Skuteczna egzekucja uzasadnia czasami sięganie po wyrafinowane instrumenty ekonomiczne i prawne, co z kolei wymaga dość szczegółowej wiedzy z innych dziedzin prawa. Dotyczy to zwłaszcza sytuacji, gdy chcesz zaspokoić swoje roszczenie w sposób inny niż „oczywista” egzekucja z ruchomości, nieruchomości czy rachunków bankowych.

O egzekucji z weksla pisałem niedawno. Bez znajomości prawa wekslowego ciężko coś zrobić w tym zakresie.

Podobne problemy można napotkać przy egzekucji np. z akcji. Warto wówczas współpracować z ekspertem w zakresie spółek handlowych. Zwłaszcza wówczas, gdy akcje lub udziały są jedynym majątkiem dłużnika. Pamiętaj, że w takiej egzekucji chodzi zarówno o same akcje (mają jakąś wartość), ale też o zysk, jaki na nie przypada czy sumy, jakie zostaną wypłacone po likwidacji spółki.

Egzekucję z akcji prowadzi się wg przepisów kpc o egzekucji z innych praw majątkowych (art. 909 i n. kpc). Zajęcie, wycena, opis, sprzedaż. Etapy podobne, chociaż są istotne różnice. Jedną z nich jest zakres, w jakim wierzyciel może korzystać z zajętego prawa.

Dotyczy tego art. 910 (2) § 1 kpc:

Z mocy zajęcia wierzyciel może wykonywać wszelkie uprawnienia majątkowe dłużnika wynikające z zajętego prawa, które są niezbędne do zaspokojenia wierzyciela w drodze egzekucji, może również podejmować wszelkie działania, które są niezbędne do zachowania prawa.

Okazuje się, że pomysłowość dłużników (oraz należących do nich spółek) jest ogromna, zwłaszcza jeżeli chodzi o ucieczkę przed płaceniem długów.

Otóż w jednej z opisywanych przez prasę spraw wierzyciel zajął akcje należące do dłużnika. I to nie byle jakie akcje, tylko uprzywilejowane co do głosu i udziału w majątku po likwidacji. Akcji nie udało się sprzedać, ale spółka nadal działała.

I co zrobili jej akcjonariusze? Otóż wpadli na pomysł ciekawej transakcji: podzielili spółkę w ten sposób, że cały majątek wyprowadzili do nowej spółki z ograniczona odpowiedzialnością i umorzyli wszystkie akcje z wyjątkiem tych zajętych przez komornika. Jaki był efekt? Dłużnik został ze 100% akcji spółki pozbawionej majątku. Biedak…

Czy wierzyciel mógł coś z tym zrobić? Mógł zaskarżyć taką uchwałę na podstawie przepisów ksh i właśnie art. 910 (2) § 1 kpc. I tak zrobił. Doprowadziło to do tego, że Sąd Najwyższy podjął uchwałę (25.11. 2011 r., III CZP 64/11), uznając, wierzyciel ma takie prawo, choćby ustanowiono zarządcę. Wierzyciel musi jednak dochować terminów na zaskarżanie uchwał wynikających z art. 425 ksh.

Podobnie Sąd Najwyższy orzekł w odniesieniu do udziałów w spółce z o.o. w wyroku z 30.1.2009 r. (II CSK 355/08).

Listopadowa uchwała Sądu Najwyższego jest istotna z tego punktu widzenia, że podkreśla samodzielność wierzyciela w postępowaniu egzekucyjnym. Możliwość wytaczania powództw o stwierdzenie nieważności uchwał to kolejny (chociaż dość skomplikowany) instrument służący do walki z dłużnikami. Dłużnik musi pamiętać o biblijnej zasadzie

kto mieczem wojuje ten od miecza ginie

Prasa doniosła, że szacowna Komisja Kodyfikacyjna Prawa Cywilnego pracuje nad projektem zmian w kpc, które mają umożliwić składanie wniosków o egzekucję i innych pism do komornika w formie elektronicznej. Chodzi zarówno o  wnioski o wszczęcie egzekucji (tak jak w EPU) jak i pozostałe wnioski w trakcie egzekucji oraz inną korespondencję z komornikiem. I tak ma być przez całe postępowanie egzekucyjne.

W końcu ktoś na to wpadł. Oby tylko komornicy przygotowali się do tego technicznie i mentalnie. Bo pełnomocnicy wierzycieli na pewno już są do tego przygotowani.

A poza tym zajmowanie rachunków dłużników ma być natychmiastowe i on-line. Nie tak jak teraz, że trzeba czekać nieraz tygodniami aż urzędnik bankowy łaskawie coś zrobi. Jerzy Bańka ze Związku Banków Polskich powiedział:

Zawiadomienia przesyłane drogą elektroniczną przez specjalnie utworzony system teleinformatyczny, obsługujący zajęcia wierzytelności, znacznie skróci czas egzekwowania należności z rachunku bankowego.

I ma chyba rację. Tylko kto i kiedy stworzy taki system? Do systemu OGNIVO nie wszyscy przystąpili. Czy teraz będą musieli?

To na razie tylko wstępny projekt, na początku łańcucha pokarmowego systemu tworzenia prawa, ale zdecydowanie popieram wszystkie tego typu rozwiązania.

Może kiedyś rzeczywiście powstanie e-egzekucja?

Od samego początku na tym blogu namawiam Cię do tego, byś nie wyrzucał starych tytułów wykonawczych. Głównie ze względu na 10letnie przedawnienie.

Ale nie tylko.

Musisz pamiętać, że stan prawny jest dynamiczny (może nawet zbyt dynamiczny). Aktualnie obowiązujące przepisy nie zawsze miały taką treść jak obecnie. I nie zawsze do starych spraw stosuje się nowe regulacje – czasami bywa tak, że do starych zagadnień zastosowanie będą miały stare przepisy.

Uwaga to dotyczy także odpowiedzialności jednego z małżonków za długi drugiego małżonka. Obecnie „rozciągnięcie” odpowiedzialności na drugiego małżonka jest dość trudne, o czym już pisałem. Jednak nie zawsze tak było.

A właściwie kiedyś uzyskanie klauzuli wykonalności przeciwko małżonkowi dłużnika było bardzo proste.

Najważniejsze jest to, że te super łaskawe stare przepisy można w niektórych sytuacjach stosować nadal. Przyjrzyjmy się zatem, o co chodzi.

Chodzi o to, że do 20 stycznia 2005 r. podstawowy dla odpowiedzialności małżonka przepis art. 787 kpc brzmiał następująco:

§ 1. Tytułowi egzekucyjnemu, wydanemu przeciwko osobie pozostającej w związku małżeńskim, sąd nada klauzulę wykonalności także przeciwko jej małżonkowi, z ograniczeniem jednak jego odpowiedzialności do majątku objętego wspólnością majątkową. Przed nadaniem klauzuli wykonalności sąd wysłucha małżonka dłużnika. § 2. W postępowaniu o nadanie klauzuli wykonalności sąd, na wniosek małżonka dłużnika, orzeka również o ograniczeniu lub wyłączeniu możliwości zaspokojenia się przez wierzyciela z majątku wspólnego.

Oznaczało to, że do uzyskania klauzuli wykonalności wystarczające było udowodnienie, że dłużnik pozostawał w związku małżeńskim, zarówno w chwili powstania tytułu egzekucyjnego (np. nakazu) jak i w chwili nadawania klauzuli wykonalności. Dlatego śmierć dłużnika wykluczała stosowanie tego przepisu. Do wykazania istnienia małżeństwa służył akt zawarcia małżeństwa, jaki bardzo łatwo można było uzyskać w Urzędzie Stanu Cywilnego powołując się na interes prawny w postaci np. nakazu zapłaty i chęci rozciągnięcia odpowiedzialności właśnie przeciwko małżonkowi.

W takim postępowaniu sąd nie badał istnienia długu a jedynie to, czy istnieje wspólność majątkowa małżeńska, czy nie została zniesiona przez małżonków. Jednak taką umowę (i jej skuteczność wobec wierzyciela) udowodnić musiał dłużnik lub jego małżonek. Małżonek mógł również zarzucić, że wierzytelność dotyczyła majątku odrębnego (dzisiaj nazywa się on majątkiem osobistym).

W większości przypadków, przy typowym układzie stosunków majątkowych w małżeństwie, sądy nadawały klauzule wykonalności. Sam z tego korzystałem wiele razy.

Ok., ale przepis ten nie obowiązuje już od stycznia 2005 r.!

Niekoniecznie. Okazuje się bowiem, że ustawodawca w przepisach przejściowych do nowelizacji kpc, uregulował korzystnie dl Ciebie te kwestie. Zgodnie z art. 5. ust. 6 ustawy z dnia 17 czerwca 2004 r. o zmianie ustawy – Kodeks rodzinny i opiekuńczy oraz niektórych innych ustaw (Dz. U. Nr 162, poz. 1691)

Jeżeli roszczenie powstało przed wejściem w życie ustawy, egzekucję prowadzi się według przepisów dotychczasowych.

Oznacza to, że możesz skorzystać ze starego brzmienia art. 787 kpc, jeżeli samo tylko zobowiązanie powstało przed 20.01.2005 r. Nie musisz nawet mieć nakazu zapłaty (chociaż to akurat nie jest jednoznaczne). Jeżeli więc teraz pozwiesz swojego dłużnika za stary dług (o ile nie jest przedawniony a on tego nie podniesie) to będziesz mógł sięgnąć do majątku wspólnego dłużnika i jego małżonka bez potrzeby trudnego wykazywania zgody na daną czynność. To ogromne ułatwienie.

Jeżeli zaś masz tytuł egzekucyjny sprzed 2005 r. to go nie wyrzucaj, tylko zastanów się, czy dłużnik nie ma żony (lub męża). W takiej sytuacji nie ma żadnej wątpliwości co do stosowania starych przepisów.

Rozwiązanie to ma oczywiście drugą stronę medalu – małżonek może bronić się wg starych przepisów. Ale i tak ogólny bilans wypada na Twoja korzyść.

Pamiętaj także, że opłata sądowa od takiego wniosku należy się już wg nowych przepisów i wynosi 50 zł.

Wczoraj wziąłem udział w seminarium Rynek ciepła w Toruniu, gdzie mój wspólnik Piotr Zamroch, specjalista w zakresie inwestycji sieciowych, wygłosił referat „Służebność przesyłu w praktyce i jej wpływ na funkcjonowanie systemu ciepłowniczego”. O służebności tej niedługo powstanie jego blog, mnie natomiast zainspirowało wystąpienie prezesa jednej z największych spółdzielni mieszkaniowych w Toruniu, który powiedział, że

Spółdzielnia mieszkaniowa jest jak zdołowana wróżka, która poszła do psychologa i powiedziała, że nie widzi swojej przyszłości.

Nie wiem, czy spółdzielnie kiedykolwiek były jak wróżki, jednak ich przyszłość rzeczywiście jest dość niejasna. Takie czasy…

Jednym z powodów tej sytuacji jest z pewnością zakaz tworzenia spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu (kiedyś było jeszcze „mieszkalnego”), a więc podstawowego prawa, na którym opierała się spółdzielczość.

Na szczęście prawa już utworzone istnieją i nikt nie chce ich na siłę likwidować. A jak przeprowadzić z tego prawa egzekucję? I czy w ogóle jest to możliwe?

Wyjaśnia to art. 17 (2) ust. 1 ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych.

Spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu jest prawem zbywalnym, przechodzi na spadkobierców i podlega egzekucji. Jest ono ograniczonym prawem rzeczowym.

A jak tę egzekucję przeprowadzić? To również wyjaśnia ta ustawa, a dokładnie jej art. 17 (13)

Do egzekucji ze spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu stosuje się odpowiednio przepisy o egzekucji z nieruchomości.

A więc zgodnie z kpc, stosowanym odpowiednio (odpowiednio to takie niedookreślone pojęcie, jedno z moich ulubionych). Chodzi oczywiście o art. 921-1113 kpc. Egzekucja zatem przebiegnie tak jak przy nieruchomościach:

1)      zajęcie prawa do lokalu,

2)      dokonanie jego opisu i oszacowania,

3)      sprzedaż licytacyjna,

4)      przysądzenie prawa na rzecz licytanta.

Taki tryb stosuje się zarówno do prawa, dla którego ustanowiono księgę wieczystą (jest to coraz popularniejsze), jak takiego, dla którego księgi nie ma. Jeżeli księga jest, to komornik dokona w niej wzmianki o egzekucji (kosztuje to 60 zł).

Pamiętaj, że licytant ma roszczenie o przyjęcie w poczet członków spółdzielni (ale obecnie nie musi z tego korzystać).

Można pewnie stworzyć by oddzielny blog o samej tylko egzekucji z nieruchomości. Odmienności jednak w odniesieniu do prawa spółdzielczego jest naprawdę niewiele.

O czym warto pamiętać:

Po pierwsze o tym, że wierzytelność spółdzielni mieszkaniowej z tytułu nie wniesionego wkładu budowlanego związana z tym prawem jest uprzywilejowana co do kolejności. Podlega ona bowiem zaspokojeniu przed należnością zabezpieczoną hipotecznie, a więc przed kategorią 5. Taka jakby kategoria 4 i 1/2. Może zatem się okazać, że ustanowisz hipotekę, ale nic nie dostaniesz, bo Twój dłużnik zalegał wobec spółdzielni. Dlatego warto już na samym początku przez komornika ustalić, czy nie ma tych zaległości.

Po drugie przy licytacji tego prawa wierzyciel hipoteczy może łatwiej przejąć prawo „na własność” w przypadku braku licytantów na pierwszej licytacji. Uwaga: może tak zrobić tylko wierzyciel hipoteczny (a nie każdy wierzyciel). A do tego nie musi on składać rękojmi. Cena przyjęcia wynosi nie mniej niż ¾ sumy oszacowania.

Przedmiotem egzekucji nie musza być tylko mieszkania (prawa do lokali mieszkalnych). W miastach dość chodliwym towarem są garaże (prawo do garaży) czy prawa do lokali użytkowych. W tej chwili prowadzę egzekucję skierowaną do prawa do domu jednorodzinnego w spółdzielni mieszkaniowej. Do tych wszystkich praw stosuje się właśnie przepisy o egzekucji z nieruchomości.

Okazuje się zatem, że nawet, jeżeli spółdzielczość nie jest w rozkwicie, to prawa powstałe w czasach dawnej świetności mogą pomóc Ci w odzyskaniu Twoich pieniędzy. Warto zatem poszukać tych praw, bowiem nie wszystkie spółdzielnie to ohydne blokowiska.

 

Wczoraj w moim ulubionym (i jedynym, którego słucham) programie radiowym, czyli Trójce, usłyszałem informację, że na dzisiaj (17 listopada) przypada Ogólnopolski Dzień bez Długów.

Inicjatorzy akcji tak piszą o swoim pomyśle:

Już po raz drugi obchodzimy w Polsce Dzień bez Długów. 17 listopada ma przypomnieć każdemu z nas o oddawaniu rodzinie i znajomym nawet najmniejszych pożyczonych kwot oraz nie kupowaniu „na zeszyt”. Dzień ten jest też okazją do kontaktu z wierzycielem lub indykatorem oraz do refleksji nad stanem naszych finansów osobistych.

Brawo. Brawo. Brawo.

Super akcja nastawiona przede wszystkim na prewencję, czyli na doradzanie, co zrobić, żeby nie wpaść w długi czy – jeszcze gorszą – spiralę zadłużenia. Okazuje się bowiem, że mamy coraz większe problemy ze spłatą należności, a nie zawsze racjonalnie potrafimy planować wydatki.

Dobrze, że są takie akcje. W sieci roi się bowiem od porad jak uniknąć spłaty długów, jak wykiwać wierzyciela i wymigać się od odpowiedzialności. Takie fora czy grupy dyskusyjne jeszcze tylko pogłębiają poczucie bezkarności dłużników.

17 listopada to niepowtarzalna okazja, aby zmobilizować się do aktywnych działań w kierunku spłaty zobowiązań.

Dobre i to, chociaż zapewne wolałbyś, żeby każdy dzień był okazją do spłaty Twoich wierzytelności.

 

1 96 97 98 99 100 118 Strona 98 z 118