzytelności według ustawy objęte są układem, choćby nie zostały umieszczone na liście.

2. Układ nie wiąże wierzycieli, których upadły umyślnie nie ujawnił i którzy w postępowaniu nie uczestniczyli.

Chodzi o to, że upadły dłużnik powinien w postępowaniu ujawnić wszystkich znanych mu wierzycieli na samym początku, czyli już we wniosku o ogłoszenie upadłości układowej (albo w trakcie postępowania). O układzie wierzyciel może dowiedzieć się sam, np. od innych osób i zgłosić się do tego postępowania.

Z różnych jednak względów dłużnicy pomijają swoich wierzycieli. I czynią to umyślnie, o czym mówi ustęp 2 zacytowanego przepisu. Głównie dłużnikom chodzi o to, by łatwiej „przepchnąć” układ podczas głosowania, zwłaszcza, gdy wierzyciel przemilczany ma dużą wierzytelność i mógłby nie zgodzić się na dużą redukcję. I tak było właśnie w moim przypadku.

Musiałem zatem udowodnić, że dłużnik umyślnie pominął mojego klienta przy układzie. Ustalenie tego polegało na zbadaniu ksiąg rachunkowych oraz wniosków składanych do sądu upadłościowego. Zajęło to kilka miesięcy, ale się opłaciło.

Okazało się bowiem, że w księgach dług już figurował, jednak we wniosku o ogłoszenie upadłości układowej złożonym przez dłużnika wierzyciel nie został zgłoszony.

I jak to tego odniósł się Sąd? Ano tak:

W konsekwencji uzyskaliśmy tytuł wykonawczy i komornik sprawnie przeprowadził egzekucję (no, może prokuratura trochę pomogła).

Jaki z tego wniosek dla Ciebie? Przyglądaj się upadłościom układowym swoich dłużników. I sprawdzaj, jeżeli mówią Ci, że musisz w układzie uczestniczyć, chociaż Ty nic o nim wcześniej nie wiedziałeś. Może okazać się, że Twoje wierzytelności wcale nie zostały „zrestrukturyzowane”.

 

Jako prawnicy bardzo mocno działamy w Internecie, dlatego jakiś czas temu zaangażowaliśmy się we współpracę w Internetową Giełdą Długów dlugi.info.


Im głośniej mówi się o dłużniku tym większa szansa, że zapłaci swój dług (to może zbytnie uproszczenie, ale coś w tym jest).

Dlatego uciszył mnie fakt, że do tej giełdy przystąpiła Grupa Polskie Składy Budowlane SA, naprawdę duży gracz na rynku materiałów budowlanych.

Dla firmy współpracującej z dlugi.info tworzona jest specjalna giełda partnerska, poprzez którą można wystawiać i nabywać wierzytelności.  Również dla mojej Kancelarii została utworzona taka giełda.

Jeżeli interesuje Cię ta tematyka, zapraszam na naszą giełdę! A przed zawarciem umowy sprawdź swojego kontrahenta, czy nie figuruje już na giełdzie.

 

O korzyściach płynących z cyfryzacji wymiaru sprawiedliwości już pisałem i to nie raz. Są one oczywiste.

Jednym z elementów tejże cyfryzacji jest Nowa Księga Wieczysta (NKW).

Celem tego ambitnego projektu jest m.in.

zwiększenie bezpieczeństwa obrotu nieruchomościami, usprawnienie postępowań dotyczących ksiąg wieczystych, jak również zapewnienie centralnego, jednolitego i łatwego dostępu do ksiąg wieczystych.

Trwają też prace nad tym, żeby wprowadzić możliwość otrzymywania za pośrednictwem Internetu odpisów i wyciągów z ksiąg. Dokumenty te mają mieć moc zrównaną z tradycyjnym wydrukiem. Duże brawa. Niestety, będzie to odpłatne, tak jak teraz (oby tylko KRS nie poszedł tą drogą).

Projekt przewiduje także nowe  funkcjonalności (a właściwie poszerzenie tych już istniejacych). Chodzi wyszukanie ksiąg wieczystych w CBDKW. Co to jest?

Polega na możliwości wyszukania ksiąg wieczystych według konkretnego, zdefiniowanego kryterium wyszukania (np. danych identyfikacyjnych nieruchomości, danych osobowych właściciela). Wyszukanie ksiąg wieczystych w CBDKW ma gwarantować sprawne i skuteczne realizowanie uprawnień przysługujących państwu, a konkretyzowanych w normach szczególnych, na przykład w celu odszukania składników majątku dłużnika w sądowym postępowaniu egzekucyjnym.

Będzie więc powszechna możliwość wyszukiwania przez komorników danych o nieruchomościach dłużników (rozwiązanie takie już funkcjonuje, ale nie jest powszechnie dostępne).

Niestety, projekt zakłada odpłatność dostępu. Jedynie dla sądów, prokuratur, administracji rządowej i ZUS będzie to nieodpłatne. Mam tylko nadzieję, że będą to kwoty rzędu 5 zł.

A tak przy okazji nasuwa się taka refleksja, że wierzyciele publiczni, typu urząd skarbowy czy właśnie ZUS znowu będą lepiej traktowani niż całą reszta…

 

1 76 77 78 79 80 118 Strona 78 z 118