Nie tak dawno cieszyłem się, że dochodzenie wierzytelności w Unii będzie łatwiejsze. A tu proszę, kolejne informacje w tej sprawie. Jak donosi dzisiejsza Rzeczpospolita (zastrzegam, że od piątego roku studiów, a więc już 15 lat, czytam wyłącznie „żółte strony”) donosi, że

Sądy krajowe w Unii mają dostać prawo zajmowania rachunku bankowego pozwanego. Urealni to ściąganie długów z zagranicy

Niestety, artykuł jest płatny, tak więc bliżej przyjrzyjmy się, o co chodzi.

Nowa instytucja to Europejski nakaz zabezpieczenia na rachunku bankowym. Wydawać będzie go sąd właściwy do rozpatrzenia sprawy cywilnej (bez upadłości, ubezpieczeń społecznych i arbitrażu). Do jego uzyskania potrzebne będzie uprawdopodobnienie zasadności roszczenia oraz ryzyka usunięcia mienia w późniejszej egzekucji. Nakaz zabezpieczenia będzie wydany na posiedzeniu niejawnym wskazana w nim zostanie kwota zabezpieczenia, a co najważniejsze, będzie korzystał z przymiotu wykonalności na terenie całej UE bez odrębnego postępowania.

Bank, który taki nakaz otrzyma, będzie miał obowiązek zablokowania konta i poinformowania o skuteczności zabezpieczenia. Co ciekawe, przepisy unijne mają nakazać w związku z tym krajom członkowskim wdrożenie mechanizmów ułatwiających pozyskanie informacji o rachunkach bankowych. I słusznie, bo bez tej wiedzy ENZNRB (to taki mój skrót) byłby wart tyle co wyrok w czasach Rzeczpospolitej Szlacheckiej.

W poprzednim tekście tego dotyczącym napisałem, że czekam na projekt ustawy. No i nie doczekam się, bowiem będzie to rozporządzenie, które znajdzie bezpośrednie zastosowanie, bez potrzeby zmiany kpc. A ma być wydane już na przełomie lat 2011 i 2012.

Komisja Kodyfikacyjna Prawa Cywilnego sporządziła pozytywny raport o tej koncepcji.

Myślę, że także wierzyciele będą zadowoleni. Oby tylko ułatwienia w międzynarodowej (jak to się ładnie mówi – transgranicznej) egzekucji nie skończyły się tylko na tym.

W dzisiejszej Rzeczpospolitej rozmowa ze Zbigniewem Ćwiąkalskim, karnistą, byłym Ministrem Sprawiedliwości (wcale niezłym).

Okazuje się, że młodzież garnie się do zawodu…. komornika. Na aplikację będzie zdawać prawie 650. młodych prawników. Jak to wyjaśnia Pan Profesor?

Dla nich po prostu jest dziś praca. Wręcz jej przybywa. Kiedyś firmy się głównie zakładało, teraz jest to już rzadsze. Sporo za to jest upadłości. Coraz więcej jest też orzeczeń do wykonania, które trafiają w ręce komorników. Nie bez znaczenia jest i to, że nasze sądy zasądzają coraz wyższe kwoty.

Trafne uwagi. Może dzięki większej ilości komorników pojawi się konkurencja, a co za tym idzie (lub powinno iść) zwiększenie jakości ich usług? A może nawet wzrośnie skuteczność egzekucji?  

Wiem, wiem, marzenia, ale czasami warto pomarzyć…

Na jednym z forów ktoś zadał pytanie, czy komornik może zająć konia. Chodzi oczywiście o zwierzę. Dyskusja szybko straciła merytoryczny charakter na rzecz bzdur, których nie warto przytaczać.

Ale samo pytanie było interesujące. Jaka jest poprawna odpowiedź?

Konie są różne: sportowe, pociągowe, rożne rasy, rodowody, etc. W Internecie bez problemu można znaleźć oferty sprzedaży. Jakie ceny? Różne, kilka, kilkanaście tysięcy. Koń zatem wartość rynkową ma, co oznacza, że można go sprzedać w toku egzekucji.

Przepisy nie sprzeciwiają się takiej sprzedaży. Co prawda zgodnie z art. 1 ust. 1 ustawy o ochronie zwierząt

Zwierzę, jako istota żyjąca, zdolna do odczuwania cierpienia, nie jest rzeczą. Człowiek jest mu winien poszanowanie, ochronę i opiekę.

to jednak stosownie do treści ustępu 2 tego artykułu

W sprawach nieuregulowanych w ustawie do zwierząt stosuje się odpowiednio przepisy dotyczące rzeczy.

Czyli można prowadzić egzekucję na podstawie przepisów dotyczących ruchomości.

Należy jednak pamiętać, że prawo zna wyjątki, kiedy konie nie podlegają egzekucji, o czym mówi nam art. 829 kpc:

Nie podlegają egzekucji:

4)  narzędzia i inne przedmioty niezbędne do osobistej pracy zarobkowej dłużnika oraz surowce niezbędne dla niego do produkcji na okres jednego tygodnia, z wyłączeniem jednak pojazdów mechanicznych.

Dla niektórych dłużników takim narzędziem może być właśnie koń (np. pociągowy).

Natomiast w sytuacji, gdy dłużnikiem jest rolnik (a więc nie inna osoba), zastosowanie mają przepisy rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z dnia 16 maja 1996 r. w sprawie określenia przedmiotów należących do rolnika prowadzącego gospodarstwo, które nie podlegają egzekucji sądowej. Akt ten stanowi, że niezależnie od przedmiotów wyłączonych spod egzekucji przez Kodeks postępowania cywilnego, egzekucji nie podlegają ponadto:

jeden koń z uprzężą, a w razie braku konia – jeden źrebak lub inne zwierzę pociągowe wraz z uprzężą,

zwierzęta gospodarskie w połowie okresu ciąży i w okresie odchowu potomstwa oraz potomstwo w okresie: źrebaki do 5 miesięcy (…)

W dużych hodowlach ogiery pełnią niewdzięczną rolę rozpłodników i dzięki temu również będą podlegać wyłączeniu spod egzekucji. Reguluje to § 3 powołanego rozporządzenia:

Zajęte zwierzęta gospodarskie, wpisane do księgi zwierząt zarodowych albo uznane za rozpłodniki odpowiednie do dalszej hodowli, wyłącza się spod egzekucji, jeżeli nie mogły być sprzedane osobie, która wykaże, że posiada gospodarstwo rolne, w którym istnieją warunki do dalszej hodowli.

Z punktu wiedzenia możliwości prowadzenia gospodarstwa rolnego takie wyłączenia są ze wszech miar potrzebne.

Nie ma zatem przeszkód, żeby koń został przez komornika zajęty i sprzedany na licytacji. Zgodnie bowiem z art. 844 (1) kpc

Przepisy dotyczące egzekucji z ruchomości stosuje się odpowiednio do egzekucji ze zwierząt, jeżeli nie jest to sprzeczne z przepisami dotyczącymi ochrony zwierząt.

Sam przebieg egzekucji musi wiec mieć na względzie zwierzę, co oznacza zapewnienie mu właściwej opieki, zwłaszcza, gdyby koń miał być oddane na przechowanie komuś innemu niż dłużnik. Osoba sprawująca dozór nad zwierzęciem powinna swoje obowiązki wykonywać starannie, pamiętając o powinności humanitarnego traktowania oraz zapewnieniu odpowiednich pomieszczeń i warunków bytowania.

Oczywiście raczej nie będziesz kierował egzekucji do jedynego konia pociągowego w gospodarstwie, ale bez trudu wyobrażam sobie właściciela dużej stadniny koni sportowych jak dłużnika.

 

Przed kilkoma laty hitem była ulga VAT związana z nieściągalnymi wierzytelnościami, szybko ochrzczona jako „ulga na złe długi”. O tej rewelacji pisały wszystkie branżowe pisma.  Ulga ta polega to na tym, że wierzyciel ma prawo do skorygowania deklaracji podatku VAT o podatek naliczony na fakturach, które nie zostały przez dłużnika zapłacone.

Atrakcyjność tego rozwiązania wiąże się jednak z koniecznością spełnienia kilku warunków, z których najważniejszym jest nieściągalność wierzytelności, a właściwie jej uprawdopodobnienie. Zachodzi ono wówczas, gdy wierzytelność nie została uregulowana w ciągu 180 dni od upływu terminu jej płatności. Czyli trzeba czekać pół roku, w tym czasie możecie oczywiście prowadzić egzekucję. Ulgę zastosujecie, jak nie uda się ściągnąć tego długu. To w miarę proste.

Okazuje się jednak, że spełnienie innych warunków nie jest już tak proste. Jak właśnie donosi jeden z serwisów podatkowych ulga taka może być nawet niebezpieczna.

Chodzi o to, że warunkiem stosowania ulgi na złe długi jest to, by również dłużnik był czynnym podatnikiem VAT. Można to łatwo ustalić we właściwym urzędzie skarbowym. Jak się jednak okazuje – taka informacja ważna jest tylko w dniu wydania (właściwie w miesiącu wydania). Korekta deklaracji VAT w następnym miesiącu może okazać się niedopuszczalna, jeżeli dłużnik dwa dni po informacji wyrejestruje się jako podatnik czynny VAT.

I trzeba robić „korektę korekty”… Pomysł tej ulgi jest świetny, ale szczegóły nie są już tak różowe.

Ale to nic nowego.

 

Jedną z zalet wstąpienia Polski do Unii Europejskiej są dopłaty bezpośrednie przysługujące rolnikom. To taka pomoc publiczna dla rolników (chociaż wg niektórych skandalicznie niska). Ale polityka nas nie interesuje.

Dopłaty to pieniądze. A jeżeli rolnik jest dłużnikiem, to oznacza, że dopłaty to także Twoje pieniądze. Ale dobrać się do nich nie jest łatwo, a poza tym wokół dopłat urosło kilka mitów. Podobno nie można z nich zaspokoić roszczeń wierzyciela.

Ale po kolei.

Najważniejszy jest art. 32 ustawy z dnia 9 maja 2008 r. o Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, zwanej potocznie ARMiR.

Należności ustalane w drodze decyzji administracyjnej lub wierzytelności wynikające z umów z tytułów płatności określonych w odrębnych przepisach, realizowanych przez Agencję ze środków publicznych pochodzących z funduszy Unii Europejskiej oraz krajowych środków publicznych przeznaczonych na ich współfinansowanie, nie podlegają zajęciu na podstawie przepisów Kodeksu postępowania cywilnego oraz przepisów o postępowaniu egzekucyjnym w administracji.

Czy oznacza to, że pieniądze z dopłat są nie „do ruszenia”? Otóż nie.

Przepis ten oznacza tylko tyle, że komornik nie może zająć w ARMiR środków, które przypadną rolnikowi. Nie może więc nakazać Agencji jako tzw. trzeciodłużnikowi, by przelała dopłaty na jego konto, zamiast na konto dłużnika-rolnika. ARMIiR musi przelać WYŁĄCZNIE pieniądze na konto rolnika.

Rolnicy przez dłuższy czas byli tym oburzeni (jeszcze pod rządami starej ustawy o ARMiR – art. 11c tej ustawy), jednak sprawę wyjaśniło Ministerstwo Sprawiedliwości. W odpowiedzi Ministerstwa na interpelację poselską czytamy:

Słuszna wydaje się więc praktyka banków uznająca, że art. 11c ustawy z dnia 29 grudnia 1993 r. o utworzeniu Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (Dz.U. z 1994 r. Nr 1, poz. 2, z późń. zm.) odnosi się jedynie do wierzytelności z tytułu dopłat bezpośrednich przysługujących rolnikom od Agencji, nie zaś do wierzytelności z rachunku bankowego rolnika, wobec którego toczy się postępowanie egzekucyjne prowadzone zgodnie z przepisami Kodeksu postępowania cywilnego.

Z tego wynika, że należy w ARMiR ustalić, na jaki rachunek dopłaty bezpośrednie zostaną przelane i następnie zająć wierzytelności z tego rachunku – na zasadach ogólnych.

1 106 107 108 109 110 118 Strona 108 z 118