Jakiś czas temu pisałem o możliwości skierowania do egzekucji wyroku wydanego w sprawie karnej, w którym to wyroku sąd zasądził na rzecz pokrzywdzonego określoną sumę pieniężną. Wiele osób o tym zapomina, chociaż przyznam, że ja osobiście do fanów dochodzenia roszczeń w postępowaniu karnym nie należę. Jednak są przypadki, gdzie to się opłaca.

I właśnie z takim przypadkiem miałem ostatnio do czynienia. Otóż podczas sprawdzenia kwestii formalnoprawnych u nowego klienta poprosiłem również o stare wyroki karne, jakie im na przestrzeni ostatnich lat były doręczane. A że były takie sprawy to byłem pewien, bo to bardzo duża firma produkcyjna i statystyka wskazywała na sprawy o kradzieże.

Okazało się, że były i to całkiem sporo. Najwięcej właśnie za kradzieże dokonywane przez pracowników.

Okazało się również, że w przeszłości nikt tych wyroków nie czytał. Szło do segregatora i tyle. A to duży błąd. Dlaczego? Bo często w tych wyrokach zasądzane były odszkodowania. Np. takie jak to poniżej.

Ponad 20.000 zł piechotą nie chodzi. A wyznaczony przez Sąd termin na zapłatę minął już dość dawno.

Spytałem więc, czy odszkodowanie zostało zapłacone? Nikt nie wiedział… Ostatecznie po dość długim sprawdzaniu wyjaśniono, że nie zostało.

Spytałem zatem, czy wystąpili o nadanie temu wyrokowi klauzuli wykonalności. Tego też nikt nie wiedział, ale to akurat można było ustalić telefonicznie w sądzie… Nie wiedzieli nawet, że po kilku latach można to zrobić.

W konsekwencji, po nadaniu klauzuli wykonalności, w kilka miesięcy komornik ściągnął dług. To nic, że bez odsetek, ważne, że kwota główna spłacona.

A dlaczego o tym pisze?

Żeby uczulić Ciebie wierzycielu, zwłaszcza gdy jesteś przedsiębiorcą, byś nie wyrzucał starych wyroków sądów karnych. Pamiętaj o tym długu i po wskazanym okresie skieruj wniosek do komornika (wcześniej sąd nie nada Ci klauzuli wykonalności). Może dłużnik poukładał sobie życie i może spłacić dług?

O ile nie siedzi w więzieniu, co się dość często zdarza…

Co jakiś czas czytelnicy zadają mi pytanie, czy świadczę usługi w zakresie objętym tematyką bloga.

No cóż, większość wpisów pochodzi z mojej praktyki, zaś opisywane sprawy wydarzyły się naprawdę. Zdarzyły się w Waszych sprawach. Sukcesy ale i porażki.

Zatem tak, oczywiście świadczę usługi polegające na wspieraniu Was w dochodzeniu wierzytelności, na wszystkich etapach ich istnienia (a czasami nawet i dalej…).

Żeby ułatwić Wam poszukiwanie informacji sprawie prowadzonej działalności dodałem zakładkę na stronie bloga  –  USŁUGI.

Zapraszam.

 

Pisałem już kilkakrotnie o perypetiach z pewnych dłużnikiem. Prokuratora umorzyła, sąd uchylił to postanowienie, prokuratora wszczęła śledztwo…

Właśnie otrzymałem postanowienie z prokuratury. O umorzeniu śledztwa.

Okazuje się, że dłużnik ma innych wierzycieli, ale nie jest prawdą, że płaci tylko niektórym. Okazuje się bowiem, że długi płaci za niego matka.

Mogę teraz wnieść „prywatny” akt oskarżenia albo złożyć wniosek o zakaz działalności.

Raczej wybiorę to drugie. I zobaczymy, jaki będzie efekt…

 

 

Zamiast świętować otwarcie EURO 2012 i oglądać mecz Polska-Grecja, postanowiłem zwiedzić Berlin. Z Torunia to raptem nieco ponad 5 godzin samochodem (z czego 3 po autostradach). Znacznie szybciej niż do Zakopanego.

Bardzo ciekawe miasto, z interesującą historią, także tą najnowszą (z której zrobiono niezły show).

Ale tym, co podobało mi się najbardziej, była Wyspa Muzeów – Museumsinsel. Kiedyś pasjonowała mnie historia starożytna, dlatego kilka godzin spędziłem w Muzeum Pergamońskim.

Fantastyczne zbiory, prezentowane w budynku specjalnie dla tych zbiorów zbudowanym.

I podczas tego zwiedzania naszła mnie refleksja: przecież te zbiory to historia zupełnie innego narodu, innego kraju. I nie są prezentowane tam, gdzie je znaleziono. Nie w Grecji, Iranie czy Egipcie. Ale w Niemczech.  Ponad 100 lat temu do Niemiec przywieziono ogromne ilości „starożytności”, a nawet całe budynki! Przecież brama Isztar to ogromna budowla.

Czy do Niemiec zostały przywiezione wbrew woli „naturalnych” właścicieli? W jakiejś części na pewno tak.

Czy gdyby jednak zostały w miejscu, gdzie je znaleziono, to czy teraz można by je badać i oglądać?

Raczej nie.

I czy skoro w niektórych krajach są już warunki do zapewnienia należytej troski tym zabytkom, to czy powinny wrócić? Czy pięknej królowej Nefretete (zakaz fotografowania) będzie lepiej w Berlinie czy Kairze?

Jako prawnik kiedyż zajmowałem się przez chwilę prawnymi aspektami ochrony zabytków i wiem, że jest to dziedzina prawa bardzo politycznie uwarunkowana. I bez międzynarodowej współpracy nic zrobić się nie da.

A tymczasem nie oglądając się przeszłość komornicy międzynarodową współpracę rozwijali na XXI Międzynarodowym Kongresie Komorników Sądowych, który w dniach 1-4 maja 2012 r. odbył się w Kapsztadzie.

Podczas tego Kongresu omówiono projekt Digital Trust Project. Ma on niedługo umożliwić komornikom sądowym na całym świecie zarówno bezpośrednie, elektroniczne porozumiewanie się, jak i wykonywanie „e-czynności”. Więcej informacji tutaj.

To by była prawdziwa rewolucja.

 

Wyborcza.biz razem ze swoimi ekspertami przygotowała dziesięć propozycji zmian w prawie, których wprowadzenie ma poprawić warunki prowadzenia biznesu w Polsce. Popieram zdecydowanie cały ten dekalog.

Ale jedna propozycja podoba mi się szczególnie:

„aby orzekanie zakazu prowadzenia działalności gospodarczej wobec przedsiębiorców, którzy zbyt późno złożyli wniosek o ogłoszenie upadłości, było obligatoryjne”

Obligatoryjny zakaz działalności dla nierzetelnego przedsiębiorcy czy prezesa. To dobre rozwiązanie, ale pod warunkiem, że przesłanki do ogłoszenia upadłości będą jednakowo rozumiane. Bo teraz jest tak:

  1. prokuratura w sprawach z art. 586 ksh nie widzi jeszcze przesłanek do upadłości;
  2. sąd gospodarczy przy sprawie z art. 299 ksh uważa, że przesłanki ogłoszenia upadłości były już dawno, co oznacza przedawnienie;
  3. ten sam sąd w sprawie o orzeczenie zakazu działalności nie wie i powołuje biegłego.

A wszystko w tej samej sprawie, w tym samym stanie faktycznym.

 

1 79 80 81 82 83 118 Strona 81 z 118